Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej – Genialny „Dzieciak” z charakterem – cz. 2
Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej – Genialny „Dzieciak” z charakterem – cz.2
– major Erich Hartmann d-ca I. Dywizjonu 52. Pułku Myśliwskiego Luftwaffe
Walka na terenie Rumunii ze względu na kontakt z rywalem dysponującym lepszym sprzętem i przewagą ilościową była trudną przeprawą nawet dla tak doświadczonego już pilota jakim był Hartmann. Wielu pilotów pułku zginęło w tym czasie na rumuńskim terytorium, a młody pilot przeżył tylko dzięki niezwykłym umiejętnościom i niesamowitej intuicji, która podpowiadała mu najlepszą taktykę walki i zwielokrotniała czujność. Właśnie dzięki intuicji wychodził bez szwanku z bardzo trudnych sytuacji:
„Błękitne niebo wydawało się puste – w oddali widać było tylko kilka małych Cumulusów, w których samoloty nie mogły znaleźć schronienia na długo. Nagle w podświadomości Ericha odezwał się sygnał alarmowy, który wielokrotnie ratował mu skórę. Obejrzał się za siebie. Pięćset metrów za nim, nieco powyżej czaił się samotny Jak z pomalowanym na czerwono nosem (pilot gwardyjskiego pułku – przyp. Aut.).
– Wyprzedź mnie, wejdź wyżej i uważaj – rzucił do Weslera.
Rosjanin co kilka sekund próbował otworzyć ogień, był jednak za daleko, a Hartmann za każdym razem wykonywał zwrot, starając się wejść Jak-owi na ogon. Bezskutecznie. Jeszcze dwukrotnie atakowali się wzajemnie od czoła, żaden jednak nie mógł osiągnąć lepszej pozycji. Minąwszy przeciwnika dwukrotnie w bardzo bliskiej odległości Erich zaczął mówić sam do siebie:”Ten facet chyba oszalał. Wygląda na to, że chce cię staranować. Zwrot i oderwij się od niego”. Pchnął drążek do przodu i wykonał odwróconą pętlę, zamiast kontynuować skręt. (…) Znalazł się pod Rosjaninem, w martwej strefie. Rosyjski pilot zdezorientowany brakiem przeciwnika skręcił na wschód, do domu. Hartmann tymczasem przymknął gaz, zadarł nos, a gdy wrogi samolot wypełnił mu całe pole widzenia, otworzył ogień. Płonący Jak pociągnął za sobą ogon smolistego dymu. Pilot odwrócił płonący samolot i wyskoczył.
Niemiecka piechota z pobliskiej wioski była już w drodze. Po wylądowaniu Hartmann przejął Rosjanina i wspólnie polecieli do bazy dywizjonu.
-Ma Pan szczęście, dla pana wojna się skończyła – stwierdził przy powitaniu
Rosjanin był szczęśliwy, że żyje. Skinął głową i uśmiechnął się.
-Dlaczego nie obejrzał się Pan za siebie, jak mnie pan stracił z oczu? I dlaczego był pan sam?
Sowiecki pilot smutno wzruszył ramionami. Stracił bocznego w walce. Dlaczego się nie obejrzał? Jak mówi powiedzonko:”Nie oglądaj się za siebie bo ci z przodu ktoś przyje…”. Patrząc na młodego Rosjanina stojącego w mroku, Erich stwierdził, że wygląda tak samo jak każdy inny lotnik, jest po prostu członkiem lotniczego bractwa. Gdyby nie język i mundur mógłby być Niemcem.”
W dn. 01.07.1944r. awansowany już do stopnia porucznika Hartmann zalicza 250 zwycięstwo i do Krzyża Rycerskiego z Liśćmi Dębu otrzymuje Miecze, oczywiście osobiście od Hitlera w Wilczym Szańcu w Gierłoży. Hitler jest krótko po zamachu i robi wstrząsające wrażenie. Jak później wspomina młody pilot:
„Wódz jest cieniem samego siebie, okaleczony i przybity. Mówi podczas spotkania: -Nigdy bym nie uwierzył, że niemiecki oficer może okazać się tak tchórzliwy.(…) Bóg mnie ocalił i moim pierwszym krokiem będzie wyplenienie tej tchórzliwej hołoty.””
