Dramat ojca
Kiedy dziecko pije – czy jest to nastolatek, czy całkiem dorosły człowiek rodzice zawsze cierpią. Kiedyś wydali to „maleństwo” na świat, obserwowali jego pierwsze kroki, kochali i widzieli jego świetlaną przyszłość. Mieli nadzieję, że będzie szczęśliwe, osiągnie powodzenie w życiu. Tymczasem ich dorosłe dziecko zamiast do sukcesu, doszło do zniewolenia przez rozpaczliwą, morderczą chorobę alkoholową.
Codzienne życie z alkoholikiem sprawia, że rodzice, chcąc czy nie chcąc, uczestniczą w pijackim tańcu jego emocji, kłamstw i udręczeń. Kiedy znowu się spóźnia, wyczekują z niepokojem, w jakim stanie wróci do domu. Nasłuchują, wyglądają ze strachem i obserwują jak chwiejnie wraca, niezdarnie próbuje otworzyć drzwi. Gdy nie wraca dłużej, obawiają się dźwięku telefonu obwieszczającego nieszczęście lub tragedię. I tak jest czasem każdego dnia. Jeszcze gorzej, gdy z problemem zostaje jedno z nich, ponieważ drugie odeszło z tego świata.
Historia mieszkańca Lubania, który obecnie jest na emeryturze, ale w przeszłości piastował różne ważne funkcje w mieście i okolicy, jest prawdziwym dramatem ojca. Dwa lata temu zmarła mu żona i teraz z problemem pijącej, czterdziestokilkuletniej córki musi mierzyć się sam. Zarzuca sobie, że być może na początku był zbyt pobłażliwy, stąd dzisiejsze problemy.
– Córka wyszła za mąż młodo, nie ukończywszy nawet szkoły średniej – opowiada ojciec. – To była wielka miłość. Nie byłem z całej tej sytuacji zadowolony, ale żona mnie przekonywała, aż w końcu uległem. Bardzo żałuję, że nie zachowałem się wówczas jak mężczyzna i nie powiedziałem stanowczo „nie zgadzam się”. Wkrótce urodziły się wnuki, co nie przeszkodziło ich rodzicom coraz częściej zaglądać do kieliszka. Zaczął zięć, ale wkrótce dołączyła do niego córka. Chcąc ją ratować, zwracałem się do komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, do psychiatry, psychologa. Efekt był najwyżej miesięczny. Mieszkamy razem, bo w którymś momencie mąż się z nią rozwiódł i dzieci zostały przy nim. Zdarza się, że córka znika z domu na kilka dni i wraca w strasznym stanie. Jej picie sprawiło, że straciła rentę, a żeby mieć pieniądze, wynosi różne rzeczy z domu i sprzedaje. Zaciąga też długi, za które ściga ją komornik. Dlatego wyraźnie chcę podkreślić, że ja – choć mieszkamy razem w moim mieszkaniu – nie ponoszę odpowiedzialności za długi mojej córki Alicji – mówi zrozpaczony mężczyzna.
Dzieci pani Alicji, czyli wnuki naszego rozmówcy, urządziły się w Rotterdamie i dobrze im się wiedzie. Próbowały matce pomóc. Sprowadziły ją do siebie, zorganizowały pracę, mając nadzieję, że dzięki temu przestanie pić, a skoncentruje się na obowiązkach. Myliły się. Któregoś dnia zadzwoniły do dziadka, informując, że wsadziły pijaną matkę do busa i trzeba ją odebrać. Umyły ręce. I zdruzgotany ojciec kobiety ponownie zaczął przeżywać gehennę.
–W mojej rodzinie nikt nigdy nie miał problemów z uzależnieniem – mówi ojciec kobiety. – Moje rodzeństwo i ich dzieci są osobami szanowanymi. Są prawnikami, profesorami a jeden z nich jest posłem trzecią kadencję. Tylko ja mam córkę alkoholiczkę i jestem zupełnie bezradny.

Teresa Kraska, jest znaną w regionie dziennikarką i felietonistką. Pełni również mandat radnej Rady Miejskiej Lubania.
Autor: Teresa Kraska (ZL)
