Z siekierą na strażnika
Do mrożących krew w żyłach scen doszło w Mirsku. 20 lipca br. jeden ze strażników Społecznej Straży Rybackiej powiatu lwóweckiego przed własnym domem został zaatakowany przez napastnika uzbrojonego w siekierę. Agresor dzień wcześniej został przyłapany przez społecznego funkcjonariusza na popełnieniu wykroczenia.
Wszystko zaczęło się 26 lipca br. Wówczas jadąc samochodem strażnik zauważył nad Kwisą dwie osoby, które wędkują przy budowli hydrotechnicznej.
– Widząc, że popełniają wykroczenie (od budowli hydrotechnicznej wolno wędkować w odległości nie mniejszej niż 50m – przyp. red.) postanowiłem ich skontrolować. Wezwałem policję. Nim się zjawiła, obaj sprawcy uciekli. Jeden z nich powiedział, że jeszcze się spotkamy w innych okolicznościach – mówi strażnik, który z uwagi na dobro swoje oraz rodziny prosił o zachowanie anonimowości (dane do wiadomości redakcji).
Sprawca wykroczenia nie żartował. Kilkakrotnie odwiedzał prowadzony przez strażnika sklep i kierował wobec niego pogróżki. Na tym się nie skończyło. Około godziny 20.10 społecznik wraz z ojcem wrócił do domu. – Usłyszałem, że ktoś za mną biegnie. Uchyliłem się i przed oczami przeleciała mi siekiera. Upadłem na ziemię, broniłem się i wołałem o pomoc. Po kilku chwilach,widząc świadków napastnik odpuścił. Uciekając wykrzykiwał, że zabije mi żonę – relacjonował.
– Policjanci zostali poinformowani o zdarzeniu i niezwłocznie podjęli czynności mające na celu ustalenie sprawcy. Po ustaleniu danych został on zatrzymany. Zostały mu przedstawione zarzuty z artykułu 190 odnośnie gróźb karalnych. Z uwagi na zachowanie sprawcy prokurator zastosował wobec niego areszt tymczasowy – powiedział nam Mateusz Królak, oficer prasowy KPP w Lwówku Śląskim.
30-letni agresor z Mirska odpowie też za próbę uszkodzenia ciała. O jego dalszym losie zdecyduje sąd.
Autor: Grzegorz Bereziuk (ZL)