Hartmann opuszczał Wilczy Szaniec ogarnięty czarnymi przeczuciami. Fuhrer nie powiedział nic, w co można by uwierzyć znając sytuację na frontach. Niemcy, Luftwaffe a i sam Hitler chyliły się ku upadkowi.
W lipcu 1944 r. front dociera do Polski. W rejonie Sandomierza pilot zalicza 300 zwycięstwo. Podczas kolejnej wizyty w Wilczym Szańcu do odznaczenia otrzymuje Brylanty i jest w tej chwili oprócz liderowania klasyfikacji najmłodszym i wiekiem i stopniem kawalerem odznaczenia.
W trakcie urlopu okolicznościowego żeni się z miłością swojego życia Ursulą Paetsch, z którą mają później dwójkę dzieci. Pierwsze z nich niestety umiera krótko po urodzeniu. W trakcie urlopu od Adolfa Gallanda, sławnego asa myśliwskiego otrzymuje propozycję wejścia w skład JV 44, jednostki niemieckich asów, weteranów, którzy latają na najnowszym nabytku Luftwaffe, odrzutowym Me 262 „Schwalbe”. Jest to wyróżnienie i nobilitacja, jednak pilot dostrzegając absurdalność koncepcji utworzenia jednostki, którą traktuje raczej jako rodzaj próżności Gallanda i która nie miałaby najmniejszego wpływu na wynik działań wojennych, nie jest zachwycony:
„ – A cóż ja będę robił w tym gronie razem z najlepszymi i wysokimi stopniem lotnikami generale?
– Jak to? Będziesz z nami latał. Jesteś najlepszym asem świata.
-Tak generale, ale nie mam najmniejszej ochoty latać jako czyjś boczny, a tak się stanie gdy wstąpię do Pańskiej jednostki.”
Jakiś czas bierze udział w testowaniu nowych samolotów, jednak bez entuzjazmu. Loty odbywają się rzadko, a lotnisko jest regularnie bombardowane przez alianckie Mustangi i Mosquito. W końcu nie wytrzymuje i prosi o przeniesienie. Mówi do inspektora lotnictwa Gordona Golloba:
„– Samolot jest świetny, ale od początku mojej służby liniowej zawsze byłem z moimi ludźmi w JG 52. Jestem dumny z mojej jednostki i myślę, że więcej mogę zrobić dla Niemiec walcząc tam, niż latając na Me 262
-W porządku Hartmann. Może pan wracać do swojej jednostki.”
W styczniu 1945r. wojna dociera na teren Śląska. Wraz z przesuwającym się frontem dywizjony I. i III. JG 52 przebazowują się na kolejne lotniska w rejonach Wrocławia, Nysy, Świdnicy czy Ząbkowic Śląskich. II. dywizjon operuje na Węgrzech a potem w Austrii. W dniu 01.02.1945r. pilot zostaje dowódcą I. Dywizjonu. W dniach 16 – 18 kwietnia jego dywizjon na krótko ląduje w Goerlitz przydzielony do tzw. Grupy Bojowej „Biały”. Ma to przypuszczalnie związek z intensyfikacją działań zgorzeleckiego zgrupowania uderzeniowego feldmarszałka Schoernera związanych z drezdeńską ofensywą 2. Armii Wojska Polskiego. Zadania bojowe dla eskadr lotniczych JG 52 z tych dni to przede wszystkim dostawa zaopatrzenia i jej ubezpieczanie dla oblężonego Wrocławia oraz swobodne polowanie w rejonach Lauban i Goerlitz.
