Życie z pasją. Konrad Juralewicz – Dj, muzyk i producent

Condi. Pod tym pseudonimem ukrywa się DJ, muzyk i producent muzyczny Konrad Juralewicz z Olszyny. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął w 2008 roku. Zainspirowały go wydania holenderskiej wytwórni Liquicity oraz Brytyjskiego Hospital Records. Rozpoczynał od gatunków takich jak Drum And Bass i Garage. Dziś jego prace ewoluują w przeróżnych klimatach, zaczynając od klasycznej oraz nowoczesnej muzyki House, po brzmienia oldschoolowych syntezatorów, takich jak Nu Disco, Synthwave czy Synthpop.
Condi przede wszystkim pisze swoje utwory, ale specjalizuje się również w artystycznych modyfikacjach starych oraz współczesnych przebojów. Tworzy ich remake. Jego kompozycje zostały wielokrotnie wyróżnione w notowaniach top 10 serwisu musicproducers.pl oraz znalazły się w czołówce najlepszych utworów miesiąca na polskich forach poświęconych muzyce klubowej. Condi gościł za konsoletą wielu klubów w całej Polsce. Twórczość Konrada została doceniona zarówno przez słuchaczy, jak i innych producentów muzycznych. Jego ostatni remix wielkiego hitu Sabriny lat osiemdziesiątych pt. „Boys, boys, boys”, znalazł się w czołówce klubowych list przebojów.
Łukasz Lisiowski: Konrad, jak rozpoczynałeś, co cię zafascynowało w muzyce?
Konrad Juralewicz: Swoją przygodę z muzyką rozpocząłem w 2008. To były wakacje. Myślę, że kluczowym momentem mojego rozwoju był zakup lepszego sprzętu i nauczenia się słyszenia, zamiast słuchania. Dzięki temu mogłem zacząć działać bardziej świadomie i mieć realną kontrolę nad dźwiękiem.
Czy masz swojego muzycznego idola, na którym się wzorujesz?
Nie, bowiem idoli jest wielu i są mocno porozrzucani w różnych gatunkach. Wśród rapowych producentów duże wrażenie wywarł na mnie Steez, Essex, Patr00. Jeśli zaś chodzi o prawdziwe brzmienia muzyki House to z pewnością wymieniłbym Dj’a Tonkę, Olivera Heldensa i Thomasa Bangaltera. Natomiast w nurcie Drum and Bass moimi idolami niezmiennie od lat są: High Contrast i Danny Byrd. Muszę również wspomnieć o muzyce bardziej instrumentalnej i w jej przypadku jestem absolutnie zakochany w produkcjach Bartosza Kruczyńskiego, znanego szerzej jako Pejzaż.
Jak oceniłbyś polską scenę klubową?
To zależy czy miałbym mówić o producentach czy o didżejach. Jeśli chodzi o producentów… Mamy kilka talentów, ale są to nadal ksywy dość undergroundowe, przede wszystkim ze względu na to co się obecnie sprzedaje. Ludzie w większości lubią dziś proste rzeczy, ale to zjawisko globalne które sięga również polskiej sceny. Ciężko dziś znaleźć ludzi słuchających fajnej, gatunkowej muzyki. Raczej żywią się tym, co podrzucają im komercyjne rozgłośnie lub strona główna na YouTube, nie mogę powiedzieć że cieszy mnie taki stan rzeczy, bo to po prostu brak posiadania gustu.
Oprócz tworzenia własnej muzyki działasz również jako DJ. Którą z zagranych imprez wspominasz najlepiej?
Na pewno dobrze wspominam letnie imprezy we Wrocławiu. Kluby, plaże i wiele eventów które poprowadziłem w nieistniejącym już teatrze niezależnym TOTU. Ciekawym doświadczeniem było również zagranie miejscowych imprez takich jak „Disco Summer Night” w Olszynie. To był jedyny cykl imprez, w którym znałem praktycznie każdego kto był na „parkiecie”.
Dziękuję za rozmowę i życzę Ci dalszych sukcesów.

Źródło: Gazeta Olszyńska
