Dlaczego psuje się nam system edukacji?
Edukacja to jedno z podstawowych zadań państwa, które decyduje o tym jaka będzie jego przyszłość. Czy w świetle tego stwierdzenia możemy powiedzieć, że Polska jest krajem z przyszłością. Chyba nie. Jestem „produktem” bardzo starego systemu, w którym programy się nie zmieniały, w związku z czym książki były te same i można było je po prostu wypożyczyć z biblioteki. Osiem klas szkoły podstawowej, cztery lata technikum i pięć lat studiów dostarczyły mi dostatecznie dużo wiedzy, abym mógł sobie w życiu poradzić. Często zadaję sobie pytanie czy obecne zmiany w szkolnictwie są dobre i czy moje dzieci dzięki tym zmianą zyskały lepszy start w życie. Odpowiedź jest niestety negatywna.
Niestety reformy w polskim wydaniu zwykle kończą się fiaskiem. Mało tego, ciągłe reformowanie tego obszaru życia powoduje wiele frustracji wśród uczniów, rodziców a także nauczycieli. Skutki tych działań są opłakane. A tak naprawdę najbardziej potrzeba nam stabilności i spokoju. Potrzeba nam tego, aby nauczyciel przez 45 min lekcji mógł skupić się na przekazywaniu wiedzy i nauce umiejętności.
Dzięki tym reformom mamy dzisiaj gimnazja, które okazały się porażką i nikt tego już nawet nie próbuje negować, zniszczony system kształcenia zawodowego, maturę, która ma wartość pośredniego egzaminu i tysiące magistrów bez pracy, szukających swojej przyszłości poza granicami naszego państwa. Co należałoby zrobić aby sytuację zmienić? Skończyć reformy i wrócić powoli do sprawdzonego sytemu kształcenia, który funkcjonował dawniej. Pozostawić egzaminy zewnętrzne jako sposób porównywania poziomu osiągniętej wiedzy. Przywrócić nadzór kuratoryjny nad działalnością oświatową szkół, umożliwić swobodny dobór kadry dyrektorom szkół.
Wrócić do szkolnictwa zawodowego, powoli odbudować część dualnego kształcenia zawodowego (szkól przyzakładowych) w wersji dostosowanej do obecnych potrzeb. Należałoby również ustalić sztywne, minimalne progi punktowe do poszczególnych typów szkół. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dzisiaj to trochę science –ficktion, ale od czegoś trzeba zacząć. Choćby od nakreślenia pomysłów na przyszłość, jeżeli teraźniejszości jeszcze nie da się kształtować.
Przypominam sobie czasy, kiedy sam zaczynałem pracę nauczyciela. Rzeczywistość wtedy była zupełnie różna. Wtedy wiedzieliśmy, kto gdzie pójdzie. Jasną sprawą było to, że jak ktoś jest słabszy w nauce to trafi do zawodówki, mocniejsi szli do technikum jeśli chcieli uzyskać zawód lub do liceum, jak chcieli trafić na studia. Maturę zdawało się trudno, a do tego były egzaminy na studia. Co mamy dzisiaj? Niektóre technika mają poziom zawodówki, ponieważ ze względu na niż demograficzny szkoły walczą o przetrwanie. Niestety w wielu przypadkach nie za pomocą podnoszenia poziomu nauki, ale za pomocą obniżania progów punktowych, lub rezygnowania z nich w ogóle.
Matura stała się egzaminem, który z założenia ma zdać prawie każdy i jej stopień trudności dopasowuje się do poziomu uczniów, przez co jej wartość zmizerniała. Na studia idzie prawie każdy, kto zdał maturę. W Polsce ponad 50% młodych ludzi trafia na studia ( w innych państwach ten wskaźnik sięga nie więcej niż 30% ) i duża część z nich po tych studiach nie ma pracy. To pytam, po co oni tam idą? Ilu w Polsce jeszcze potrzeba historyków, polonistów, czy ekonomistów jeśli dziś nie ma dla nich pracy. Rynek pracy powinien dyktować swoje zapotrzebowanie na absolwentów wyższych uczelni, determinując w ten sposób kierunki otwieranych studiów. Niestety szkolnictwo wyższe stało dziś sposobem na niezły biznes, a przestaje być miejscem dobrego kształcenia młodych ludzi.
Chciałbym aby w Polsce działo się dobrze. Niestety to zależy w dużej mierze od sposobu kształcenia młodych ludzi, którzy będą nasz kraj budowali po nas. Zmieńmy edukację dla naszej przyszłości.