W dniu 17 kwietnia 1945r. podczas jednego z takich lotów Hartmann odnosi swoje 350 zwycięstwo zestrzeliwując sowiecki myśliwiec Jak 9. Niestety dokładna lokalizacja upadku maszyny nie jest znana, a sowieckie pułki myśliwskie tracą tego dnia kilka Jak-ów 9 na stosunkowo dużym obszarze operacyjnym w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Goerlitz. Co ciekawe po wylocie z Goerlitz, 1. Eskadra I. Dywizjonu przebazowuje się na lotnisko polowe w Starej Kamienicy koło Jeleniej Góry (zaledwie 35km od Lubania) i tam przebywa praktycznie do końca wojny, a w dniu 25 kwietnia Hartmann zalicza swoje 351 zwycięstwo zestrzeliwując sowiecką P-39 Airacobrę. Również w tym przypadku nie jest znana lokalizacja katastrofy samolotu, a mogło się to stać w obszarze nawet do 100 km od lotniska. Oczywiście istnieje również możliwość, że w tym czasie Hartmann z pozostałymi eskadrami JG 52 przebywał już w Niemieckim Brodzie na południu Czechosłowacji (między Pragą, a Brnem) i tam dokonał wyżej omawianego jak również ostatniego 352 zwycięstwa zestrzeliwując myśliwiec Jak 9. Niestety ostatnie tygodnie wojny to organizacyjny bałagan w pułku i trudno w tym przypadku o uzyskanie wiarygodnych danych. W każdym razie dziennik bojowy jednostki ich nie podaje.
Wojna dla Hartmanna kończy się niedaleko Pragi, w Niemieckim Brodzie, gdzie I. i III. Dywizjony JG 52 po zniszczeniu samolotów na lotnisku, a następnie kilkudniowym marszu na zachód dużej kolumny składającej się z pilotów i personelu naziemnego wraz z rodzinami poddają się 90. Dywizji Piechoty Armii USA. Niestety rejon kapitulacji to teren przypisany traktatem z Jałty Związkowi Sowieckiemu i dlatego przy najbliższej nadarzającej się okazji wszyscy zostają przekazani Armii Sowieckiej.
Większość jeńców zostaje wywieziona na wschód Rosji, gdzie trafiają do obozów pracy i łagrów. Rozpoczyna się 10 letnia tułaczka Hartmanna. Kolejno zalicza łagry w Griazowcu, Kutejnikowie n/Dońcem, Szachtach, Nowoczerkasku i Diaterce na Uralu. Początkowo Rosjanie nie wiedzą z kim mają do czynienia, jednak demonstracja odmowy pracy jako przywileju przysługującego oficerom wg Konwencji Genewskiej zwraca na niego uwagę. Wątpliwości budzi dziecinny wygląd pilota i blond włosy co raczej nie pasuje do stereotypu groźnego faszysty i pogromcy sowieckiego lotnictwa, ktoś taki wg Rosjan nie może być „Czarnym diabłem z południa”. Gdy w końcu przekonują się o autentyczności jeńca, rozpoczyna się gehenna. Ciągną się wielodniowe przesłuchiwania przez NKWD, podczas których trwają próby wyciągnięcia szczegółowych informacji o budowie odrzutowego myśliwca Me 262, padają propozycje usług jako kapuś obozowy, agenturalnej współpracy, a na koniec nawet propozycje objęcia intratnych posad w nowo tworzonych siłach lotniczych NRD. Wszystko kończy się odmową. W młodym pilocie tkwi zadziwiający duch walki, honoru, obrony przed ostatecznym upodleniem i odczłowieczeniem.
Uparcie trwa w oporze gdy inni się poddają jak w przypadku przyjaciela Hartmanna ppłk. Hermana Grafa, ostatniego d-cy JG 52, z którym razem trafiają do niewoli i który dość szybko się załamuje i idzie na współpracę z Sowietami. Tak robi wielu niemieckich jeńców wojennych złamanych nieludzkimi warunkami panującymi w sowieckich obozach pracy. Za opór sypią się sankcje, zwłaszcza że pozostali jeńcy dostrzegają w Hartmannie niepisanego przywódcę, człowieka, który daje przykład jak trwać w niewoli. Zalicza kolejne karcery, bunkry, wielotygodniowe karmienie siłą przez rurkę za odmowę jedzenia w proteście przeciwko brutalności postępowania władz obozowych. Po 30 dniowym proteście głodowym fizycznie jest już cieniem człowieka i tylko wewnętrzny upór, marzenie o spotkaniu z rodziną i powrocie do domu trzymają go przy życiu. Gra Rosjanom na nerwach i z drugiej strony zastanawiające jest, że nie postanowili w tym czasie definitywnie skończyć trwającej 5 lat „zabawy” w nieustające śledztwo z upartym młokosem.
