Skarb w Lubomierzu!
Kieszonkowe zegarki, srebrne naszyjniki, obrączki, pierścionki i monety oraz dokumenty, odnaleźli archeolodzy w Lubomierzu, po tym jak w ubiegłą sobotę obywatele Niemiec próbowali przeszukać jeden z ogrodów w miasteczku, rozkopując jego teren.Poszukiwania Niemców, którzy do Lubomierza przyjechali aż z Hamburga nie powiodły się. Na miejsce przybyła policja, która pouczyła ich, że to co robią jest w Polsce nielegalne, a ewentualne znalezisko i tak będzie należeć do skarbu państwa. Odkrywcy odjechali, a miejsce zabezpieczyła lubomierska Straż Miejska i OSP.
–W sobotę, 1 października br. roku do Lubomierza przyjechali obywatele Republiki Federalnej Niemiec, potomkowie ogrodnika, który mieszkał obok kościoła pw. św. Krzyża. Ogrodnik przed wyjazdem do Niemiec zakopał rodzinne pamiątki i kosztowności w pobliżu swojego domu, a dla łatwiejszego zapamiętania miejsca ukrycia skarbu posadził drzewo – mówi Burmistrz Lubomierza Wiesław Ziółkowski.– Potomkowie ogrodnika postanowili wrócić po rodzinne dobra po ponad 70 latach. Mieli mapę dziadka i kartkę z informacją po polsku. Było tam napisane, że chcą pożyczyć łopatę, są dobrymi ludźmi, nie będą przeszkadzać i przyjechali po swoje rodowe pamiątki – dodaje samorządowiec samorządowiec.
W poniedziałek 3 października, specjalna komisja powołana przez samorząd Lubomierza, na czele z jeleniogórskim archeologiem i konserwatorem zabytków Zbigniewem Kudybą, wykopała słoik z kosztownościami, a następnie w miejscowym magistracie dokonała jego otwarcia.Wśród odnalezionych pamiątek znajdowały się dokumenty, a także m.in złote spinki do koszul, złote stalówki do piór, zegarki kieszonkowe, pierścionki, obrączki, naszyjniki i łańcuszki ze srebra i złota, jak również srebrne monety. Teraz znalezisko zostanie dokładnie zarchiwizowane i oszacowane. Dokumenty, o ile nie dotyczą zbrodni przeciwko Polakom, trafią do Archiwum Państwowego Jeleniej Górze lub Bolesławcu.
To nie pierwszy skarb odnaleziony w najsłynniejszym polskim miasteczku filmowym, bowiem m.in w roku 1972 odkryto tam garnek ze złotymi monetami, a kilkanaście lat później cenne dokumenty.
Autor: Sławomir Piguła/foto: Piotr Słowiński PR Wrocław
Galeria zdjęć ze znaleziska TUTAJ

Tak czytając z opisu wartość bardziej rodzinna niż rynkowa czy kolekcjonerska. Chyba jednak lepiej żeby trafiła do właścicieli.
Czytając to mam wrażenie, że Polacy to złodzieje. Ludzie, którzy przyjechali po swoje rodowe pamiątki dostali za przeproszeniem kopa w dupsko.
Dla mnie jest to zwykła kradzież i pozbawianie ludzi historii.
Kapusiom brawo, zacny gest.
Może by najpierw bursztynową komnatę oddali „właściciele”, a Pan jako zacny człowiek niech odda swoje mieszkanie – w końcu to dla kogoś może być pamiątka rodzinna.
Nie dajmy się zwariować – trzymajmy się lepiej obowiązującej wykładni prawnej.
No ale red. Piguła nie napisał co stanie się z biżuterią. Zabierze konserwatorka zabytków czy archiwistka do noszenia? Kiedyś pod gruszą znajdowano całe słoiki z zakonserwowanym mięsem, które przezorne Niemki zakopały „na czarną godzinę”. Ciekawa jestem, gdyby tak ktoś z naszych wybrał się na Kresy, bo pod jabłonką są jeszcze rodowe precjoza po prababci etc. Co wtedy?
Trzeba przyznać, że ta akcja lokalnych władz stawia nas w złym świetle. Ci nieszczęśnicy, którzy łudzili się, że trafią na dobrych ludzi, którzy pozwolą im na odzyskanie rodzinnych pamiątek, mają teraz wyrobioną opinię na nasz temat i z pewnością rozpowszechnią ją u siebie. Będzie to kolejny krok budujący „dobre relacje” między naszymi narodami. Obciach na całego!
Mówimy ostatnio o reprywatyzacji o świętym prawie własności, a tu co, uzależniamy to prawo w zależności od pochodzenia i narodowości. Zawłaszczamy pamiątki, które w pośpiechu zostały schowane przed sowiecką hołotą, zachowując się jak ta hołota. Kojarzy mi się to z plądrowaniem niemieckich grobów po wojnie przez hołotę bez moralności. To samo robimy obecnie w białych rękawiczkach w majestacie prawa.
Panie Ploch niech Pan „nie miesza dwóch systemów walutowych” jak mawia klasyk. Co innego dom i mieszkanie, a co innego kilka przedmiotów o znikomej wartości lecz jakże dużej wartości sentymentalnej dla tej rodziny.
Nie powinniśmy się w tym przypadku zasłaniać wykładnią istniejącego prawa. Dla mnie ważniejsze jest człowieczeństwo, którego w tym przypadku zabrakło.
No tak, skoro chce Pani o człowieczeństwie, to zapraszam do kolejki po schabowego w sklepie mięsnym. Wtedy zapewne okaże się, że są różne definicje… Może jednak nie rewidujmy tego co uważane jest za normalne i zgodne z prawem, a co nie.