Olszyńskie Kamieniołomy i Fabryka Papy
Niewielu mieszkańców naszego subregionu wie, że niegdyś Olszynie znajdowała dwie duże kopalnia bazaltu oraz potężna fabryka Papy, która zaopatrywała w ten surowiec całe Pogórze i Góry Izerskie oraz część Saksonii. Więcej o tej części historii Olszyny, pisze w poniższym artykule znany regionalista Zbigniew Madurowicz.
Olszyńskie Kamieniołomy i Fabryka Papy
Tereny otaczające Olszynę pod względem geologicznym położone są na wypiętrzeniach bazaltowych po wygasłych trzeciorzędowych stożkach wulkanicznych. Obfitość bazaltu spowodowała, że ten rodzaj skały stał się podstawowym budulcem w zabudowaniach gospodarczych jak też w szeroko pojętej infrastrukturze drogowej.
Początkowo eksploatacja okolicznych skał prowadzona była przez właścicieli gruntów, na których leżały, w zasadzie na potrzeby własne i sąsiednich majątków. Od 1860 roku, w wyniku budowy linii kolejowej, wzrosło gwałtownie zapotrzebowanie na bazalt różnej granulacji niezbędny jako podłoże do torowisk.
W Olszynie spory kamieniołom użytkowany był na skraju stożka wulkanicznego wzniesienia Sowiej Chaty, po którym do dzisiaj pozostało obszerne wyrobisko za torami kolejowymi, na wysokości dzisiejszego osiedla mieszkalnego. Kamieniołom należał do właściciela Majątku Zamkowego. Do 1927 roku stanowił własność dr Bocka, a następnie po jego śmierci został wydzierżawiony przez spadkobierców dr Pinoli z Wrocławia. Dwa lata później właścicielem zakładu staje się wrocławska firma Osthus & Co. Kierownikiem zostaje inżynier Franz Niegel, który skutecznie zarządzał olszyńską filią niemal do końca wojny.
Nowy właściciel szybko przystąpił do modernizacji zakładu, w tym sortowni kamienia. Dobudowano dźwig i ukośną estakadę przy ścianie kamieniołomu, po której urobek był przenoszony do kruszarni, a następnie na leżące nad sobą sita, które sortowały go na stosowne granulacje: drobny grys 1- 12 mm, gruby 12- 30 mm oraz tłuczeń 30- 60 mm. Przesiany kamień transportowano wagonikami ciągniętymi przez dwie małe lokomotywy spalinowe do kolejowej rampy załadowczej. W ten sposób 60 m3 jednorazowego urobku, po zważeniu na automatycznej wadze załadowczej, trafiało do wagonów podstawionych na bocznicy kolejowej.
Zakład posiadał własny budynek spełniający rolę biurowca, pracownię utrzymania parku maszynowego, a także część socjalną z szatnią, kuchnią i natryskami. Pracownikami byli mieszkańcy Olszyny i okolicznych wsi. Wydajność kamieniołomu wynosiła około 300 ton kruszywa dziennie. 70 procent odbierały niemieckie koleje państwowe, pozostałą ilość odbierały drobne lokalne firmy.
Drugi kamieniołom znajdował się obok późniejszego Jungbornu, na stoku wzniesienia, u którego podnóża powstał istniejący do dzisiaj basen kąpielowy. Wyrobisko należało do właścicieli Majątku Górnego i produkowało w systemie pracy ręcznej na potrzeby okolicznej ludności. Miejsce to w czasie funkcjonowania letniska Jungborn stanowiło miejsce spacerów kuracjuszy.