W końcu widząc bezskuteczność swoich działań Sowieci kończą przesłuchania i pod sfingowanymi zarzutami doprowadzają do skazania jeńca. Wyrok brzmi 25 lat łagrów. Cały proces to swoiste kuriozum i warto zacytować fragment z przebiegu dla pokazania czytelnikom oblicza sowieckiego wymiaru sprawiedliwości:
„W Sali sądowej przy stole z surowych desek siedział sowiecki sędzia wojenny o płaskiej twarzy, przerzedzonych włosach i tłustym brzuchu. Wręczył Erichowi akt oskarżenia wraz z wyrokiem skazującym na 25 lat ciężkich robót. Na Sali była publiczność kilkudziesięciu kołchoźników. Hartmann podszedł do stołu:
– Chciałbym wiedzieć dlaczego jestem oskarżony o przestępstwa wojenne, nie rozumiem też konkretnych zarzutów – powiedział
– No tak, Hartmann, Czarny diabeł, zgadza się? Świetny lotnik, tak? Wielki przestępca wojenny, tak? – pytał sędzia
-Świetny pilot tak, może…Przestępca wojenny – nie
– Z akt jasno wynika, że jesteście przestępcą wojennym
Sędzia przejrzał akta jeszcze raz uważniej, aż znalazł to czego szukał. Popatrzył na oskarżonego tryumfalnie:
– Zarzut pierwszy. Uczestniczyliście w nielegalnym, brutalnym i niesprowokowanym ataku na Związek Sowiecki, zniszczyliście dużą ilość sowieckiego sprzętu wojskowego, w tym 345 bardzo drogich samolotów.
Zarzut drugi. W centralnym sektorze frontu , 23 maja 1943r. zaatakowaliście piekarnię. Przed waszym atakiem wytwarzano tam 16 ton chleba dziennie. Po waszym ataku zdolność produkcyjna spadła do 1 tony.
Zarzut trzeci. W wiosce pod Briańskiem zabiliście 780 cywilów, w tym kobiety i dzieci.
Erich nie wytrzymał:
-Czy wolno mi bronić się przed tymi zarzutami?
Sędzia uśmiechnął się lodowato:
– Oczywiście, nie jesteśmy przecież faszystami. Tutaj działa wymiar sprawiedliwości
– Zestrzeliwałem rosyjskie samoloty, tak jak wasi piloci zestrzeliwali niemieckie. To był mój obowiązek, a nie zbrodnia wojenna.
– No a piekarnia? – sędzia oglądał własne paznokcie
Hartmanna aż zamroczyło z wściekłości, z niedowierzaniem kręcił głową, ale kontynuował:
– Nigdy nie ostrzeliwałem ani w żaden inny sposób nie niszczyłem piekarni. Gdzie ona w ogóle była?
Sędzia zerknął w papiery:
– W miasteczku koło Smoleńska
– Ja nigdy tam nie stacjonowałem. To był rejon działania JG 54, a ja byłem w JG 52 na południowym odcinku frontu. Zarzut trzeci jest absolutnie fałszywy. Nigdy nie zabiłem żadnego cywila, nie mówiąc już o dzieciach. Jak udało wam się ustalić tak dokładną liczbę zabitych. W Briańsku też nigdy nie byłem. Skąd w ogóle przyszedł wam do głowy pomysł oskarżania mnie o masowe morderstwo na taką skalę?
Sędzia postukał palcem w dokumenty
– My was nie oskarżamy, Hartmann. My udowodniliśmy, że wyście to zrobili. W doskonałym systemie wymiaru sprawiedliwości jaki mamy w Związku Sowieckim, w więzieniu nie siedzą niewinni ludzie.”
