Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej – cz. 1
Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej
Tato, a jeśli coś się ze mną stanie … – cz.1
Kapitan gwardii Iwan Gulkin, d-ca eskadry 141. Pułku Lotnictwa Szturmowego gwardii.
Zbliża się święto Wszystkich Świętych podczas którego na nekropoliach całej Polski zgromadzą się tłumy ludzi chcących choć na krótką chwilę wspomnieć swoich bliskich zmarłych, zapalić świeczkę na grobie, pomodlić się o wieczny spokój duszy. Szczęśliwi zmarli ci, których groby opisano, opatrzono tabliczką i usytuowano na cmentarzu gdzie od czasu do czasu ludzkie ręce uprzątną otoczenie, zapalą znicz i odmówią „Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie….”. Ale są i takie miejsca zwłaszcza dotyczące wojennych pobojowisk, gdzie w dołach czy okopach zalegają szczątki uczestników i ofiar wojen, które wciąż czekają na odkrycie i pochowanie na poświęconej ziemi. Pamiętajmy o tym.
Do tej grupy na szczęście jednak nie należy samotna mogiła usytuowana na skraju leśnej drogi, nieopodal szosy Ubocze-Rząsiny. Chociaż nie na cmentarzu i nie na poświęconej ziemi to jednak dzięki staraniu lokalnej społeczności Ubocza wyraźnie oznaczona i obudowana chowa w sobie i upamiętnia zarazem najprawdopodobniej szczątki jednego z bohaterów ostatniej wojny, radzieckiego lotnika kpt. Iwana Gulkina, któremu chciałbym poświęcić to krótkie wspomnienie.
Ze Streszczenia Operacyjnego 9. Dywizji Lotnictwa Szturmowego gwardii z dnia 04.03.1945r.:
„04.03.1945r. Godz. 11:25.
Start sześciu Ił-2M3 ze 141. PLSz gw. ; wiodący – kpt. gw. Iwan Gulkin, strzelec – sierż. gw. Iwan Sorokin. Osłona – cztery Jak 1 ze 152. PLM gw. ; wiodący – Charcistow.
Cel: czołgi jadące drogą z Langenols (Olszyna Lubańska) do Welkersdorf (Rząsiny), Unter dem Walde (Bartniki – Niwnice).
Cel zapasowy: Hagendorf (Gradówek)
Godz. 11.50 – 11.55, H=400m, atakowano:
-
we wsi Welkersdorf po zachodniej stronie lasu, 1 km na wschód – do 10 czołgów
-
we wsi Unter dem Walde – 3 samochody
-
we wsi Welkersdorf – 3 baterie artylerii przeciwlotniczej
Porządek – pary w prawym pelengu.
Ekipa Gulkina zestrzelona ogniem art. p-lot. Wg obserwacji innych ekip samolot spadł w rejonie na Pd-W od Welkersdorf.”
Tyle krótki meldunek w dzienniku dywizji. Dotyczy śmierci podczas jednego z lotów bojowych załogi samolotu szturmowego Iliuszyn Ił-2M3, którą dowodził Bohater Związku Sowieckiego kpt. gw. Iwan Gulkin. Powszechnie lubiany w pułku za skromność, dobroć, koleżeńskość i odwagę. Setki razy zaglądał śmierci w oczy i zawsze wychodził z tego spotkania zwycięsko. Koledzy mówili: „Nasz Waniusza nosi na czole talizman i dlatego jest niepokonany.” Niestety do czasu. Był jednym z wielu lotników, którzy zginęli w zmaganiach lotniczych pod Lubaniem, a pozostawił po sobie świadectwo – pisany od dzieciństwa pamiętnik oraz listy, z których kilka ujrzało światło dzienne. Te pamiątki stanowią dziś cenne eksponaty w Izbie Pamięci pilota, w rodzinnym Barnaule na Syberii. Pilot w listach opisuje epizody z lotów bojowych, własne przeżycia i przemyślenia dotyczące wojny. Z tekstów przenika również głęboka tęsknota za ojczystą Syberią i rodziną, do których nie dane mu było wrócić po wojnie.