Olszyński bazalt używany był do budowy ścian szczytowych budynków mieszkalnych i gospodarczych, a także służył do umacniania przepustów i mostów, w tym umacniał brzegi basenu i Olszówki. Bazaltowe kostki utwardzały okoliczne drogi, w tym drogi dojazdowe do pól. Obok cegły, bazalt stanowił drugi produkowany na tym terenie materiał budulcowy. Często w tych czasach bazalt topiono i wylewano do form produkując gładkie kostki, o dużo większej twardości i trwałości. Takie kostki spotkać można jeszcze do dzisiaj w Lubaniu. Z topionego bazaltu produkowano też kwasoodporne rury.
Pomiędzy torami kolejowymi, a Schosdorferstrasse ( dzisiaj ul. Legnicka) znajdował się zakład produkcji papy i materiałów izolacyjnych dr Bormanna i Baltasara (były Jarizol). Rodzina Bormannów przyjechała do Olszyny jeszcze w czasach Fryderyka Wielkiego, w 1776 roku i z czasem pozyskała późniejszy zajazd Pfeiffera wraz z przyległym gospodarstwem rolnym. W latach sześćdziesiątych XIX wieku wnuk dokupił grunt leżący po przeciwległej stronie drogi i wybudował oberżę. W późniejszym czasie przy Olszówce stanęła okazała willa. Oswald Bormann w 1900 roku odkupił od braci Müller teren Jungbornu wraz z przyległościami. Inny z rodziny, aptekarz dr Erhard Bormann, wraz z Carlem Baltasarem pozyskali w 1897 roku znaczny obszar gruntu i postawili zakład produkcji papy. Ciekawostką jest fakt, iż w hali budynku fabrycznego jedna z drewnianych kolumn pochodziła z wybudowanego w 1744 roku, a rozebranego po powodzi w 1888 roku, ewangelickiego domu modlitwy. Zakład rozpoczął działalność 15 stycznia 1898 roku. Dr Bormann finansował przedsiębiorstwo, natomiast Carl Baltasar zarządzał zakładem.
W 1917 roku odchodzi C. Baltasar, trzy lata później umiera nagle Erhard Bormann i spadkobiercą zostaje jego brat Adolph. Od 1921 roku współwłaścicielem i kierownikiem zakładu zostaje jego syn, Gotthard. Dopracowano produkcję papy izolacyjnej w czym duży udział mieli Wilhelm Güntzel i Marcin Seibt. Seibt odszedł z zakładu w 1932 roku, natomiast Güntzel pracował do 1944 roku. W hali produkcyjnej znajdował się ogrzewany kocioł na smołę wraz z odpowietrznikiem oraz maszynowa taśma produkcyjna. Aby usprawnić dystrybucję wyrobów zakupiono wóz ciężarowy. Fabryczka posiadała też cysternę, oddaną do dyspozycji przez kolej niemiecką, dostarczającą jednorazowo 15 ton dziegcia. W tym celu wynajmowano bocznicę kolejową, obok bocznicy fabryki mebli Hainkego. Smołę węglową przywożono wspomnianą cysterną z Wrocławia, co zapewniało 90% surowca do produkcji. Rynkami zbytu były okolice Cottbus, Görlitz, Legnicy, Jawora Bolkowa i niemal całego Pogórza Izeskiego.
Fabryczka Bormanna i Balthasara mogła poszczycić się jeszcze produkcją własnego impregnatu do drewna (atest wystawiony przez dr Alexandra Katza i dr Willy Meyera z laboratorium w Zgorzelcu). Recenzenci potwierdzali, że czerwono-brązowa oleista masa, pachnąca żywicą, posiadała właściwości przeciwgnilne, doskonale wnikała w drewno i jak podają, schła w ciągu 24 godzin.
Literatura:
Fritz Käbisch, Langenöls – die Geschichte eines schlesischen Industriedorfes, Scheinfeld 1978, str. 116-117.
Zbigniew Madurowicz, Ziemia Lubańska nr 7/2007, str. 23.

Zbigniew Madurowicz jest pasjonatem historii, publicystą i regionalistą związanym ze Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc. Z wykształcenia jest cenionym farmaceutą.
Autor: Zbigniew Madurowicz
