Upamietnią Platrówki
Nie były „malowanymi żołnierkami”, walczyły i wspomagały walkę jak mężczyźni. Wiele wsławiło się aktami najwyższego bohaterstwa. Nie wolno nam o nich zapomnieć, bowiem doświadczenia członkiń batalionu tworzą nasze dziedzictwo regionalne i krajowe.
Większość kobiet, które zaciągnęły się w 1943 roku do I Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater była bardzo młoda. Pochodziły z rodzin zesłanych w głąb Rosji i na Syberię, miały za sobą ciężkie przeżycia na nieludzkiej ziemi i jedno pragnienie – dostać się do Polski. Po wojnie osiedliły się między innymi w wiosce, którą od ich imienia nazwano Platerówką. Prowadziły życie osadniczek, choć dramatyczne wydarzenia okresu wojny na zawsze zostały w ich pamięci. Nie wolno nam o nich zapomnieć, doświadczenia członkiń batalionu tworzą nasze dziedzictwo regionalne i krajowe. Z tego względu dwie zaprzyjaźnione jednostki – Euroregionalne Centrum Kultury i Komunikacji w Pieńsku i Muzeum Regionalne w Lubaniu planują sformowanie grup rekonstrukcyjnych Platerówek i, w przyszłości, współprodukcję dokumentalnego filmu.
– To jest bardzo trudne przedsięwzięcie – mówi Andrzej Świderski, dyrektor EuRegioKom w Pieńsku. – Czas nas goni, to są ostatnie chwile, by oddać sprawiedliwość żyjącym weterankom. Mamy potencjał – chętnych do pracy statystów, pomoc grup rekonstrukcyjnych, które są gotowe społecznie użyczyć sprzętu.
– To jest bardzo trudne przedsięwzięcie – mówi Andrzej Świderski, dyrektor EuRegioKom w Pieńsku. – Czas nas goni, to są ostatnie chwile, by oddać sprawiedliwość żyjącym weterankom. Mamy potencjał – chętnych do pracy statystów, pomoc grup rekonstrukcyjnych, które są gotowe społecznie użyczyć sprzętu.
W połowie czerwca odbył się próbny plan zdjęciowy z ćwiczeniami musztry wojskowej. Z Lubania na plan pojechały trzy statystki, pracujące na co dzień w miejskich instytucjach: Joanna Piotrowska, pracująca w Muzeum Regionalnym, Joanna Rycerz z Łużyckiego Centrum Rozwoju i Anna Łagowska, redaktor naczelna dwutygodnika Ziemia Lubańska.
– Zainteresowałem naszym projektem sponsora, Zakład Gospodarki i Usług Komunalnych w Lubaniu, który ufundował dwa mundury, jeden komplet kupiło też muzeum – opowiada Łukasz Tekiela, dyrektor Muzeum Regionalnego w Lubaniu. – Mam nadzieję, dokupić kolejne i wykorzystać je nie tylko w filmie, chciałbym, by grupa Platerówek była widoczna w mieście i przypominała przy różnych okazjach o prawdziwych żołnierkach, które żyły i wciąż jeszcze żyją obok nas. One narażały zdrowie i życie dla ojczyzny, czas to docenić. Nie interesuje nas apoteoza przemocy i wojny, albo wybielanie tego, co było złe. Ale trzeba oddać sprawiedliwość ludziom, którzy oddawali i narażali życie w wojnie z hitlerowcami. Żołnierki I Samodzielnego Batalionu Emilii Plater doczekały się jednej, dość powierzchownej komedii i pseudohistorycznej publikacji, której autor doszukiwał się tanich sensacji z frontowego życia. Czas na inną, prawdziwszą i sprawiedliwszą historię – podsumowuje Tekiela.
– Zainteresowałem naszym projektem sponsora, Zakład Gospodarki i Usług Komunalnych w Lubaniu, który ufundował dwa mundury, jeden komplet kupiło też muzeum – opowiada Łukasz Tekiela, dyrektor Muzeum Regionalnego w Lubaniu. – Mam nadzieję, dokupić kolejne i wykorzystać je nie tylko w filmie, chciałbym, by grupa Platerówek była widoczna w mieście i przypominała przy różnych okazjach o prawdziwych żołnierkach, które żyły i wciąż jeszcze żyją obok nas. One narażały zdrowie i życie dla ojczyzny, czas to docenić. Nie interesuje nas apoteoza przemocy i wojny, albo wybielanie tego, co było złe. Ale trzeba oddać sprawiedliwość ludziom, którzy oddawali i narażali życie w wojnie z hitlerowcami. Żołnierki I Samodzielnego Batalionu Emilii Plater doczekały się jednej, dość powierzchownej komedii i pseudohistorycznej publikacji, której autor doszukiwał się tanich sensacji z frontowego życia. Czas na inną, prawdziwszą i sprawiedliwszą historię – podsumowuje Tekiela.
luban.pl

Film „Rzeczpospolita babska” było przegięciem w jedną stronę zaś książka „Akcje specjalne” w drugą. Chociaż akurat ta książka nie końca. Ogólnie dostępne są raporty niejakiej Ireny Sztachelskiej, jednej z dowódczyń batalionu ds polit-wych. Pan doktor historii powinien je znać a dopiero później wypowiadać się, że publikacja ma charakter pseudohistoryczny. Historia nigdy nie jest zerojedynkowa a lansowanie przez lata wygodnych prawd (rękę na tym położyły m.in. Brystygierowa czy Bibrowska) zemściło się okrutnie, kiedy zaczęto odkłamywać fakty. Ze szkodą dla samych Platerówek, zapomnianych przez swoje dowódczynie.
Niestety nieodpowiedzialnym pisaniem zaszkodzono pewnemu symbolowi, których i tak mamy mało.