Śladami Bitwy Lubańskiej – z pamiętnika poszukiwacza cz.5
Wojna w krainie bobrów – cz. 2. Królestwo wody, roślin i zwierząt
Utworzona na rzece Czernej Małej linia obrony dotrwała aż do końca wojny. Przez ten czas wzdłuż całego południowego frontu od Pieńska nad Nysą Łużycką, aż po Jawor nad Nysą Szaloną trwała tzw. cicha wojna. Strony okopały się na swoich pozycjach nie podejmując żadnych zdecydowanych działań. Dla Rosjan priorytetem stało się zdobycie Berlina uderzeniem na wprost. Jak najszybciej! Aby zdążyć przed aliantami zachodnimi. A Niemcy po lubańskim kontrataku po prostu nie mieli już sił na nic więcej – rezerwy zostały wyczerpane.
Sytuacja uległa zmianie dopiero w dniu 5 maja 1945 r. gdy obsadzone na pozycjach wzdłuż szosy Bolesławiec-Zgorzelec i rzeki Czerna Mała jednostki 52 Armii zostały zluzowane przez oddziały 31 Armii – 173 i 352 Dywizje Piechoty z 36 Korpusu Piechoty. Zgodnie z rozkazem dowódcy frontu utworzona z jednostek armijnych grupa uderzeniowa złożona z czterech dywizji piechoty, wzmocnionych artylerią i czołgami i skoncentrowana w lasach na północ od Dłużyny Dolnej (tuż obok rzeki po jej zachodniej stronie) w dniu 6 maja uderza na południe, w kierunku Czech. Po drodze jest Lubań. Obsadzone w dużej mierze oddziałami Hitlerjugend bądź młodocianymi żołnierzami Wehrmachtu linie obrony na północ od Lubania nie stawiają oporu. Miasto zostaje zajęte w dniu 8 maja, gdy bez walki opuszczają je Niemcy wycofując się szosami w kierunku na Przylasek i Zarębę. Drogi odwrotu zostają zaminowane.

Fot. 5. Wybrane elementy uzbrojenia Wehrmachtu znad Czernej Małej: magazynek karabinka szturmowego StG 44 Sturmgewehr, rura granatnika p-panc Panzerfaust, łuski amunicji sygnałowej

Fot. 6. Wybrane elementy amunicji i wyposażenia Armii Czerwonej znad Czernej Małej: amunicja sygnałowa i karabinowa (Mosin), kociołek wojskowy, smarownica, pojemnik na naftę, kowadło
Tak kończy się krótka historia walk z lutego i marca 1945 r. nad urokliwą, niewielką rzeczką toczącą swe wody przez obszar Borów Dolnośląskich. Ostatnimi laty przechodziłem wielokrotnie jej niewielki, zaledwie 4 km odcinek od Godzieszowa do Czerwonej Wody, jednak w dzieciństwie niejednokrotnie kąpałem się w jej nurcie bardziej na północ, czy to w okolicach Zielonki, czy Starego Węglińca. Nieco później również w Zalewie w Klikowie, tuż przed ujściem rzeki do Czernej Wielkiej w Iłowej. Jednak wtedy nigdy nie spotkałem nad jej brzegami śladów żerowania bobrów tak jak to miało miejsce ostatnio ani nie dostrzegłem tak intensywnie rozbudowanych linii okopów.
Co prawda nie udało mi się dostrzec gryzoni „w akcji” jednak sama obserwacja ich mrówczej pracy daje również sporo satysfakcji, chociaż przyznam że czasami miewam wątpliwości. Gdy widzę zwalone bez ogródek kilkudziesięcioletnie potężne drzewa i zalany wodą umierający las to uważam, że chyba nie do końca wszystko jest OK. Kocham zwierzęta, ale kocham też las. Gdy równowaga zostaje zachwiana, to człowiek musi zaingerować. Tak jak to zapewne miało miejsce nieopodal mostu nad rzeczką na autostradzie A4 w rejonie Godzieszowa. Zaobserwowane przeze mnie kilka lat temu duże żeremie na uczynionym przez bobry rozlewisku na Czernej Małej ostatnio „zniknęło”. W efekcie bobrów w tym miejscu już nie ma – ale pozostał martwy las! Nic więcej nie dodam.
Oprócz bobrów w okolicy natrafiałem również na ślady pobytu innej zwierzyny. Odnalezione piękne poroża jeleni, czy ślady żerowania wilków to te najbardziej intrygujące. Mamy okres grzybobrania, więc wypada wspomnieć, że las w tamtym rejonie oferuje również całe ich bogactwo. Na filmie może nie do końca to widać, ale proszę pamiętać, że materiał był nagrywany w lecie. Już wtedy zbierałem tam grzyby zwłaszcza pojawiające się wcześnie borowiki ceglastopore. Przepięknie ubarwione ale ze względu na podobieństwo trzona (nie kapelusza) mylone z borowikiem szatańskim, który w Polsce występuje niezwykle rzadko. U nas nie spotkałem go nigdy, a grzyby zbieram od 40 lat.
I na koniec wspomnijmy o militariach i śladach walk. Do dzisiaj cały teren wzdłuż rzeki przeorany jest liniami okopów, ziemianek i lejów po bombach. Wytrawny poszukiwacz odnajdzie również elementy wystrzelonej amunicji czy żołnierskiego ekwipunku. Także sporadycznie natrafić można na przedmioty powszechnego użytku przypuszczalnie zrabowane ludności cywilnej z okolicznych wsi przez żołnierzy Krasnej Armii. Wszystko to do dziś nie pozwala i długo jeszcze nie pozwoli zapomnieć o burzliwych wydarzeniach sprzed lat. A więc zapraszam do obejrzenia drugiej części filmu Wojna w krainie bobrów pt. Królestwo wody, roślin i zwierząt.

mgr. inż Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo jest kierownikiem Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
Autor: Jarosław Ludowski











