Dzieje szpitala Św. Jakuba w Lubaniu (cz. II)
Dziś kolejna część historii szpitali, w tym Św. Jakuba w Lubaniu. W zasadzie to jeszcze wywody wstępne, które ukazują przyczyny zakładania szpitali w miastach średniowiecznych, w tym także w Lubaniu. Znając te podstawy łatwiej będzie zrozumieć kolejne artykuły o lubańskim szpitalnictwie.
Część druga – Szpitale jako przejaw chrześcijańskiego miłosierdzia
Budowa szpitali w XIV wieku w Lubaniu nie była niczym nadzwyczajnym i wpisywała się w tradycję średniowiecza. Zakładanie miast spowodowało powstanie nowych problemów i wyzwań przed mieszkańcami, których nie znali w takiej skali wcześniej mieszkańcy wsi. Wyobraźmy sobie średniowieczne miasto – teren gęsto zabudowany, wąskie uliczki, domy przylegające do siebie w pierzejach, przeważnie z licznymi rodzinami, prawie brak zieleni i drzew wewnątrz murów miejskich, znaczne zagęszczenie ludności na niewielkim obszarze, wszechotaczający smród z dołów kloacznych i sączących się ulicami ścieków, problemy z dobrej jakości wodą. Prawdopodobnie właśnie brak dobrej jakości wody pitnej spowodował, iż w Lubaniu zaczęto warzyć duże ilości piwa, tak iż miasto stało się słynne na Łużycach i Dolnym Śląsku z wytwarzania dobrego piwa i sporej ilości domów piwnych i odmian piwa, jeszcze w 1877 roku w 135 domach piwnych wytwarzano 630 odmian tego trunku. (1) Wodociąg miejski, czerpiący wodę spoza murów, aż z łąk Pisarzowic (miejsce to określano mianem niem. Tragesheim), powstał w 1823 roku, wcześniej do miasta dostarczano wodę za pomocą modrzewiowych rur z dwóch miejsc – z łąk za dzisiejszą kotłownią miejską (do dziś są tam ślady studni, a miejscowa ludność nadal napełnia wodą butelki) oraz ze zbocza Kamiennej Góry (gdzieś ze źródła w rejonie ul. Dąbrowskiego). Wodę czasowo gromadzono w dwóch potężnych zbiornikach drewnianych, skąd dalej rozprowadzano wewnątrz murów miasta. Na terenie Starego Miasta do tego czasu istniało kilka głębokich studni zbiorczych, z których wodę czerpano ręcznie, a od XIX wieku także rozprowadzano do publicznych punktów czerpania. Oprócz nich indywidualne studnie znajdowały się także w piwnicach niektórych kamienic. Kronikarze miejscy wspominają, iż fosa wokół miasta była właściwie jednym wielkim ściekiem, z którego roztaczał się potężny fetor, a pierwszą kanalizację z prawdziwego zdarzenia zbudowano dopiero w 1870 roku, jednakże gromadzone w ten sposób ścieki kloaczne zaczęto wywozić poza miasto dopiero w 1893 roku. Tak specyficzne warunki urbanistyczne ułatwiły oczywiście rozprzestrzenianie się epidemii chorób zakaźnych, w tym dżumy (siedliska przyjazne dla wówczas dominującego szczura śniadego).
(foto1)Fragment planu wodociągów i kanalizacji Starego Miasta z początku XVIII wieku. Zaznaczona lokalizacja najstarszej łaźni miejskiej (Baderei) oraz funkcjonującego obok więzienia miejskiego (Stockhaus). Widoczny wodociąg doprowadzający wodę do łaźni ze średniowiecznej studni miejskiej, która jest zasypana w pobliżu współczesnego słupa pocztowego. Fot.T.Bernacki, zbiory AP O/Bolesławiec.
Na uniknięcie epidemii niewiele pomogły istniejące w średniowieczu w mieście dwie łaźnie (niem. Baderei). Ba, po pewnym czasie odkryto nawet, iż łaźnie przyśpieszały roznoszenie niektórych chorób, gdyż kąpiel w nich odbywała się przeważnie w zbiorowych baniach, a z wody w nich zgromadzonej korzystało wiele osób. To spowodowało znaczne zmniejszenie ich popularności w okresie późnego średniowiecza. Najstarsza była łaźnia miejska, zwana przeważnie Badestube, podlegająca początkowo wójtowi, a później miastu, w którego imieniu nadzorował ją kat miejski (Scharfrichter) i jego człowiek tzw. łaziebny (Schäfer, Schäffler). Funkcjonowała co najmniej od początku XIV wieku przy dzisiejszej ul. Dzielnej (w miejscu Domu pod Okrętem, przyległego parkingu i wyburzonej kamienicy, do zejścia w kierunku targowiska, uliczka zwana niegdyś Baderei Gasse czyli Łaziebna). Druga łaźnia, którą nazywano Seelebäder istniała w pobliżu klasztoru magdalenek „Im Grunde” czyli w rejonie dzisiejszej ulicy Piramowicza. Opiekowały się nią siostry magdalenki i prawdopodobnie służyła głównie kobietom.
