70. rocznica powrotu Polski nad Odrę
W tym roku mija 70. rocznica powrotu Polski na Ziemie Zachodnie i Północne. We Wrocławiu, którego władze i większość mediów odwróciły się od kultywowania historii polskiej na rzecz pielęgnowania niemieckiej, zapewne wiele w związku z tym się nie wydarzy.
Po elitach III RP, dawno i bez reszty zaprzężonych do rydwanu polityki niemieckiej, też trudno się spodziewać czegokolwiek więcej. Czy rzeczywiście jest jakiś powód do tego, by pomijać milczeniem okrągłą rocznicę naszej ponownej obecności nad Odrą i Nysą?
Czym były decyzje jałtańsko-poczdamskie?
Granice w 1945 roku wykreślano arbitralnie, nie licząc się ani z historią ani z tym, że dla milionów ludzi oznaczać to będzie tragedię. Stalin zagarniał dla siebie najważniejsze, obok Krakowa i Warszawy, ośrodki polskiej kultury. W Poczdamie uzyskał ostateczną aprobatę Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych dla wcielenia w granice Związku Sowieckiego połowy terytorium II Rzeczpospolitej. Powinniśmy pamiętać o tej zgodzie Waszyngtonu i Londynu na oderwanie od sojuszniczej Polski połowy jej obszaru i podpisanie się brytyjskiego premiera i amerykańskiego prezydenta pod niemal tą samą linią graniczną, jaką Hitler ze Stalinem wyznaczyli sobie w roku 1939. Dobra pamięć – zabezpiecza przed złudzeniami.
Warto więc pamiętać i to, że i USA i Wielka Brytania niewspółmiernie bardziej troszczyły się o interes pokonanych Niemiec, niż Polski. Zanim wykreślono linię demarkacyjną, oddającą w ręce Polaków Wrocław i Szczecin, Stalin wysłuchać musiał całych litanii anglosaskich kontrargumentów i protestów. Postawił na swoim oczywiście nie z żadnej miłości do naszego narodu. Jego celem było jak największe i jak najtrwalsze skonfliktowanie Polaków z Niemcami.
Z wszystkich interpretacji zaistniałej sytuacji najrozsądniej brzmi ocena Stefana Kisielewskiego. Zauważył on, że ta możliwie najkrótsza granica, biegnąca wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej, jest po prostu najbardziej logiczna. Zdaniem Kisiela ziemie przyłączone do Polski po tym, jak Niemcy dużą jej część przemienili w pustynię, traktować powinniśmy jako wojenną rekompensatę.
A ziemie za Bugiem? Cóż – wydarła nam je przemoc sowieckiego imperium. Utraciliśmy je w wyniku napaści z września 1939 r. i bierności naszych sojuszników.
Dawna Polska nad Odrą i Nysą
W latach PRL kolportowano argumenty, przemawiające za odwieczną polskością Ziem Odzyskanych. W 1989 roku rozpoczął się wcale nie słabszy trend przeciwny. Ogromna część mediów, naukowców i polityków z przyczyn, których możemy się tylko domyślać (lub domniemywać po tym, gdzie wielu z nich uzyskuje jakże liczne nagrody i hojne wynagrodzenia) dwoi się dziś i troi, by gloryfikować niemiecką przeszłość np. Wrocławia. A temat to przecież złożony, dotyczący ponad tysiącletnich dziejów.
Spróbujmy spojrzeć choćby na najkrótszy zarys długiej i wielowątkowej historii Dolnego Śląska. Znalazł się on w granicach państwa Mieszka I w latach osiemdziesiątych X wieku. Nie wiadomo, w którym roku. Na pewno jednak nie w 990, który do niedawna wymieniało się najczęściej, lecz co najmniej kilka lat wcześniej. Śląsk (podział na Górny i Dolny nie był wtedy znany) odebrany został wówczas nie Niemcom, lecz Czechom. Za Mieszka II czeski książę Brzetysław na krótko opanował tę dzielnicę, która jednak przy państwie polskim niemal nieprzerwanie trwała co najmniej do roku 1335.
Wyjaśnijmy przy okazji często dziś kolportowaną bzdurę, wg której od roku 1138 Śląsk nie należał do Polski lecz do Piastów śląskich, władających tu na mocy testamentu Bolesława Krzywoustego. Zwolennicy tego uparcie lansowanego nonsensu insynuują, że wraz z rozbiciem dzielnicowym zanikła polska państwowość!
