70 lat temu Łużyce spłynęły krwią polskich żołnierzy (WIDEO)
Właśnie mija 70. rocznica forsowania Nysy Łużyckiej przez jednostki II Armii Wojska Polskiego. Tak zwana Operacja Łużycka, jest jedną z najbardziej tragicznych
kart w historii polskiego oręża. Jest, choć być nie musiała. Nieudolność, niekompetencja i alkoholizm dowódcy II WP, generała Karola Świerczewskiego kosztowały życie i zdrowie prawie 20 tysięcy polskich żołnierzy.
Zgodnie z planem dowódcy I Frontu Ukraińskiego, jednostki wojsk polskich i radzieckich miały działać w ramach ugrupowania wiążącego, składającego się z II AWP i części 52 Armii Radzieckiej, którego zadaniem było przełamanie obrony niemieckiej na Nysie Łużyckiej i natarcie na Drezno i Budziszyn, oraz ochrona głównych sił frontu od strony Czechosłowacji. Planowano, że trzeciego dnia operacji zgrupowanie to dokona wyłomu o długości 45-60 km i dotrze do rejonu Buchwalde, Königswartha, Bautzen (Budziszyn), a w dalszych działaniach osiągnie Drezno, na które od północy miał nacierać prawoskrzydłowy sąsiad II Armii WP – radziecka 5 Armia Gwardii.
Podczas przygotowań do operacji wywiad i jednostki rozpoznania niewłaściwie oceniły siły przeciwnika, sądząc, że obrona niemiecka ma jedynie charakter kordonowy wzdłuż Nysy. W rzeczywistości w rejonie Zgorzelca, Budziszyna i Drezna ześrodkowane zostały niemieckie dywizje pancerne i inne jednostki, które mogły być wprowadzone do walki w ciągu kilku godzin. Ponadto dalej na wschód, w rejonie Lubania, Gryfowa i Jeleniej Góry znajdowały się kolejne oddziały, które mogły zostać bardzo szybko przerzucone na kierunek budziszyński. Żołnierze polscy już podczas forsowania Nysy napotkali na duży opór ze strony oddziałów niemieckich, a posuwając się dalej byli skutecznie okrążani przez Niemców.
Generał Karol Świerczewski – Walter (foto1), który dowodził swoimi jednostkami w pijackim zwidzie, zabronił odwrotu, ponieważ chciał samodzielnie zdobyć Drezno. W wyłom który powstał
między poszczególnymi jednostkami WP, wysłał 5 Dywizję Piechoty. Dywizja ta, dowodzona przez wybitnego dowódcę generała brygady Aleksandra Waszkiewicza(foto2), który sprzeciwiał się niejednokrotnie bezsensownym rozkazom Świerczewskiego, nie podołała doborowym jednostkom SS i Wehrmachtu. Dostała się w okrążenie i przeszła do obrony. Niestety jednostki niemieckie generała – majora Hermanna von Oppeln-Bronikowskiego (foto3), dowódcy tzw. Zgrupowania Zgorzeleckiego, które wchodziło w skład Armii Mitte feldmarszałka Schörnera, zacisnęły pierścień wokół 5 Dywizji Piechoty WP. W rezultacie cały sztab 5 DP dostał się do niewoli pod Tauer i został wymordowany przez ss-manów von Bronikowskiego, podobnie jak polscy żołnierze w Podgajach zimą 1945, którymi również dowodził von Bronikowski. Paradoksem jest, że generał Hermann von Opelln-Bronikowski był z pochodzenia Polakiem, podobnie zresztą jak generał Erich von dem Bach-Żelewski (Zelewski), na rozkaz którego mordowano powstańców Warszawy i właśnie polskich żołnierzy w Podgajach (to właśnie von dem Bachowi operacyjnie podlegała dywizja dowodzona przez von Bronikowskiego). Dlaczego ci generałowie zezwolili na tak okrutne zbrodnie wojenne w obliczu nieuchronnej klęski III? Tego raczej nie dowiemy się nigdy.
24 kwietnia wojska niemieckie, po dwóch dniach walki, odbiły Budziszyn i zaczęły zacieśniać pierścień okrążenia. Wojska polskie ponosiły coraz cięższe straty i sytuacja stawała się dramatyczna. By nie dopuścić do całkowitego rozbicia II Armii WP, marszałek Koniew skierował na pomoc Polakom aż osiem dywizji radzieckich I Frontu Ukraińskiego. Nakazał także ściągnąć spod Drezna 8 Dywizję Piechoty WP, co okazało się fatalne w skutkach dla pozostającej tam 9 Dywizji Piechoty WP, która nie mając wsparcia, w ciągu najbliższych godzin została okrążona. W okolice miejscowości Niesky, położonej ok. 20 km na północ od Görlitz, dotarł szef sztabu frontu gen. Pietrow, aby dowodzić wojskami polskimi na tym odcinku linii frontu. Nim jednak w ten rejon dotarły na odsiecz Polakom jednostki radzieckie, 25 kwietnia zginął oficer łącznikowy 9 Dywizji. Niemcy znaleźli przy nim rozkazy wycofania tej jednostki wraz z mapą przemarszu na nowe pozycje. Hitlerowcy postanowili wykorzystać okazję i zniszczyć kolejną dywizję. Rankiem 27 kwietnia kolumny wojska polskiego w tzw. „dolinie śmierci”, pomiędzy Panschwitz, Kuckau i Crostwiz, wpadły w zasadzkę i 9 Dywizja poniosła bardzo ciężkie straty. Podobnie było z innymi polskimi jednostkami.
Podczas Operacji Łużyckiej zginęło 4 902 żołnierzy WP, 3 000 uznano za zaginionych a 10 000 zostało rannych.
