Kraj. Nadciąga Omikron

Wariant koronawirusa zwany Omikronem wydaje się bardziej zakaźny – nawet 500 razy – i wymykający się odpowiedzi układu odpornościowego, w przeciwieństwie do poprzednich mutacji. W świecie naukowym, ale nie tylko w nim, zapanowała lekka panika. Omikron ma znacznie więcej mutacji niż wcześniejszym wariant Delta, który przecież już był bardzo zmieniony. W przypadku Omikrona, wiele mutacji jest skoncentrowanych w strefie, która wchodzi w interakcję z komórką ludzką. Właśnie ta liczba mutacji spowodowała, że nazywany jest on superwariantem.
Występuje u niego 50 mutacji, z czego 32 dotyczą samego białka kolca S, a 10 obejmuje zmiany w miejscu bezpośredniego rozpoznania receptora komórki człowieka przez kolec koronawirusa. Wszystko to powoduje, że wariant „O” może być na tyle odmienny od wcześniejszych wersji, że będzie słabiej rozpoznawany przez komórki cytotoksyczne oraz przeciwciała, które powstały po infekcjach wcześniejszymi wariantami koronawirusów, ale także i po szczepieniu. Trzy zasadnicze pytania, na które należy szybko znaleźć odpowiedź, to: czy wariant ten jest bardziej transmisyjny, bardziej infekcyjny i czy jest zdolny ominąć naszą linię obrony, jaka powstała po szczepieniach i po infekcjach wcześniejszymi wariantami. Po raz pierwszy ten nowy wariant zidentyfikowano 11 listopada w Botswanie, potem w Australii, w Izraelu, dziś mamy go już za progiem – jest w Belgii, Niemczech, Czechach i we Włoszech. Czy jest już w Polsce? To tylko kwestia czasu. Natomiast te wszystkie osoby, u których zidentyfikowano Omikron, były w ostatnim czasie w Afryce i zapewne przywiozły go stamtąd. To już piąty wariant, po Alfa, Beta, Gamma i Delta, który zasłużył sobie na takie miano. Teraz cały świat naukowy będzie mu się uważnie przyglądał, badał go, bo na razie niewiele o nim wiadomo. Mamy ustne doniesienia różnych naukowców, że wydaje się bardziej zakaźny (nawet 500 razy) i wymykający się odpowiedzi układu odpornościowego niż poprzednie mutacje. Ale to wymaga badań na większych grupach. Natomiast to, co jest niepokojące i potwierdzające jego wysoką zakaźność, to fakt, że w południowej Afryce, gdzie to się zaczęło, Omikron już zaczyna wypierać wariant Delta. Istnieje taka hipoteza, że on mógł powstać u zakażonej koronawirusem osoby, która ze względu na osłabiony system odpornościowy nie mogła go wyeliminować. To dało wirusowi dużo czasu na zmiany, aby unikać reakcji obronnych gospodarza. Jak wiadomo, w Afryce Południowej jest wiele osób zakażonych wirusem HIV, który osłabia odporność. Być może właśnie u takiej osoby wirus mógł przetrwać dłużej. Zresztą podobna hipoteza potwierdziła się w przeszłości z wariantem Beta. Rodzi się pytanie, jak szybko ten wariant może zdominować Europę? Jego ekspansja wydaje się być bardzo szybka. To prawda, ale zwróćmy także uwagę na fakt, że międzynarodowa społeczność zareagowała błyskawicznie. Już zostały wstrzymane loty do i z Afryki, ruch turystyczny został drastycznie ograniczony. Izrael, jako pierwszy kraj na świecie, zupełnie zamknął swoje granice dla cudzoziemców. Zaś Wielka Brytania zamknęła granicę dla podróżujących z 10 afrykańskich krajów. Powracający stamtąd brytyjscy obywatele muszą odbyć 10-dniową kwarantannę w hotelu wskazanym przez władze. Jak już to obserwowaliśmy w przeszłości wraz z rozpoczęciem pandemii, kraje w różny sposób sobie z nią radziły, przyjmując nieraz skrajnie odmienne strategie. W pierwszej fali pandemii szeroko dyskutowany był przykład Szwecji, która postawiła na tzw. odporność stadną wynikającą z przechorowania COVID-19 przez jak największą liczbę osób. Jak to się skończyło, wiemy, w kraju tym była ogromna liczba zgonów, zwłaszcza wśród osób starszych. Ostatnio, pod presją IV fali wirusa, niektóre kraje – jak np. Austria czy Czechy – zaostrzają maksymalnie restrykcje, aż do pełnych lockdownów. O tym, kto miał rację, przekonamy się za jakiś czas. Zatem, szczepmy się! Szczepmy swoje dzieci! Z amerykańskich badań wynika, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni zapadalność na COVID-19 wśród najmłodszych wzrosła o 32 proc. A jak jest w Polsce? I ile zgonów odnotowano w grupie wiekowej do 16. roku życia? Jeśli chodzi o Polskę, to nie udało mi się dotrzeć do oficjalnych raportów dotyczących zarówno zachorowań, jak i zgonów wśród najmłodszych. Amerykańska Akademia Pediatrii