Męczy mnie ten Szekspir…
Męczy mnie ten Szekspir…
rozmowa z Januszem Skowrońskim, prezesem Stowarzyszenia „Zamek Czocha”, autorem i dziennikarzem, byłym samorządowcem,
kandydatem na radnego do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego
– Trwa kampania wyborcza do samorządów a Ciebie w niej nie widać…
– Na słupach ogłoszeniowych i zaklejanych plakatach jeden przez drugiego rzeczywiście nie. Choć kandyduję do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, to robię swoje, czyli przygotowuję II Zamkowe Spotkania z Historią. Tradycyjnie na Zamku Czocha. Startujemy już w najbliższą sobotę, 8. listopada – zawsze przed Narodowym Świętem Niepodległości. Zawsze ceniłem konkretne działania.
– Jesteś od lat kojarzony z tym obiektem i jak mało kto, wypromowałeś go w kraju i za granicą.
– To efekt moich zainteresowań i pracy nad książką „Tajemnice zamku Czocha”. W ciągu 15 lat doczekała się ona aż czterech wydań i uzupełnień. W tzw. literaturze faktu to rzadkość. I cały czas w odkrywaniu historii zamku dochodzą nowe fakty. Znalazły się one w mojej kolejnej książce „Perły znad Kwisy”. Dolnemu Śląskowi , badaniu jego tajemnic i określeniu tożsamości Dolnoślązaków poświęciłem kilka książek i setki artykułów. Pisuję do prasy polskiej i niemieckiej. Byłem też jednym z założycieli Stowarzyszenia „Zamek Czocha”. Ponad 17 lat temu mieliśmy takie marzenia aby wypromować ten zamek i uczynić go rozpoznawalną marką w Polsce. Potem dołączali inni i oto dziś widać ten wspólny efekt. Od dwóch lat społecznie kieruję Stowarzyszeniem „Zamek Czocha”. Ile już zrobiliśmy? Na samym zamku i poza nim – wystarczy zajrzeć na naszą stronę internetową.
– Skąd pomysł na „Enigmę” na zamku Czocha?
– Już dwa lata temu zabiegaliśmy o udział w Spotkaniach z Historią Pana Marka Grajka, kryptologa i autora poczytnych książek o „Enigmie”. Wówczas nie mógł przybyć, jednak cały czas mieliśmy kontakt. Kiedy przed rokiem na Targach Książki Historycznej w Warszawie spotkaliśmy się, ustaliliśmy, że na pewno „odkręcimy” historię „twierdzy szyfrów”. Skoro do Czochy przylgnęło to określenie, nie ma lepszego sposobu, jak pokazanie prawdziwego wkładu polskich kryptologów i polskiej myśli matematycznej w rozpracowanie „Enigmy” właśnie na naszym obiekcie. I nie ma lepszej osoby niż pan Marek Grajek. To on spowodował, że Rejewski, Różycki i Zygalski wystarczająco długo pozostający w cieniu historii, wyszli z niego. A to właśnie dzięki nim „odszyfrowano zwycięstwo” aliantów podczas II wojny światowej – taki jest nawet tytuł wystawy.
Udostępnię redakcji „PL” swój wywiad z Markiem Grajkiem, to pouczająca lektura przed zamkowymi Spotkaniami. Od samego początku z naszym pomysłem prezentacji kryptologów zapoznałem córkę Mariana Rejewskiego, panią Janinę Sylwestrzak. A później rozpocząłem starania w Poznaniu o ściągnięcie do zamku wystawy o „Enigmie”. Dzięki przychylności Pana Marszałka Województwa Wielkopolskiego udało się. Takiej wystawy na Dolnym Śląsku jeszcze nie było! Będziemy ją u siebie mieli przez trzy miesiące. Czekamy na oferty szkół, bo w otoczeniu tej wystawy chcemy przeprowadzać lekcje historii.
– A potem?
– Mamy taki plan, aby zamkową salę, w której gości wystawa nazwać Salą Kryptologów. Chcemy zgromadzić w niej na stałe wszelkie możliwe zdjęcia i kopie dokumentów o trójce polskich kryptologów. Marian Rejewski wydał swoje wspomnienia, są bardzo ciekawe i pouczające. Zachęcam również do współpracy w naszym stowarzyszeniu, tu każdy może się wykazać. Mamy nawet grupę rekonstrukcji historycznych.
– Formuła Spotkań z Historią to także Twój autorski pomysł.