Cmentarz wojenny poległych znajduje się w Zgorzelcu (foto4) i każdego roku 16 kwietnia, w rocznicę rozpoczęcia forsowania Nysy, odbywają się tam uroczystości upamiętniające bezsensowną śmierć polskich żołnierzy.
Fragmenty protokołu sekcji zwłok generała Aleksandra Waszkiewicza, którego zwłoki znaleziono 4 maja 1945 roku w lesie koło miejscowości Stiftwiess:
„Na podstawie oględzin lekarskich… stwierdzono, że za życia był męczony i bity tępym narzędziem… Za życia wyrżnięto mu lewe oko i powiekę, a prawe wykłuto. Następnie uderzony tępym, wielkim narzędziem w okolicę czoła, które to uderzenie spowodowało całkowite zniszczenie mózgu i złamanie podstawy czaszki, w wyniku czego nastąpił zgon”.
Esesmani z oddziałów dowodzonych przez von Bronikowskiego, którzy zamordowali polskiego generała i jego oficerów nigdy nie stanęli przed sądem. Sam von Bronikowski, który jeżeli nie wydał bezpośredniego rozkazu zgładzenia polskich żołnierzy, to co najmniej musiał wiedzieć o tej zbrodni, dostał się do amerykańskiej niewoli i został przekazany Brytyjczykom, którzy postawili go przed sądem jako winnego zbrodni wojennych. Nigdy jednak nie odpokutował za swoje czyny. W 1947 roku został przez sąd uniewinniony. Od 1948 żył w dostatku i pracował jako instruktor jazdy konnej, a następnie od 1955 roku, został doradcą przy tworzeniu jednostek Bundeswehry. Zmarł w 1966 roku, mając 67 lat w bawarskim Gaissach.
Generał brygady Aleksander Waszkiewicz miał w chwili śmierci 44 lata, był zdecydowanym, odważnym i cieszącym się szacunkiem wśród żołnierzy dowódcą. Być może Świerczewski specjalnie wysłał jego i dowodzoną przez niego dywizję na pewną śmierć. Waszkiewicz mógł bowiem po wojnie być jego konkurentem, tym bardziej że Waltera nienawidzili niemal wszyscy żołnierze, od szeregowca w wojskach polskich i radzieckich poprzez oficerów i dowództwo WP, na marszałkach: Koniewie i Żukowie skończywszy. Podobno Świerczewskiego lubił za to sam Stalin i dotąd nie wiadomo właściwie dlaczego.
O Operacji Łużyckiej w czasach PRL nie powstał żaden znaczący film, a śmierć generała Aleksandra Waszkiewicza i jego żołnierzy była skutecznie przysłaniana przez mit Karola Świerczewskiego. Pewien oficer WP, który służył u boku generała Waszkiewicza, w przypływie wspomnień wyznał, że kiedy dowiedział się o śmierci Świerczewskiego pod Baligrodem, w dwa lata po walkach na Łużycach, poczuł ogromną ulgę: „Znów uwierzyłem w Boga i jego sprawiedliwość” – miał powiedzieć ten oficer.
Krótki film propagandowy o historii forsowania Odry i Nysy:
Autor: Sławomir Piguła






Cieszy, że nadeszły czasy w których znów zaczyna się pamiętać o żołnierzach z I i II Armii WP.
I tacy jak ten cały von Bronikowski, budowali struktury obecnej armii niemieckiej, która ma wspólnie z nami bronić się przed ruskimi? Przecież Niemcy nienawiść do Polaków wypijają z mlekiem matki. Dogadają się z kacapami i będzie po zawodach!
W armii radzieckiej styl dowodzenia i stosunki wśród żołnierzy były takie, jak wcześniej w armii carskiej. Dowódcy traktowali żołnierzy jak przedmioty, a raczej jak żywą siłę (i nie miało to nic wspólnego z człowieczeństwem). A Świerczewski, który wcześniej był sowieckim generałem, nie umiał inaczej dowodzić, dlatego tak wielu żołnierzy poległo w tej operacji. Waszkiewicz zginął, bo cenił sobie życie każdego żołnierza którym dowodził.
Mało kto wie, że wśród wszystkich bitew II wś z udziałem żołnierza polskiego, najgorszy wskaźnik żołnierzy poległych do biorących w niej udział ma właśnie owa bitwa pod Budziszynem, co świadczy o człowieku, który „się kulom nie kłaniał” jak chciała J. Broniewska w swojej propagandowej książeczce dla młodzieży. A ledwie dwa tygodnie później skończyła się wojna.
Koniew w wyścigu z Żukowem do Berlina, Świerczewski zapatrzony na Drezno. Kto szybciej. O ile, jak to zauważył Zbych1966, w armii sowieckiej przeciętny sołdat to był „piach” i tu się nie dziwimy, o tyle w polskim wojsku życiem młodych wojaków na kilkanaście dni przed końcem wojny należało oszczędniej szafować. I to bezsprzecznie obciąża sumienie „Waltera”.
Na jego usprawiedliwienie działają jednak również poważne błędy sztabu Frontu Ukraińskiego, a przede wszystkim słabe współdziałanie 52A na lewym skrzydle 2A LWP.
Ogólnie – śmierć nie była bezsensowna – ale ofiary niepotrzebnie zwielokrotnione. Jaki wysiłek może być porównywalny w czasie Pokoju, oby jak najdłuższym ? Myślę, że czego ułomne fragmenty opisane są w nieznanych wspomnieniach, łatwiej do młodzieży może trafić dzięki internetowi. Dziękuję za publikację. Przekazuję wnukom żołnierza spoczywającego na cmentarzu w Janowicach Wielkich. PC