Urodził się 23.06.1923r. we wsi Aleksiejewka, w rejonie Semipałatyńska na południu Syberii, w rodzinie chłopskiej Tichona i Heleny Wasiliewiczów. Miał jeszcze sześcioro rodzeństwa – 3 starszych braci i 3 siostry. Jego ojciec najwyraźniej nie wierzył w kolektywny, kołchozowy system gospodarowania, gdyż do 1931r. posiadał własny kawałek ziemi z którego utrzymywał swoją liczną rodzinę. Jak pisze siostra Iwana, Tatiana w swoich wspomnieniach, przymusowo rozkułaczona rodzina musiała przenieść się na północ i zamieszkać w Barnaule, gdzie ojciec podjął pracę w fabryce. Wkrótce, w 1933 r. umiera matka Iwana, co dla młodego chłopca jest bardzo bolesnym przeżyciem. Od tego czasu łączy go szczególna więź z ojcem, do którego później kieruje większość swoich listów i o którym wspomina w swoim pamiętniku.
Ukończył szkołę podstawową i średnią w Barnaule z bardzo dobrymi notami, mając wśród grona pedagogicznego i rówieśników opinię uzdolnionego chłopca. Co rzadko spotykane, od 15 roku życia prowadził swój pamiętnik, w którym zapisywał najważniejsze epizody swojego życia nierzadko podejmując krytyczną ocenę rzeczywistości panującej w Związku Sowieckim. Jednocześnie fascynował się lotnictwem. W kółku zainteresowań całymi popołudniami sklejał szybowce, a następnie już w szkole średniej zapisał się do aeroklubu gdzie pomyślnie zaliczył testy lotnicze. Instruktorzy bardzo zadowoleni z jego techniki lotu wróżyli mu udaną przyszłość jako lotnika. Pisał wtedy w swoim pamiętniku:
„Lataliśmy 10 dni. Wylatałem z instruktorem 7 godzin 10 minut. Wcześniej zaliczyłem zajęcia teoretyczne. I nagle przynoszą na przedni fotel w kabinie worek z piaskiem – zamiast instruktora – i lecisz sam. Doskonale! Nikt nie pomoże, zgaśnie silnik, wpadniesz niespodziewanie w korkociąg. Radź sobie sam, kursant Gulkin. Nie martwiłem się tym, że nie wyląduję dokładnie w punkcie lub że rozbiję samolot podczas siadania. Odwrotnie, cieszyłem się tym, że lecę tak szybko, niespodziewanie, w taką piękną pogodę gdy na lotnisku prawie nikogo już nie było.
Start na słońce – największy na świecie punkt orientacyjny. Wszystko dobrze: gaz, ciągnę drążek do siebie, rozbieg, dziób nieco powyżej horyzontu, nabór prędkości… Znowu krew uderza do głowy – lecę sam…
(…)
Czwarty nawrót, wysokość 100 m. Radość. W dole domy, słupy. Nie, na nich nie wyląduję. Wysokość poniżej 1 m, kąt poziomy. Coś ty, zaryjesz w ziemię! Drążek do siebie, szybko, podciągnij. Trzymaj maszynę nogami … Kołuj. Na spotkanie biegnie instruktor, cieszy się: ”Bardzo dobrze. Idź do dowódcy oddziału.” Martwię się, co powie? Podaje mi rękę: ”Zuch, bardzo dobrze. Rób tak zawsze. Będziesz wydziwiał – przepadniesz. ”To jest życie!”
Jednak wszystkie plany wzięły w łeb, gdy odpowiednie „komórki” polityczne we władzach aeroklubu dopatrzyły się w aktach chłopca kułackiego pochodzenia. Został wydalony z aeroklubu i w konsekwencji również nie przyjęty do szkoły lotniczej. Młody Iwan bardzo to przeżył, co oczywiście znalazło wyraz w zapiskach w pamiętniku:
„Mijają dni. Wszystko co było we mnie: energia, dociekliwy umysł, niespokojna natura, pasja, wiara w siebie – wszystko zanikło, przepadło. Nie mam ani jednego przyjaciela, któremu mógłbym się zwierzyć. Została tylko mandolina.”