(foto2)Interesujący architektonicznie mur okalający teren łaźni miejskiej. Obszar łaźni wraz z przyległym terenem rozciągał się od Bramy Zgorzeleckiej po Stockhaus. Dziś zajmują go: Dom pod Okrętem wraz z parkingiem oraz ruiny wyburzonego budynku XIX-wiecznego. Fot.T.Bernacki 2010. Mur obecnie już wyburzony.
W średniowieczu podstawowe leczenie odbywało się w domu, to do pacjenta przychodził medyk (wówczas nazywano go mianem Physicus, Stadtphysicus), a jedynie osoby bezdomne, bez opieki, zarażone śmiertelnymi chorobami zakaźnymi czy beznadziejnie chorzy trafiali do szpitala (w tym sensie bardziej odpowiadało więc dzisiejszemu pojęciu hospicjum). Mało groźne choroby leczyli miejscowi medycy, wewnątrz murów funkcjonowały apteki. Różnego rodzaju zabiegi chirurgiczne, masaże, usługi fryzjerskie, stawianie baniek, wykonywane były przeważnie przez cyrulika (niem. Bader, Badermeister) we wspomnianej łaźni miejskiej przy dzisiejszej ul. Dzielnej-Starej. Później w miejscu tym przyjmowali już zawodowi chirurdzy. W pobliżu łaźni znajdowało się więzienie miejskie (w średniowieczu uliczka Bűttelgasse czyli Pachołka, Katowska), a obie te instytucje podlegały w pewnym okresie katom miejskim. W XVIII wieku usługi te były tam tak źle świadczone, iż ukuło się w Lubaniu powiedzenie „vom Schäfer bis zum Schinder„ czyli „od kąpielowego do rakarza”. W tym miejscu zastanawiam się czy właśnie stąd nie wzięły się dla niektórych szpitali dzisiaj funkcjonujące potoczne określenia „umieralnia lub katownia”. Podsumowując, warunki sanitarne w mieście nie sprzyjały osiągnięciu wielu lat życia.
(foto3) Wnętrze łaźni na drzeworycie J.Ammana z XVI wieku.
Mając taki obraz miasta łatwiej zrozumieć potrzebę budowy szpitali. Pojęcie to pierwotnie miało znacznie szerszy zakres. W zasadzie pełniły one bardzo różnorodną rolę, którą dziś wypełnia kilka różnych instytucji. Szpitale były fundowane więc nie tylko dla chorych, trędowatych, sędziwych, upośledzonych, kalek wojennych, ale także biednych, sierot, samotnych kobiet w ciąży, podrzuconych niemowląt, nierządnic, ofiar klęsk powodzi, ognia, wojen. Były więc szpitalem, przytułkiem, jadłodajnią, domem starców, a w końcu dla niektórych hospicjum, by ostatecznie spocząć na przyległym cmentarzu. Owszem, zdarzało się, iż gośćmi byli w nich i biedni wędrowcy, pątnicy czy pielgrzymi, niekoniecznie zmierzający aż do Santiago de Compostella, jednakże należy wyraźnie stwierdzić, iż pielgrzymi mogli stanowić tylko naprawdę drobną część gości. Osoby trafiające do szpitali otrzymywały opiekę duchową oraz fizyczną świadczoną przez braci czy siostry zakonne. Specjalne komisje przy radzie miast określały kogo można tam skierować, po to by nie dostawali się tam żebracy czy włóczędzy (po to aby otrzymać bezpłatną opiekę). Jadło było bardzo ubogie, przeważnie za nieprzestrzeganie wymogów szpitala karano wyłącznie posiłkami składającymi się z chleba i piwa.
(foto4)Wnętrze szpitala średniowiecznego na drzeworycie.
