Wybory Samorządowe 2018

Tablica ogłoszeń

Praca w regionie

Kino w Lubaniu

Nadchodzące wydarzenia

Szalone lata spędzili w “Tęczowej”

Kiedy kilkanaście lat temu kultową restaurację Tęczowa wyburzano, niejednemu jej bywalcowi łza się w oku zakręciła. Tyle wspomnień z nią związanych miało się obrócić w gruzy? Na szczęście jej nowo wybudowana następczyni jest kontynuatorką spuścizny poprzedniczki.

Opierając się na tych emocjach, pani Zofia Hołod – Golis, osoba bardzo kreatywna postanowiła zorganizować Spotkanie Bywalców Tęczowej z lat 70., 80. i 90.10 sierpnia br. odbyło się pierwsze, z zapowiadanego cyklu, spotkanie. Przyjechali na nie ludzie z całego świata, nawet z antypodów.

Na imprezie nie mogło zabraknąć Olsena

– Pomyślałam któregoś dnia, że dobrze by było spotkać się z ludźmi, z którymi kiedyś się znałam i trochę powspominać ale też dowiedzieć się, co teraz robią i gdzie ostatecznie w życiu zakotwiczyli – mówi pani Zosia Golis. –Moją główną ideą było ściągnąć tych, którzy niegdyś bawili się w Tęczowej, a warto podkreślić, że w tamtych latach kwitło tu życie towarzyskie, którego dzisiaj tak brakuje. Ja właśnie w Tęczowej poznałam swojego męża i z tego, co wiem, wiele małżeństw tutaj miało swoje początki. Towarzyszy nam muzyka z lat 70., 80. i 90., a więc utwory naszej młodości. Dzisiaj, jak na pierwsze spotkanie jest nas dużo, a myślę, że za rok będzie jeszcze więcej.

W imprezie wzięłoudział około pięćdziesięciu osób, które z chęci pobycia razem ze znajomymi z tamtych lat pokonywało czasem tysiące kilometrów. Przyjechały osoby np. z Australii, Kanady, Anglii, Austrii, Niemiec, Holandii a nawet z Tajlandii. Nie zabrakło też legendarnego Olsena, który bez względu na wszystko co się działo wokół, zawsze w Tęczowej był. Bywalcy uważają, że Olsen stał się pewnego rodzaju symbolem zabawy w Tęczowej w tamtych latach. Wspominano z nostalgią panią Sobol, kierowniczkę restauracji oraz sympatyczne kelnerki – Majkę, Tereskę, Jadzię i Rysię oraz oczywiście panią Marysię, stojącą nieugięcie na „bramce”.W tym roku nie zdecydowały się na udział w imprezie ale obiecały stawić się w przyszłym roku. Bo już wiadomo, że w lutym roku 2019 odbędzie się II Spotkanie Bywalców Tęczowej z lat 70., 80. i 90.

Duch zabawy z tamtych lat unosił się od pierwszej chwili. Najpierw każdy z uczestników powiedział kilka słów o sobie, podsumowując tamten czas i co obecnie robi. Życie – jak się okazało – napisało ludziom bardzo różne scenariusze.

Cieszę się z dzisiejszego spotkania, bo fajnie spotkać się z ludźmi, którzy wtedy mieli po 20 lat – mówi Andrzej Pacławski (na zdjęciu z żoną Małgorzatą)

Mira w Tęczowej obchodziła swoje osiemnaste urodziny a od 36 lat mieszka w Kanadzie.

– Mam wiele dobrych wspomnień związanych z tym miejscem – mówi pani Mira, z domu Więckowska. – Mój brat był tu stałym bywalcem, a gdy ja dorosłam, również dość często bawiłam się w Tęczowej. To były fajne czasy i chciałabym, aby powróciły.