Żal przeradza się w gniew, gdy pisze:
„Władza robotników i chłopów to bat na klasę wyzyskiwaczy. A jak nie starcza tych ostatnich już od 20 lat bez mała, to oczywiście bat dosięga samych robotników i chłopów, którzy byli bronią w rękach rewolucji. Ale rewolucja potrzebuje ofiar. Dlaczego ja okazałem się ofiarą?”
Szczęśliwie pamiętnik nigdy nie dostał się w niepowołane ręce. Po takich zapiskach młody Gulkin dokończył by krótkiego żywota w jednym z łagrów jako wróg ludu. Sam tekst, pisany w wieku 17 lat świadczy o dużej dojrzałości i głębokiej psychice chłopca, który latanie ukochał ponad wszystko.
W styczniu 1941r. jednak karta się odwróciła i po powołaniu do wojska Iwan Gulkin został skierowany do Permskiej Szkoły Lotniczej, a następnie w 1942 r. do Majkopskiej Wojennej Szkoły Lotniczej. Po ukończeniu szkoły, w maju 1942 r. trafił na front. Moment wyjazdu z domu i pożegnania z ojcem opisuje w pamiętniku:
„W drodze na stację ojciec pożegnał się ze mną, tak jakby na zawsze. Nigdy nie zapomnę. Nocą, podczas gwałtownej śnieżycy ja szedłem na dworzec, a ojciec do pracy na nocną zmianę. W mojej pamięci pozostała jego kłująca broda i palące łzy.”
Gulkin w składzie 667. Pułku Lotnictwa Szturmowego z czasem przemianowanego na 141. Pułk Lotnictwa Szturmowego gwardii przechodzi cały szlak bojowy w składach Frontów Wołchowskiego, Kalinińskiego, Woroneskiego, Stepowego oraz 2. i 1. Ukraińskich. W dniu 04.02.1944 r. za dokonania na polu walki otrzymuje tytuł Bohatera Związku Sowieckiego. Oto jeden z przykładowych listów z tego okresu, z 12.03.1944 r:
„Wojna idzie zgodnie z planem. Rozkazano zabijać Niemca – zabijamy. Gonimy go …Tato opowiem Ci, jak dzisiaj latałem. Technika realizacji lotu nie będzie dla Ciebie interesująca. A co zrobiłem? Przyleciałem nad ich terytorium. Chodziłem, chodziłem. W wioskach nikogo nie widać. Tylko kobiety stoją z zadartymi głowami i patrzą. Po chwili przypadkowo dojrzałem – idą zabłocone ciężarówki, wloką się cicho. Nie mogę dostrzec, nasze czy wroga. Przyjrzałem się dokładniej, zeskakują i kładą się na ziemi. Wszyscy w kurtkach przeciwdeszczowych. Niemcy! No to dawaj po nich seriami! Oczywiście nie sprawdziłem ilu zabiłem. Duża szybkość lotu. Pewnie ze dwudziestu (…)”
Kolejny list z 29 października 1944r. pilot pisze u granic Polski. Z treści przebija przede wszystkim tęsknota za rodziną i ojczyzną, znużenie i zmęczenie wojną.
„Tato, jeśli przeżyję tę ostatnią, uporczywa bitwę o rozgromienie Niemiec obowiązkowo przyjadę do Ciebie i opowiem Ci w szczegółach jak wywalczyliśmy to zwycięstwo, które kosztowało życie tylu wspaniałych ludzi. Jeśli jednak stanie się inaczej, postanowiłem teraz napisać Ci cokolwiek.
Wojna, sam wiesz, w pierwszym rzędzie dotyka ludzi, żołnierzy, którzy angażują swoje siły, zdrowie, nerwy, życie. Ja już większą połowę z tego wszystkiego utraciłem. Pozostało mi już tylko samo życie. Stracę je, czy nie? Za każdym razem gdy lecę wypełnić zadanie zastanawiam się, kogo spotkam nad celem? Ostrzeliwuję niemieckie czołgi, artylerie, piechotę, samochody itd. Wtedy i do mnie strzelają – artyleria przeciwlotnicza wszystkich kalibrów, myśliwce wroga, czołgi przeciwlotnicze, karabiny, automaty. Dostanie się w ręce wroga – straszniejsze niż śmierć. Często wydostawszy siebie i kolegów z ognia zastanawiam się, jakim cudem przeżyłem? Odpowiedź jest tylko jedna – działałem bezbłędnie.