Autor felietonu Artur Zych ( na zdj.), pełni funkcję Naczelnika Edukacji, Spraw Społecznych i Rozwoju Starostwa Powiatowego w Lubaniu

Pan Cecchino Sognorini z Ciliverghe niedaleko Turynu jest założycielem i przewodniczącym zrzeszającego kilka tysięcy osób „koła głuptasów” Hasło klubu brzmi: „oby nigdy nie ujawniła się w nas inteligencja”, a znakiem jego -królik. Pan prezes twierdzi, że życie głuptasów jest bardzo przyjemne, a sekret polega na zadowalaniu się tym, co się ma. Ze składek klubu zakupiono m.in. aparaturę dla kilku szpitali.
Tęsknota za kombinatem dydaktyczno-produkcyjnym. Umysł wyrasta ponad intelekt! Ułatwić to sobie można, przez przypomnienie -gdzie się było jak wyjściową koniecznością -trend obalenia cyfryzacji ZSRR?
Naród został dobrze wykształcony, kierunkowo, dziś mamy efekty.
Kraj posiekany zakładami pro.,stołówkami, przyszkolnymi warsztatami,i bogu ducha winny młodziak cieszył się z dyplomu ukończenia kierunku. Dzisiejsza elastyczność w wygłaszanych tezach /vide int./ umiera z jednego powodu: miało się w tedy naście lat.
Edukujmy własne dzieci, a wylewność nostalgiczną przelać można na epitafium.
pozdrawaiam
Ma pan rację, ale tamtych na górze, to nie interesuje….. każda władza coś zmieniała w systemie oświaty, szkoda ze nie wyszło to edukacji na dobre…
Tak jest miła pani.Model świata .globalizacja ,Postęp linearnego myślenia,zaściankowość natrętna, ocena wzrostu konta,drenaż potencjału intelektualnego przez kulturę masową , powoduje ,iż „góra” robi krok ku zdziczeniu a wyboru nie ma ,bo posiada taki sam status jak ksiądz gej czy polityk złodziej.
Wszyscy kreują się na osobowości, dyplomy stają się mediami,
a człowiek pozostaje iluzją edukacyjną.Z drugiej strony, można docenić wysiłki zatroskanych 'pedagogów” naczelnych, w tworzeniu postaw obywatelskich i utrzymania historii Narodu w zgodności z czasem, bo jeśli płemieł mówi o chodzących do teatru ,że są 'baranami”, to każdemu odechce się lokować przyszłość w Kraju na Wisłą. a szkoda ,bardzo szkoda.
Przyznacie Państwo że troszkę sami sobie, my Rodzice jesteśmy sobie winni. Jeżeli zdarzy się jeszcze nauczyciel który coś od naszych pociech wymaga to mamy do niego pretensje, rozmawiamy w tej sprawie z dyrektorami ….Sami negatywnie wypowiadamy się o nauczycielach przy naszych latoroślach nie budując ani swojego, ani ich przez to autorytetu. Przykład z życia. Gimnazjum. Nauczyciel nie może nic zabrać uczniowi może ewentualnie poprosić i to grzecznie aby schował komórkę i inne akcesoria którymi uczeń bawi się na lekcji. Klasa nad która bardzo ciężko zapanować. Inicjatywa aby od czasu do czasu jakiś rodzic uczestniczył w lekcji. I miałam okazje w takiej lekcji uczestniczyć. Wrażenie -szczerze współczuję nauczycielom. Ale nauczyciel powiedział że to była jedna z najspokojniejszych lekcji!!!! I mieliśmy to omówić na najbliższym zebraniu. To co usłyszeliśmy z ust niektórych rodziców odebrało nam chęć do robienia czegokolwiek w tej klasie. Nie jestem nauczycielem i uważam ze wielu nauczycieli jest w szkole z przypadku. Nie powinni uczyć. Ale jest też wielu rodziców którzy nie powinni nazywać się rodzicami. Problem Edukacji jest bardzo złożony i my jako rodzice mamy w tym duży udział. Zrzucamy obowiązek kształcenia młodych ludzi tylko i wyłącznie na szkoły. A kształcenie to tez kultura osobista to umiejętność radzenia sobie. Jeżeli rodzic w domu kłamie nasze dziecko też będzie kłamało, oszukujemy – ono też się tego nauczy, nie jesteśmy konsekwentni – ono tez nie będzie itp itd. Wszystko zaczyna się w naszych domach. To my rodzice wychowaliśmy byle jakich nauczycieli, byle jakich polityków itp itd…..
W owczym pędzie za przekształcaniem wszystkiego w instytucje demokratyczne zapominamy, a raczej nakłania się nas do zapomnienia, że szkoła z definicji jest instytucją niedemokratyczną i taką musi pozostać by spełniła swoją funkcję. To nauczyciel ma przemocą wtłoczyć uczniowi wiedzę zawartą w programie nauczania, a uczeń ma się temu poddać, bo tak nakazuje prawo i racja stanu. Do czasu zdania matury prawa ucznia są ograniczone. Zdanie egzaminu dojrzałości dopiero „wyzwala” go i daje prawo wyboru dalszej drogi i sposobu kształcenia. Kto nie pamięta o tym – zawsze będzie miał problemy ze zrozumieniem relacji uczeń – nauczyciel.