– Bawiłam się tutaj w latach 80., 90. i wspominam te czasy z wielkim sentymentem – wspomina Agnieszka Pietruszka. – Przychodziłam często ze swoim chłopakiem, późniejszym mężem.Pamiętam, że zawsze miałam kłopot z wejściem, bo nie wyglądałam na swoje 18 lat i pani Marysia za każdym razem żądała ode mnie dowodu. Do tej pory pamiętam też pyszną bitą śmietanę i placki po węgiersku.

– Mieszkałem niedaleko Tęczowej i często tutaj bywałem – opowiada Andrzej Pacławski. – W Lubaniu były wówczas dwie restauracje, w których można było się pobawić: Grodzka i Tęczowa. Ponieważ ta ostatnia była mocno oblegana i często się zdarzało, że nie było miejsc, wtedy szło się do Grodzkiej. Cieszę się z dzisiejszego spotkania, bo fajnie spotkać się z ludźmi, którzy wtedy mieli po 20 lat a dzisiaj 50 i więcej, i powspominać.

– Od 30 lat mieszkam w Niemczech i z radością przyjąłem informację o tym spotkaniu – mówi Krzysztof Trefler. – Ja tu bywałem dwa, trzy razy w tygodniu w połowie lat 80. Potem wyjechałem do Niemiec i tam zostałem. W tamtych czasach zdarzyło się, że przez miesiąc prowadziłem dyskotekę. Przede mną był Stanisław Janas a po mnie już na dłużej Arnold Ludwiczak.

– Nie da się wszystkiego powiedzieć, szczerze mówiąc –śmieje się Edyta, z domu Mleczak. – Lepiej niech będzie owiane tajemnicą. Do Tęczowej zaczęłam przychodzić z koleżankami jak byłam jeszcze niepełnoletnia. Pani Marysia z jakiegoś powodu na nas wyjątkowo przymykała oko.

Uczestnicy spotkania bawili się znakomicie

– Wspominam przemiło te nasze młodzieńcze lata – mówi Dorota, z domu Terlecka. – Tutaj można się było wyszaleć, zawrzeć znajomości i przeżyć pierwsze porywy serca. Zdarzyło się w Tęczowej też parę rzeczy, o których człowiek nie chciałby opowiadać na forum publicznym. Pracowała tu wspaniała ekipa, która nas tolerowała. To były magiczne czasy.

– Ja w Tęczowej spędziłam cudowne chwile razem ze swoim, niestety już nieżyjącym, mężem – wspomina Małgorzata z domu Mleczak. – Od 30 lat mieszkam w Kanadzie a jak dzisiaj tu weszłam, miałam ciarki na myśl o spotkaniu z tamtymi ludźmi. Tutaj poznałam męża i tutaj przetańczyliśmy razem niejedną noc.

– Można powiedzieć, że byłem stałym bywalcem Tęczowej – mówi Bogusław Pomichter. – Dużo można by opowiadać, co się wówczas działo. Ludzie umieli się bawić. Przykro było widzieć, jak rozbierali budynek, ale miałem przyjemność uczestniczyć w budowie nowej Tęczowej. Pamiętam, że w stanie wojennym, kiedy alkohol był na kartki, koleżanki dawały nam je, a my kupowaliśmy trunki i można było się bawić do rana.

– W końcówce lat 80. nie miałam jeszcze 18 lat a jednak do Tęczowej chciało się wejść – opowiada RenataPomichter. –Ale z panią Marysią ciężko było.

Zabawa, przeplatana wspomnieniami i opowieściami trwała do późnych godzin nocnych. A potem ciężko się było rozstać. Dlatego następne spotkanie wyznaczono sobie nie za rok – jak pierwotnie planowano – a już w karnawale.

Teresa Kraska, jest znaną w regionie dziennikarką i felietonistką. Pełni również mandat radnej Rady Miejskiej Lubania.

Autor: Teresa Kraska

2 komentarze Szalone lata spędzili w “Tęczowej”

Leave a Reply