Ideę zakładania szpitali w średniowieczu sprowadzano do zasad postępowania godnego chrześcijanina. Stąd traktowano przyjmowanych do szpitala należycie i otaczano miłością i opieką (miano traktować ich jakby przyjmowano Chrystusa). Pamiętano, iż wobec licznych klęsk, chorób, właściwie każdy mógł z czasem być pensjonariuszem szpitala. Stąd miało tu również zastosowanie przykazanie „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Pamiętając o tym przykazaniu, nie zapominano jednak o kwestiach bezpieczeństwa. Dlatego też szpitale lokowano z jednej strony przy głównych traktach, aby mieli do nich dostęp wszyscy potrzebujący, a z drugiej strony jednak w pewnym oddaleniu od gęsto zaludnionego centrum miasta. Tak też było w Lubaniu, gdzie wszystkie szpitale wraz z przyległymi kaplicami, powstały poza murami miasta, na jego przedmieściach. Taka lokalizacja nie była przypadkowa. Otóż zarazy i epidemie kojarzono w dużym stopniu właśnie z nieznanymi wędrowcami, a więc i pielgrzymami. Nie bez powodu mieszczanie, zajmujący domy wewnątrz murów miejskich, obawiali się przybyszy. Właśnie dlatego szpitale czy zwłaszcza leprozoria (domy dla trędowatych), lokalizowane były poza murami miast. Były jakby swego rodzaju zabezpieczeniem dla mieszczan za murami, pierwszym kordonem sanitarnym. Brzmi to może niezbyt humanitarnie, jednakże w ówczesnych czasach, gdy nie znano skutecznych sposobów walki z epidemiami, a nawet często nie wiedziano jak rozróżnić różne odmiany dżumy czy inne choroby zakaźne, był to jeden z najefektywniejszych sposobów walki z zarazą. Z resztą do dziś najlepszą metodą zwalczania tego typu chorób jest izolacja zarażonych. Lubań nie był pod tym względem więc wyjątkowym miastem. W 1680 roku doszło nawet do tego, iż przed bramami miasta postawiono palisady, by nikt nie mógł wejść ani wyjść, a most przez Kwisę do Uniegoszczu zabito deskami, by morowe powietrze nie przedostało się na Śląsk. Zarazem jednak należy zwrócić uwagę, iż wiara chrześcijańska nie pozwalała pozostawić współmieszkańców czy wędrowców bez pomocy. I to właśnie z tradycji chrześcijańskiej wyrosła potrzeba pomocy bliźnim. Jej materialnym efektem była budowa szpitali i pomoc potrzebującym. Rady miast z chęcią tworzyły tego typu obiekty za murami miast również z przyczyn bardziej prozaicznych, gdyż służyły także wyprowadzeniu żebraków i złodziejaszków z ulic miasta wewnętrznego.
(foto5) Lokalizacja lubańskich szpitali.
Szpitale miały zawsze trudności z utrzymaniem. Stąd różnorodne fundacje na ich cel. Każdy bogatszy mieszkaniec miasta w mniejszym lub większym stopniu wspomagał poprzez różne ofiary fundacje szpitalne, zdając sobie sprawę, iż kiedyś także i on lub jego najbliżsi będą potrzebować takiej pomocy. Szpitale otrzymywały więc od fundatorów ziemie, lasy, czynsze, dochody z jatek itd. Brak środków sprawiał, iż przyjmowani do szpitala żebracy pomagali w niektórych czynnościach, a także nawet zobowiązywali się oddawać na utrzymanie szpitala część zebranej jałmużny. Nie było niczym nadzwyczajnym, iż część swoich dochodów przekazywały także najbiedniejsze nierządnice, które nie miały stałego miejsca przebywania i otrzymywały w szpitalach schronienie na noc. Pacjenci, którzy nie posiadali spadkobierców nierzadko musieli przed przyjęciem zobowiązywać się do przekazania swojego majątku na rzecz szpitala. Także przyjęcie do szpitala opłacali mieszczanie, którzy nie mieli zapewnionej opieki w swoim domu lub przychodzili tylko na posiłki. (cdn…)
Przypisy:
1) Piwo, w odróżnieniu od wina, podlega w procesie wytwarzania podgrzaniu, co powoduje eliminację bakterii i wirusów. Do jego wytwarzania i gromadzenia służyły piwnice, nazwa staropolska sugeruje jednoznacznie do czego służyły. Według niektórych językoznawców polskie słowo „piwo” pochodzi od czasownika „pić”, musieli się nim raczyć Słowianie więc już u zarania swojej historii.
2) Nie dotyczy to rodu Zeidlerów, z którego wywodziło się kilku burmistrzów Lubania. Dożywali średnio 100 lat życia. Właśnie przedstawiciele tego rodu prowadzili w mieście aptekę, przez jakiś czas nadzorowali też usługi lekarskie w miejskiej łaźni. No ale, jak niemiecka nazwa rodu wskazuje, wywodzili się od pszczelarzy, mieli więc długość życia zapisaną w genach.