Pani Andrzeju jakos nie trafiłam na nauczyciela stosującego przemoc wobec mnie czy mojej pociechy na całe szczęście:) Ale znam wielu wartosciowych nauczycieli którym opadają rece. Powiem to tak uczen ma prawa a nauczyciel obowiazki podobnie jak w polityce , polityk ma prawa a obywatel obowiazki. Sa dobrzy i zli nauczyciele , dobrzy i zli rodzice , dobre i zmanierowane dzieci i szlag mnie trafia jak widze ze w duzej mierze wygrywaja ci zli.
Dobry pedagog tak przekazuje wiedzę, aby uczeń tej przemocy (intelektualnej) nie widział. Po jednej i drugiej stronie granicy wtłacza się uczniom wiedzę historyczną w aspekcie aktualnej polityki Państwa. Dam najmniej drażliwy przykład. Do niedawna Stalin był „dobrym wujkiem”, a teraz zbrodniczym satrapą. O tym w jaki sposób o nim uczyć nie decydował nauczyciel, ani tym bardziej uczniowie, a jedynie „polityczna poprawność”. Niechby ktoś spróbował inaczej przekazywać i chłonąć tę wiedzę… Zero dobrowolności, 100% przemocy. Jedni to widzą inni nie.
Takiej właśnie historii o dobrym wojsku uczyłam się w szkole ale moja profesorka potrafiła nas zaciekawić abyśmy sami grzebali w pamięci rodziców, dziadków abyśmy zadawali trudne pytania w domach oczywiście……ach wprowadził mnie Pan w stan zadumy…… bo tych profesorów w większości już nie ma…….
Żeby wprowadzić edukację taką, jaką byśmy sobie życzyli trzeba zacząć od wiedzy zgoła niepotrzebnej jednostce a niezmiernie potrzebnej społeczeństwu, bo rośnie przepaść między światem a nami. Musimy uczyć przyszłości z dnia wczorajszego. Trzeba, chyba przezwyciężyć tę ostrą granicę między tymi, którzy wiedzą i uczą, a tymi którzy nie wiedzą a są pouczani. Jakaś koncepcja „pięknej edukacji”, która nie ma w sobie siły wykonawczej jest deptana w świecie politycznej przemocy, ślepych i fanatycznych nienawiści. To wszystko wplecione w stan zachowań i braku reakcji, tworzy tęsknotę za autorytetami-:bo tych profesorów w większości już nie ma…….”
Edukacyjny kostium, w który przyodziano opowieść o narodowej wspólnocie, jest spustem kolonialnym, sami winni jesteśmy- „To my rodzice wychowaliśmy byle jakich nauczycieli, byle jakich polityków itp itd…..”-
Parafrazując:,sami godzimy się na zapomnienie o społeczeństwie z lat 30-tych.
Gender -już od przedszkola z nakazu! tu już powinno się zdecydowanie „hałasować” Ale jeśli Nasz kompleks niższości wpakowany na komuny i tkwiący jeszcze, jako usprawiedliwienie będzie tylko wirtualną walką portalową to będziemy kształcić „baranów”, niezdolnych do otwarcia konserwy – no bo jak?
Przez aktualnych technokratów, pseudo-ekspertów z nadania rodzinnego, przez taką zwichniętą „wolę Narodu”, nie potrafimy nawet obronić się zdecydowanie przed „polskim obozem koncentracyjnym”, wysyłając tylko pisemka z oburzeniem! To nic dziwnego, że w tym rozumieniu, nie wiemy kim chcemy być.
Kulturowo i społecznie i historycznie, nie dla Nas okupacja zaburzonych psycholi – po prostu, nie!
pozdrawiam
Niestety, ale będzie coraz gorzej. Nauczyciele po pięcioletnich studiach kierunkowych nie mają pracy, a humaniści i nauczyciele wychowania fizycznego uczą przedmiotów ścisłych. dawno temu stwierdzono, że z humanisty sie ścisłowca nie zrobi. Jak ktoś, kto nie widzi przestrzeni w sposób charakterytyczny dla matematyki moze dobrze nauczyć przedmiotu. Są elementy, które należy wykładać na kilka możliwych sposobów. Może wreszcie zaczną się liczyć kwalifikacje i doświadczenie a nie znajomości. Mam nadzieję, że moje wnuki doczekają się nauczycieli z prawdziwego zdarzenia.
Nauczanie to misja o czym wielu zapomina.