Druga odsłona pałacowej codzienności w Olszynie Dolnej (echa publikacji artykułu pt. Generał Rudolf Schultz von Dratzig. Słodko – gorzkie wspomnienie mieszkanki Lubania z Pałacu w Olszynie Dolnej)

Nasza refleksja na temat pałacu w Olszynie Dolnej publikowana w poprzednim numerze Gazety Olszyńskiej, spotkała się z odzewem. Tematem zainteresował się pan Ryszard, który podzielił się swoją wiedzą na podjęty temat. Zastrzegam jednak, że mój artykuł nie miał charakteru sensu stricto historycznego. Pragnąłem jedynie odnotować wspomnienia osób, które miały jakiś związek z tym miejscem.
Otóż. Nasz rozmówca, wspomniany pan Ryszard, zainspirowany wspomnieniami pani Genowefy, która w czasie wojny pracowała przymusowo w pałacu, opowiedział nam inny wątek związany z tym obiektem. Okazało się, że jego ciotka Konstancja, także tam przebywała, na dodatek w tym samym czasie co wspomniana Genowefa. Nic nam jednak nie wiadomo, czy panie się kiedykolwiek spotkały, poznały, czy miały ze sobą jakiś kontakt. Nie można je o to zapytać, ponieważ obie już nie żyją.
Pani Konstancja przyjechała na te tereny wraz z mężem Dominikiem w roku 1943. Obje z nakazem pracy. Wcześniej mieszkała w Wielkopolsce, w okolicach Turka. Po przybyciu do Lubania jej mąż został skierowany do jednej z lubańskich tkalni, gdzie obsługiwał krosna. Natomiast bohaterka naszej opowieści trafiła do pałacu rodziny von Dratzig w Olszynie Dolnej. Nie zajmowała się jednak pracami polowymi na folwarku należącym do generała SS Rudolfa Schultza von Dratzig, dawniej Starosty Lubańskiego, a w tamtym czasie wysokiego funkcjonariusza III Rzeszy. Została zatrudniona w samym pałacu jako kucharka. Nie miała więc pod ścisłym rygorem do czynienia z pracownikami rolnymi, nie miała z nimi żadnego kontaktu. Być może dlatego, że mieszkająca w pałacu rodzina (żona Rudolfa, jego dzieci, krewni) chciała uniemożliwić służbie, wynoszenie na zewnątrz informacji na temat ich życia prywatnego. Pani Konstancja mieszkała więc w pałacu, wyraźnie oddzielonym od zabudowań gospodarczych, w jakimś niewielkim pokoiku dla służby, gdzieś na uboczu. Wiedza pana Ryszarda na opisywany temat jest boleśnie skromna. Zapewne dlatego, że zna ją jedynie z opowieści ciotki, a słuchał tego wszystkiego będąc małym chłopcem. Zapytany o właściciela majątku generała SS Rudolfa Schultza von Dratzig twierdzi, że ciotka nigdy o kimś takim nie wspominała.
Pan Ryszard pamięta, że ilekroć opowiadała o swoim pobycie w Olszynie, mówiła o tym dosyć ciepło, bez cienia żalu czy nienawiści. Zapewniała że było jej tam dobrze, że niczego jej nie brakowało, że nigdy nie zaznała z ich strony żadnej krzywdy. Nie czuła też pogardy czy oznak wrogości. Często bywała w Lubaniu, dokąd jeździła po sprawunki do pałacowej spiżarni. Czasem udawało jej pójść do miasta, na piechotę, a może jadąc na rowerze, tego nie wiemy, aby spotkać z mężem. Konstancja zaszła w ciążę.
Kiedy zbliżał się poród zawieziono ją do lubańskiego szpitala, gdzie pod okiem doktora Komendzińskiego urodziła syna. Dała mu na imię Kazimierz i ochrzciła go w kościele w Olszynie. Malec był słabego zdrowia i często chorował. Uprosiła więc swoich pracodawców, aby pozwolili jej wrócić w rodzinne strony i zająć się dzieckiem bardziej troskliwie. Wprawdzie nie wydali na to oficjalnej zgody, ale nieoficjalnie pozwolili. Mąż odwiózł ją do Węglińca, gdzie nieopatrznie natknęli się na patrol żandarmerii. Niewiele brakowało, a ich eskapada skończyłaby się dramatycznie, być może wywózką do obozu koncentracyjnego. Na szczęście żandarmi widząc wątłego maluszka w objęciach przerażonej matki, odstąpili od procedur. Konstancja mogła więc kontynuować podróż, a jej mąż Dominik wrócił do Lubania. Do przyjścia Rosjan pracował w tkalni.
Po burzliwym przejściu frontu i zakończeniu wojny, mąż Konstancji znalazł lepszą pracę w Pieńsku, gdzie zaczęła funkcjonować huta szkła. W tym niewielkim miasteczku stało wiele opuszczonych przez Niemców domów, wybrał więc jeden z nich, a następnie sprowadził żonę z synkiem. Mało tego, namówił także innych członków rodziny, którzy przybyli na ziemie odzyskane z nadzieją na nowe lepsze życie. Wielu z nich, w tym także drugie dziecko wujostwa, córka, mieszka tam do dnia dzisiejszego.
Dzięki relacji pana Ryszarda mogliśmy poznać kolejny skrawek biografii osób, które otarły się o pałac w Olszynie Dolnej. Nasz rozmówca ogromnie żałuje, że tak mało uważnie słuchał zwierzeń ciotki Konstancji. Że nie wypytywał jej o inne szczegóły związane z pobytem w hrabiowskim majątku rodziny von Dratzig.
Artykuł pt. Generał Rudolf Schultz von Dratzig. Słodko – gorzkie wspomnienie mieszkanki Lubania z Pałacu w Olszynie Dolnej dostępny jest TUTAJ
Autor: Kazimierz Kiljan

Kazimierz Kiljan jest samorządowcem, dziennikarzem, poetą i pisarzem. Współtworzył Dwutygodnik Ziemia Lubańska. Przez wiele lat był sekretarzem redakcji tej gazety.
