10. wycieczka Rajdu na Raty 2013 – do Teplickiego Skalnego Miasta
28 kwietnia 2013 roku wybraliśmy się na kolejną wycieczkę tegorocznej edycji Rajdu na Raty organizowanego przez Oddział PTTK „Sudety Zachodnie” w Jeleniej Górze. Tym razem kierownikiem rajdu był Wiktor Gumprecht. Ponieważ wycieczki do naszych sąsiadów zawsze są atrakcyjne, nie zdziwiło mnie wcale, gdy jadąc w stronę dworca kolejowego widziałem co rusz ludzi z plecakami podążających w tym samym kierunku.
Pogodę mieliśmy przyjemną, choć trochę się ochłodziło. Za Lubawką minęliśmy granicę i w Trutnovie (střed) przesiedliśmy się na kolejny pociąg, którym dotarliśmy do miejscowości Janovice u Trutnova. Ponieważ po drodze dosiadali się kolejni uczestnicy wycieczki, było nas już ponad 40 osób. Niezła gromadka. Ruszyliśmy szlakiem turystycznym oznaczonym jako zielony i po minięciu strumyka poszliśmy pod górę. Po chwili czekała nas nagroda. Mogliśmy usiąść sobie na ławeczce, z której rozpościerają się niezłe widoki. Zrobiliśmy kilka zdjęć i podążyliśmy leśną drogą.
Nawet nie zauważyliśmy, jak doszliśmy do rozgałęzienia szlaków Před Zvětralým Vrchem. Zaczekaliśmy nieco, gdyż idąc pod górę utworzyliśmy niezły wężyk. Przed nami cztery kilometry polnej drogi. Minęliśmy kolejne rozgałęzienie szlaków, tym razem nazwane Pod Zvětralým Vrchem. Tu pojawiły się pierwsze formy skalne. Są olbrzymie.
Gdy dotarliśmy do rozgałęzienia szlaków Pod Čapím Vrchem, wiedzieliśmy już, że do miejsca naszego pierwszego odpoczynku mamy tylko kilkaset metrów.
Wysoko w koronach drzew dostrzegamy skały z barierkami. To zamek Skály – cel naszej dotychczasowej wędrówki. Patrząc z dołu, wydaje nam się, że to niemożliwe by ktoś wpadł na pomysł, aby właśnie tam zbudować zamek. Musimy to sprawdzić. Ci niepewni swojej kondycji zostają w restauracji, a reszta udaje się na górę, by zobaczyć miejsce, w którym znajdowała się kiedyś warownia. Piszę znajdowała, gdyż miasta śląskie, przeciwko którym robiono stąd wyprawy mając tego dosyć, sfinansowały wojska, które w 1447 roku zdobyły obiekt i zburzyły go. Aby uzmysłowić, jak warowny był to zamek, podam, że odbudowany był oblegany w 1513 roku przez pół roku i nie zdobyto go. Jednak w późniejszym okresie, gdy wybudowano u podnóża szczytu wygodną rezydencję opuszczony zamek popadał w coraz większą ruinę. Dzisiaj pozostały tylko jego resztki wykute w skałach.
Po posiłku i odsapnięciu mogliśmy ruszyć w stronę najwyższego wzniesienia Skał Andrszpasko-Teplickich, jakim jest Čáp (786 m n.p.m.). Podejście na górę okazało się niezwykle wyczerpujące i niebezpieczne. Trzeba było uważać na śliskie korzenie i skały. Jednak wykute w skałach schodki prowadzące przez tunele całkowicie rekompensowały nam te niedogodności.
Gdy myśleliśmy, iż najgorsze już za nami, zobaczyliśmy zejście, którędy prowadziła dalej ścieżka. Przejście tamtędy to prawdziwe wyzwanie. Było naprawdę bardzo stromo. Trzeba było uważać, by nie spaść na dół. Każdy upadek mógł skończyć się tragicznie. Nic zatem dziwnego, że przejście tego krótkiego odcinka zajęło nam bardzo dużo czasu. Od tego momentu nasza grupa zaczęła się bardzo rozciągać. Ze względu na bezpieczeństwo Wiktor organizował co jakiś czas odpoczynek, a ja idąc z tylu uważałem, by nikt się nie zgubił. I tak spokojnie dotarliśmy do Skalnego Miasta. Kształty i wielkość skał wywierała na nas niezapomniane wrażenia.
Gdy dotarliśmy do Bramy Spełnionych Marzeń, wiedzieliśmy już, że nasze dzisiejsze zamiary także zostały spełnione. I naszego dobrego nastroju nie popsuły już oblodzone schody w ciemnej jaskini, do której zajrzeliśmy. Nie popsuła jej także dalsza droga, na której było coraz więcej śniegu. Momentami był on na metr głęboki. Trzeba było zachować daleko idącą ostrożność i baczyć, gdzie stawia się stopy, tak by nie wpaść w miękki przecież śnieg. Największe jednak wrażenie wywarł na nas wąwóz zwany Sybir. Faktycznie gdy weszliśmy do niego, zrobiło się bardzo zimno. Tutaj przekopano w śniegu wąską ścieżkę. Inaczej prawdopodobnie nie przeszlibyśmy dalej. Było bardzo ślisko. Słychać było szum płynącego strumyka i plusk kaskad tworzących się na nim. Skalne ściany pokryte były grubą warstwą lodu. Wyglądało to tak jakby zostały one zapakowane w szklane opakowanie. Coś niesamowitego, ale i wspaniałego zarazem.
Kiedy wyszliśmy z wąwozu, zrobiło się trochę cieplej. Nikt jednak nie spodziewał się, że za chwilę będzie nam naprawdę gorąco. A to za sprawą wspinaczki po bardzo stromych schodach i drabinach prowadzących na górujące nad doliną skalne gniazdo, na którym znajdował się dawniej zamek Strzemię. Obecnie poza otworami na belki widocznymi w skałach nie ma już żadnych innych śladów po tej warowni. Wiktor zachęcając nas do wejścia na górę uprzedzał, że droga jest bardzo wymagająca. Nie powiedział jednak, że da nam niezły wycisk. Już po pokonaniu 100 stopni czuliśmy, jak łapią nas skurcze w nogach. Dalej było jeszcze gorzej. Stromizna drabin powodowała nasze szybkie zmęczenie. W sumie pokonaliśmy ponad 320 stopni. Na osłodę poprawiła się widoczność i mogliśmy pooglądać najbliższą okolicę. Zadowoleni i szczęśliwi, chociaż bardzo zmęczeni ostrożnie zeszliśmy na dół i dotarliśmy do stacji kolejowej Teplice nad Metují Skály.
Dobrze, że to już koniec atrakcji na jeden dzień, bo nie sposób byłoby zapamiętać wszystko.
Krzysztof Tęcza