Niestety – taka brednia rodem z propagandy Joachima Goebelsa jest dziś wypisywana przez „historyków Wrocławia” bardziej oddanych niemieckiej sprawie, niż profesorowie historii z RFN.
Prawdą natomiast jest to, że już w średniowieczu Śląsk stawał się regionem zamieszkiwanym przez trzy narody: Polaków, Czechów i Niemców. Ci ostatni w większej liczbie pojawili się po roku 1241, kiedy region został spustoszony przez najazd mongolski. Dzielnicę niemczyły też małżeństwa śląskich książąt i rycerzy. W XV i XVI wieku tak zasłużone dla Polski rody jak ten, z którego wywodził się np. Jakub Świnka, znane już były pod nazwiskami o brzmieniu niemieckim.
Witelon, pierwszy polski uczony o światowej sławie, na włoskich uniwersytetach odnotowywany był jednak jako „Polak z Wrocławia”. 25 lat przed Marco Polo do władców Mongolii, po wyruszeniu z Wrocławia, dotarł franciszkanin – Benedykt Polak. W 1270 roku w leżącym na południe od Wrocławia Henrykowie zapisano pierwsze zdanie w języku polskim.
W 1290 zmarł nagle, być może w wyniku otrucia, Henryk Probus – śląski książę tak bliski koronowania się na króla Polski, że we Wrocławiu, w którym widział nową stolicę zjednoczonej Polski, budował już wielki, królewski zamek.
W 1335 roku, po śmierci Henryka Dobrego, większą część Śląska zajął król Czech. Upominający się o tę dzielnicę król Polski Kazimierz Wielki nie miał dość sił, by przywrócić na Śląsku polskie panowanie, czego do końca nie darował mu niezłomnie stojący za Polską biskup wrocławski Nankier.
W 1348 roku w Namysłowie Kazimierz Wielki zawarł układ z królem Czech Karolem Luksemburskim, który zwykle jest rozumiany jako zrzeczenie się przez króla Polski praw do Śląska. Czytelna część zachowanego dokumentu o niczym takim jednak nie mówi. Na pamiątkę zawartego wtedy porozumienia rozpoczęto budowę stojącego do dziś we Wrocławiu kościoła pod wezwaniem patronów trzech narodów zamieszkujących Śląsk: polskiego św. Stanisława, czeskiego św. Wacława i patronki osadników niemieckich – św. Doroty.
W koronie czeskiej i austriackiej
Za początek czeskiego panowania na Śląsku przyjąć należy rok zajęcia większości regionu w roku 1335 lub o 13 lat późniejszy rok układu w Namysłowie. Księstwo świdnicko – jaworskie uznawało jednak swą przynależność do królestwa polskiego aż do roku 1395.
Ostatni Piastowie śląscy wymarli dopiero w wieku XVIII. W 1675 zmarł w Brzegu Opolskim Jerzy IV Wilhelm – książę Brzegu, Wołowa i Legnicy. Jego ojczystym językiem był niemiecki, ale na jego dworze interesowano się twórczością Kochanowskiego i innych polskich poetów. Pamięć polskich korzeni była pielęgnowana. Ostatnim męskim przedstawicielem rodu Piastów był baron Fryderyk II z linii cieszyńskiej.
W 1526 r. Śląsk spod władzy czeskiej przeszedł pod austriacką. Elity regionu w coraz większym stopniu stają się niemieckojęzyczne, ale lud przez kolejne wieki będzie przede wszystkim słowiański.
Śląskiem bardzo interesowała się m.in. żona Zygmunta Starego królowa Bona, bezskutecznie namawiająca swego męża do działań na rzecz odzyskania Śląska i dla celu tego gotowa była oddać swoje włoskie posiadłości. W XVII w. do największych twórców wrocławskiego baroku należeli Czesi, m.in. Jan Urbański, autor np. stojących do dzisiaj pomników św. Jana Nepomucena oraz rzeźbionego wizerunku biskupa Nankiera w katedrze wrocławskiej.
Czasy pruskie i niemieckie
W grudniu 1740 Fryderyk II skorzystał ze sprzyjających okoliczności i najechał zbrojnie Śląsk. Wszystko wskazuje na to, że celem operacji nie było przyłączenie, lecz tylko doszczętne złupienie regionu. Z wojowniczym Królestwem Prus Śląsk graniczył na bardzo krótkim odcinku i wydawał się trudny do utrzymania. Na łupieżczy jedynie charakter zaboru wskazują też grabieże, kontrybucje i drakońskie podatki, narzucone przez nowych władców, co we Wrocławiu i innych miastach doprowadziło do krwawo tłumionych buntów.