Obrona nie zdaje się na nic. Zrezygnowany Hartmann prosi o kulkę. Dla odbycia kary zostaje przetransportowany do obozu pracy w Szachtach na południu Rosji. Tam w dalszym ciągu nie pogodzony ze swoim losem jeniec, za odmowę pracy zostaje osadzony w bunkrze. W jego obronie jak również z powodu nieludzkich warunków panujących w obozie dochodzi do rzeczy niespotykanej w Rosji, a mianowicie do buntu kilkuset osadzonych więźniów. Władze obozowe zostają obezwładnione, a Hartmann uwolniony z karceru. Tylko dzięki roztropności pilota nie dochodzi do ucieczki więźniów i samosądów na strażnikach obozowych. Przybyłe jednostki NKWD zaprowadzają porządek, jednak bunt doprowadza do poprawy warunków bytowania więźniów. A Hartmann i kilku innych przywódców protestu zostają rozdzieleni i przewiezieni do innych obozów. Pilot najpierw trafia do Nowoczerkaska, a następnie w 1953r. do Diaterki na Uralu. Wspomina później, że jego ścieżka obozowa wiodła nieopodal miejsc gdzie w 1943r. stacjonował jego pułk w czasie walk na południu Rosji.
W 1955r. na mocy porozumienia pomiędzy kanclerzem Niemiec Adenauerem, a przywódcą ZSRR Chruszczowem większość pozostałych w łagrach sowieckich niemieckich jeńców wojennych odzyskuje wolność. Jest wśród nich i Hartmann. Wraca do rodzinnego domu gdzie oczekują bliscy. Widzi zmienioną Europę, odbudowaną po wojennych zgliszczach, a dawni wrogowie dziś współpracują ze sobą chociażby w strukturach NATO. Jednak 10 letni pobyt w dziczy sprawia, że długo nie może dostosować się do nowych warunków życia. W końcu za namową kolegów, aczkolwiek niechętnie, powodowany koniecznością utrzymania rodziny postanawia wrócić do lotnictwa. Jest kierowany do USA na przeszkolenie na nowych samolotach odrzutowych, a następnie po powrocie obejmuje dowództwo nowotworzonego pułku myśliwców bombardujących JG 71 „Richthofen”.
Współpraca z przełożonymi jednak nie układa się najlepiej. Kwestionuje się jego stopień majora, który uzyskał na kilka dni przed końcem wojny. Jest szczery i mówi to co myśli, broni kolegów, którzy w jakiś sposób podpadli dowództwu, krytykuje decyzję o przezbrojeniu pułków myśliwskich w nowy amerykański samolot F-104 (czas pokazał, że miał rację – po przezbrojeniu w katastrofach lotniczych myśliwca zginęło 115 niemieckich pilotów przy stratach 292 maszyn co dało 40% stanu posiadania). Pod ciągłą presją popełnia drobne proceduralne błędy w dowodzeniu pułkiem i w efekcie zostaje odsunięty i przeniesiony do sztabu gdzie prowadzi szkolenia z dziedziny taktyki. Uwielbiany przez młodych niemieckich pilotów, nie ma poparcia u zwierzchników, a część z nich to ludzie, których dwuznaczną postawę pamięta z okresu wojny. Ci w rewanżu blokują jego ścieżkę awansu i gdy większość jego utytułowanych kolegów posiada już szlify generalskie, on dalej chodzi w pułkownikach, który to awans zresztą uzyskuje dopiero w 1968r.
Czasami miewa chwile rozgoryczenia i zniechęcenia, jednak wrodzony optymizm i pogoda ducha, a przede wszystkim kontakt z młodymi pilotami, którzy doskonalą kunszt pilotażu pod jego czujnym okiem pozwalają kontynuować służbę. Nie doczekawszy awansu, pomimo namowy przyjaciół aby jeszcze poczekać, płk. Hartmann w 1978 r. przechodzi w stan spoczynku. Na emeryturze kontynuuje dzieło lotnicze zakładając szkółki pilotażu, udzielając się jako instruktor. Sam przebudowuje rodzinny dom pod Sztutgartem. Wspólnie z żoną opracowuje swoje wspomnienia, które w postaci autobiografii ukazują się w 1978r. Jakiś czas poważnie choruje na dusznicę, która w wieku 58 lat uśmierciła jego ojca, jednak on przezwycięża chorobę. Erich Hartmann umiera w dniu 19 września 1993 r. w rodzinnym Weil im Schonbuch pod Stuttgartem, w wieku 71 lat.