Często wracałem na lotnisko z postrzelanymi skrzydłami, kołami, kilka razy z uszkodzonym sterem. Ale szczęście mnie nie opuszczało, lądowałem na rodzimych lotniskach. Jednego strzelca zabili mi podczas ostrzału z ziemi, dwóch lekko ranili, jeszcze jednego ciężko w nogę. Cztery miesiące leżał w szpitalu, a teraz znowu razem latamy w bój. Jeśli zginę, zapamiętaj tato jego nazwisko – to starszy sierżant gwardii Aleksander Sorokin urodzony w 1925 r. On nie raz uchronił mnie od myśliwców wroga. Ponad 100 razy latał ze mną do walki, oddalał wszystkie niebezpieczeństwa.
W jednej z ciężkich walk uszkodzili mi silnik. To najgorsza rzecz w powietrzu. Zabrakło 30 km do bazy, lądowałem na sąsiednim lotnisku. Tak było podczas 150 lotu bojowego, pierwszy i jak dotąd ostatni raz.
Dużo widziałem przez ostatnie 4 lata. Na początku jako młody, niedoświadczony wojak walczyłem w obronie rubieży Leningradu. Potem w ramach Frontu Kalinińskiego. Biłem się o Wielkie Łuki, Starą Russę, uczestniczyłem w likwidacji Demiańskiego Kotła. Latem 1943r. rozpoczęły się boje na Ukrainie, a wcześniej intensywne walki na Łuku Kurskim. Wytrzymaliśmy ostatni napór Niemców. Stamtąd rozpoczął się ich masowy odwrót z naszej ziemi. W tym czasie uczestniczyłem w innych, licznych operacjach: Korsuńsko-Szewczenkowskiej, podczas forsowania Dniepru, biłem się o Humań, Pierwomajsk, Kirowograd, Charków, Mołdawię, Rumunię, przyczółek na Wiśle. Czyż wszystko napiszesz w liście?
Tato w walkach na Ukrainie spotkałem przyjaciela, lotnika Iwana Aleksiejewicza Antipina. Pochodzi z Baszkirii. Wiele razy lataliśmy wspólnie do boju, ze sto razy. Dziesiątki razy wspomagaliśmy się nawzajem w niebezpiecznych sytuacjach. A ile znosiliśmy wspólnie wojennych niewygód? On jest teraz Bohaterem Związku Sowieckiego. Będę żył opowiem wszystko w szczegółach nie tylko Tobie ale i Twoim wnukom i prawnukom.
Teraz najważniejsze – nasz ostatni wysiłek. Jeszcze 2, 3 miesiące i Rosja lekko odetchnie i zakończy tytaniczny bój.”
W dniu 16 lutego 1945r. praktycznie cała 9. Dywizja Lotnictwa Szturmowego gwardii, a w jej składzie i 141. pułk Gulkina, przebazowuje się na lotnisko w Legnicy. Stąd, będąc w składzie 1. Korpusu Lotnictwa Szturmowego gwardii jednostki wspierają z powietrza działania 3. Armii Pancernej gwardii gen. Rybałki i 52. Armii gen. Korotiejewa atakujących Lubań. Od 19 lutego do 5 marca korpus podczas działań polegających na szturmowaniu wojsk i techniki bojowej wroga oraz lotach rozpoznawczych traci w promieniu do 10 km od Lubania przynajmniej 15 swoich maszyn typu Iliuszyn Ił-2 M3. W dniu 4 marca swoje ostatnie zadanie bojowe wykonuje również załoga w składzie kpt. Iwan Gulkin – st. sierż. Aleksander Sorokin.
c.d.n.
Jarosław Ludowski