publikuje raporty na ten temat co dwa tygodnie, u nas trudno o takie usystematyzowane dane, albo macerują się w gabinetach polityków. Z przekazów lekarzy wypowiadających się w mediach wynika, że takich zakażeń jest coraz więcej i dotyczą coraz młodszych dzieci. Gros pacjentów na oddziałach pediatryczno-covidowych jest w wieku 5-6 lat, wielu z nich wymaga wspomagania tlenowego. Dlatego apeluję, aby rodzice zadbali o swoje potomstwo i je zaszczepili. Od połowy grudnia br. można w Polsce szczepić dzieci w przedziale wiekowym 5-11 lat. Natomiast firma Pfizer podała, że jest na ukończeniu badań klinicznych nad szczepionkę dla jeszcze młodszych dzieci – w wieku od sześciu miesięcy poczynając. Ponoć te badania wychodzą zadowalająco. Natomiast jeśli chodzi o szczepienia grupy 5-11 lat, świat naukowy jest jak najbardziej na tak. Myślę, że te badania zakończą się jeszcze w tym roku. Faktycznie, ze wstępnych wyników można wnioskować, że szczepienia dla najmłodszych są nie dość, że bezpieczne, ale jeszcze dają bardzo dobrą odpowiedź układu immunologicznego. Ale to na razie informacje podawane w mediach przez ten koncern, czekam więc na oficjalne dane potwierdzone przez kompetentne instytucje. Natomiast jeśli chodzi o szczepienia grupy 5-11 lat, jestem jak najbardziej na tak, gdyż osoby zaszczepione bardzo szybko eliminują wirusa ze swoich dróg oddechowych i po jakichś dwóch-trzech dniach przestają być groźne dla innych. Były na ten temat przeprowadzone trzy duże badania – dwa w Wielkiej Brytanii i jedno w Hiszpanii. Na ich podstawie wykazano, że jednak szczepionki zmniejszają transmisję wariantu Delta, np. w gospodarstwach domowych w granicach 27-63 procent. Wyniki zależą od grupy badanych, kraju, klimatu i wielu innych uwarunkowań. Natomiast to, co mi się wydaje istotne, to fakt, że badania były prowadzone w tzw. warunkach domowych, a więc na osobach, które blisko ze sobą przebywały. Tak więc dzisiaj nawet te skrajne 27 proc. to bardzo dobry wynik. Alternatywa: „szczepienie albo test” rzeczywiście była punktem wyjścia w wielu krajach latem 2021 roku. Ale już w lipcu, ogłaszając stosowanie certyfikatu covidowego na użytek rynku usług prezydent Francji zapowiedział, że w pewnym momencie niezaszczepieni będą musieli za swoją wolność od szczepienia płacić z własnej kieszeni, finansując testy. To samo rozwiązanie zastosowano w Niemczech. Jednak doświadczenia krajów Europy Zachodniej dobitnie pokazują, że testy mogą być alternatywą dla szczepień tylko przy wysokim poziomie zaszczepialności. Niemcy, gdzie poziom zaszczepienia jest znacząco większy niż w Polsce (co najmniej jedną dawką zaszczepiono tam 70% populacji, w Polsce – niecałe 54%), niedawno ogłosiły odejście od zasady 3G (szczepienie, negatywny wynik testu i status ozdrowieńca jako równorzędne metody potwierdzania statusu covidowego) na rzecz 2D (tylko szczepienie i status ozdrowieńca). Czy Polska powinna więcej testować? Zdecydowanie, bo nadal odstajemy pod tym względem od reszty rozwiniętego świata. Czy powinna finansować testy dla osób, które szczepić się nie chcą? Absolutnie nie, bo w ten sposób utwierdza ich w złym, niebezpiecznym z punktu widzenia zdrowia publicznego, wyborze. Twierdzenie, że powinny być zabezpieczone prawa tych osób, które zamiast szczepienia wolą się testować, bo nie dowierzają osiągnięciom współczesnej nauki, z dorzuconym „ich prawo”? To tak, jakby każdy miał prawo wierzyć, że Ziemia jest płaska, ale uczeń, który udzieli takiej odpowiedzi na klasówce i będzie trzymał się konsekwentnie swojej wizji świata, łącznie z tym, że to Słońce obraca się wokół Ziemi – otrzyma ocenę niedostateczną, niezależnie od tego, że wolałby dostać inną. Państwo i jego system edukacji nie zabezpiecza prawa do trwania w ignorancji, której nie można mylić z wolnością poglądów.
Szczepionki nadal działają, nadal chronią nas przed ciężkim przebiegiem i śmiercią z powodu COVID-19. Ryzyko zakażenia jest trzy razy mniejsze u zaszczepionych, a ryzyko zgonu dziewięć razy niższe. Bardzo możliwe, że podobnie będzie również w przypadku Omikronu.
Zbigniew Madurowicz

Zbigniew Madurowicz jest pasjonatem historii, publicystą i regionalistą związanym ze Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc. Z wykształcenia jest cenionym farmaceutą i Wiceprezesem Zarządu Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej.