– Połączyłem zamek, historię, książki, ich autorów i wydawców tak, aby mogli się spotkać z czytelnikami i słuchaczami. Znam to środowisko, jeżdżę po kraju i obserwuję. Nie ma lepszego miejsca na takie spotkania, jak nasz zamek. I wcale nie musi konkurować z wielkimi ośrodkami. Zamek Czocha może stać się wiodącym ośrodkiem kulturotwórczym w regionie. Dlaczego nie można tu – na przykład – grać sztuk teatralnych? Kiedyś spróbowaliśmy z „Zemstą” Fredry, wypadła rewelacyjnie. W jeleniogórskim Paulinum widziałem „Kolację na cztery ręce” . Odbyłem wstępną rozmowę z dyrektorem teatru. Aż się prosi zagrać to u nas. Albo „ Zapiski więzienne Prymasa Wyszyńskiego” czy „Sen nocy letniej” Szekspira. Kilka lat temu kolega – rektor PWST podsunął mi ten pomysł. Męczy mnie ten Szekspir…
– Znasz wiele środowisk, na czyje głosy liczysz?
– Na tych, którzy mnie znają i wiedzą, że jak się za coś biorę, to konkretnie. Czytelnicy moich książek i artykułów nieustająco dają mi dowody sympatii na spotkaniach autorskich, klienci mojego sklepu cenią za rzetelność i fachowość, w pracy społecznej także otaczam się grupą przyjaciół i kolegów, którzy podzielają moje pasje.
– Czy można łączyć pasje z polityką?
– W moim wypadku jedno uzupełnia drugie. Najwięcej osiągają prawdziwi pasjonaci, oczywiście jeśli swoje zainteresowania opierają na rzetelnej wiedzy i badaniach. A polityka? Ona tylko daje większe możliwości. Trzeba tylko chcieć to wykorzystać a z tym bywa różnie. Wiem, bo kiedy w pierwszej kadencji byłem burmistrzem Lubania, wykorzystywałem to. Choćby reaktywując Związek Sześciu Miast Łużyckich i to w czasach, kiedy w Polsce nie śniła się nawet Unia Europejska. Ówczesny wojewoda mnie zganił, że prowadzę politykę międzynarodową, bo polsko-niemiecką. Ja odpowiedziałem, że związek ten ma trwałe podstawy od 1346 roku. Trzeba współcześnie wyciągać właściwe wnioski z historii pięknego regionu jakim są Górne Łużyce. A związek jest najstarszy w Europie. Czy Związek Gmin „Kwisa”, który zakładałem znacznie wcześniej nim w Polsce powstały powiaty. W polityce, nawet tej lokalnej, też trzeba mieć wizje i marzenia. A przede wszystkim być blisko ludzi, znać ich problemy i pomagać je rozwiązywać. Kiedy przez 14 lat prowadziłem lokalną gazetę, poznałem to od podstaw. To uczy pokory i życia. Zawsze powtarzam, że z faktu położenia w tej części Polski powinno wynikać znacznie więcej. Dla rozwoju gospodarczego choćby. Kiedyś ograniczały nas obie granice. Dziś ich nie ma i co z tego? Marnujemy kolejne szanse na szybszy rozwój, na konkretną pracę dla ludzi. Młodzi uciekają stąd, bo nie widzą perspektyw na swoją przyszłość. Czyja to jest wina? Polityków. Uważam, że niekoniecznie tych z Warszawy.
– Co chciałbyś robić w Sejmiku Dolnośląskim?
– Przemyślałem to, zanim podjąłem decyzję o kandydowaniu. Radni w Sejmiku pracują w konkretnych komisjach. Chciałbym być tam, na czym znam się najlepiej – w Komisji Polityki Rozwoju Regionalnego i Gospodarki, Komisji Kultury, Nauki i Edukacji, może w Komisji Współpracy Zagranicznej – ale tylko w odniesieniu do naszego pogranicza. Działa też doraźna Komisja ds. małych i średnich przedsiębiorstw – to są moje konkretne priorytety wynikające z mojego wykształcenia i wieloletniego doświadczenia. I z tym wychodzę do moich wyborców. Okręgiem wyborczym jest całe dawne województwo jeleniogórskie, nie tylko Lubań, gdzie mieszkam czy Zgorzelec, gdzie pracuję. To ważna uwaga, bo wyborcy nie zawsze znają ordynację do samorządów. Liczy się każdy głos. Startuję z listy PiS-u, choć nie jestem członkiem tej partii.
– Życzymy więc powodzenia i dziękuję za rozmowę.
– A ja zapraszam na Spotkania z Historią do zamku Czocha. Tam będę do dyspozycji dla każdego. Plakatowa kampania wyborcza może poczekać.
Rozmawiał Andrzej Ploch