Wojny o Śląsk trwały do roku 1763 i dopiero kolejne zwycięstwa Prusaków przesądziły o przynależności regionu. Nowa granica z Monarchią Habsburgów obwarowana została twierdzami. O terytorialnym zespoleniu z Królestwem Pruskim przesądził dopiero drugi rozbiór Rzeczypospolitej. W jego następstwie od północy Śląsk nie graniczył już z Polską, lecz z Prusami.
W 1794 roku w państwie tym wprowadzono obowiązek szkolny, skutkiem którego większość dzieci zaczęła się uczyć. Oczywiście w języku niemieckim. Tempo upowszechniania się niemczyzny i zanikania języka polskiego – bardzo wtedy przyspieszyło. Dokonujące się w wieku XIX szybkie zniemczanie Śląska było przyczyną odłączenia w roku 1821 Biskupstwa Wrocławskiego od Metropolii Gnieźnieńskiej. A należało do niej od roku 1000, kiedy zdecydował o tym Bolesław Chrobry.
O ciągłej obecności polszczyzny na Dolnym Śląsku świadczą jednak szczegółowe badania dialektologiczne, prowadzone na przełomie XIX i XX wieku przez prof. Kazimierza Nietzcha. Wzdłuż całej południowej granicy Wielkopolski, aż po jej zachodnie rubieże, gwary wielkopolskie zawierały wtedy bardzo silne elementy polszczyzny śląskiej. Musiała być ona ciągle bardzo żywa, skoro tak mocno odciskała się na języku sąsiedniego regionu.
W latach czterdziestych XX wieku do polskości przyznawali się już jednak bardzo nieliczni Dolnoślązacy. Choć nazwiska wielu świadczyły o polskim pochodzeniu ich nieodległych przodków.
Kto tu był najdłużej?
Sama przynależność państwowa nie świadczy o charakterze regionu. Jeśli jednak spróbujemy podsumować, do kogo Dolny Śląsk należał najdłużej, wynik nie jednego z nas zaskoczy. Podsumowanie to wyglądałoby następująco:
- Do Czech – od ok. 900 r. do ok. 982 i od 1348 do 1526 r. – razem ok. 260 lat
- Do Polski – od ok. 982 do 1348 i od 1945 – razem ok. 436 lat
- Do Monarchii Habsburgów – od 1526 do 1741 – 215 lat
- Do Prus i Niemiec – od 1741 do 1945 – 204 lata
Nawet upierając się przy roku 1335, zamiast 1348, w którym Czesi zajęli większość Śląska czy doliczając do niepolskiego panowania kilkuletni okres rządów księcia Brzetysława a także kwestionując przybliżony rok włączenia dzielnicy do państwa Mieszka I – nie zmieni to faktu zasadniczego. A jest on taki, że Dolny Śląsk dłużej należał do Polski, niż do Austrii, Prus i Niemiec – razem wziętych.
Dziedzictwo
Zwiedzając Dolny Śląsk trudno oprzeć się wrażeniu, że po czasach piastowskich pozostały przede wszystkim zamki, po czeskich i habsburskich barokowe klasztory i kościoły, a po pruskich i niemieckich przede wszystkim koszary i więzienia. Prawda jest jednak bardziej złożona. Na tej ziemi miały miejsce fakty istotne dla dziejów Niemiec, choć wszystkie one razem nigdy nie odgrywały roli w jakikolwiek sposób porównywalnej z tym, co dla Polaków znaczy dziedzictwo Kresów.
Kilkanaście tysięcy nazw miejscowych Dolnego Śląska powstało w czasach polskich i tylko nieznacznie zmieniając swe brzmienie przetrwały one panowanie kolejnych właścicieli. Były w powszechnym użyciu nawet po roku 1937, kiedy władze hitlerowskie zmieniały imiona tysięcy miejscowości.
Większość świątyń Wrocławia ma rodowód piastowski, choć w prastarych wnętrzach czy na dawnych fundamentach powstawały warstwy tradycji kolejnych, żyjących tu nacji. Wszystko to razem stanowi dziedzictwo wymagające pamięci i troski.
Warstwa tradycji, układana na tych ziemiach od 70 lat, już stała się skarbcem dokonań niezwykłych, niepowtarzalnych i będących dla nas powodem uzasadnionej dumy. Żaden kraj nie poniósł takich ofiar, nie walczył tak długo. Jesteśmy u siebie.
Artur Pietrzak
Gazeta Obywatelska Nr 85/2015
www.gazetaobywatelska.info