Wg oficjalnych statystyk płk. Erich Hartmann odbył 1405 lotów bojowych (wszystkie na froncie wschodnim), stoczył 825 walk powietrznych, w których zwyciężył 352 razy (drugi na licie Gerhard Barkhorn zaliczył 301 zwycięstw). Sam był zestrzeliwany lub zmuszony do lądowania z różnych przyczyn 14 razy.
R. F. Toliver i T. J. Constable, autorzy biografii Hartmanna na zakończenie swojej książki napisali:
„Wszyscy, którzy znali Ericha, twierdzą zgodnie, że Bundesluftwaffe nie potrafiła właściwie go wykorzystać. Niepoprawny indywidualista, stale kierował się poczuciem uczciwości, sprawiedliwości i słuszności, i w tych kategoriach nigdy nie szedł na żadne kompromisy. Bez wątpienia jest typem bohatera, którego wady są przede wszystkim emanacją cech pozytywnych.
Historia jego życia to historia walki, znaczona zwycięstwami i porażkami. Posmakował triumfu, poznał też smak goryczy, wysadzony z siodła przez nieuczciwego i niegodnego przeciwnika”.
PS.
W styczniu 1997r. władze rosyjskie całkowicie oczyściły Ericha Hartmanna z zarzutów popełnienia zbrodni wojennych uznając, że jego skazanie było bezpodstawne.

mgr.inż Jarosław Ludowski jest lubańskim regionalistą i badaczem historii współczesnej Dolnego Śląska. Zawodowo pracuje na stanowisku Kierownika Działu Obsługi Odbiorców i Eksploatacji Sieci w PEC Lubań.
Autor: Jarosław Ludowski
Link do cz. 1 Nieznane postaci Bitwy Lubańskiej – Genialny „Dzieciak” z charakterem – cz. 1
Bibliografia:
1. R. F. Toliver, T. J. Constable – Zestrzelić Hartmanna, Militaria, 1995
2. Internet: jg52.net, cieldegloire.com, allaces.ru
Fotografie – internet:
1. acesofww2.com
2. toringa.net
3. users.telenet.be
4. pinstopin.com
5,6,10. starduststudios.com
7. pinterest.com
8. vk.com
9. it.wikipedia.org
11. ww2incolor.com
12. hochgebirgs.ru
13. aviacaoemfloripa.blogspot.com
Apel!
Wraz z redakcją Przeglądu Lubańskiego ponawiamy apel do wszystkich zainteresowanych historią Bitwy Lubańskiej, a szczególnie jej wątkiem lotniczym. Jeżeli dysponują Państwo jakąkolwiek wiedzą na temat działań lotnictwa walczących stron, być może miejsc katastrof lotniczych czy nawet są Państwo w posiadaniu jakichś pamiątek z tego okresu prosimy o informację. Spróbujmy bardziej szczegółowo, niż to zostało zrobione dotychczas, opisać przebieg kampanii lotniczej pod Lubaniem.
Jak pisałem niejednokrotnie, w szeroko rozumianym obszarze wokół naszego miasta (promień 20km) doszło do sporej liczby walk powietrznych i zestrzelonych zostało kilkadziesiąt samolotów wojskowych obydwu walczących stron. O ile dzięki materiałom archiwalnym z grubsza można odtworzyć czasokres i charakter działań lotniczych pod Lubaniem, a nawet nazwiska poległych pilotów, o tyle nie wiele wiemy co stało się później z ofiarami czy wrakami samolotów. Część z nich może jeszcze spoczywać w miejscu upadku.
Wiem, że do dziś żyją jeszcze osoby, które mogłyby opowiedzieć co nieco na ten temat, z niektórymi miałem przyjemność rozmawiać. Może uda się odtworzyć jeszcze nie jedną ciekawą historię, o której będzie można napisać na stronie PT i nie tylko zapewne. A z drugiej strony być może nie jeden ciekawy artefakt mógłby zasilić lokalne zasoby muzealne.
Dla osób chcących zachować anonimowość – oczywiście zapewniam pełną dyskrecję.
E-mail: jaroslaw.ludowski@gmail.com






