Rozmowa z Januszem Skowrońskim o nowej książce „Arbeitslager Hartmannsdorf”

Arbeitslager Hartmannsdorf – nowa książka o historii Miłoszowa

Rozmowa z Januszem Skowrońskim, prezesem Stowarzyszenia „Zamek Czocha”, autorem i dziennikarzem, byłym samorządowcem, współautorem najnowszej książki Arbeitslager Hartmannsdorf” – zapomniana filia KL Gross-Rosen”.

Janusz Skowroński

Janusz Skowroński

– Rozmawialiśmy przed rokiem. Szykowałeś wtedy II Zamkowe Spotkania z Historią. Dziś jesteśmy już po kolejnych, trzecich.

– Tak, i chyba najbardziej udanych, patrząc na frekwencję. Zamek Czocha to miejsce, które na „Spotkania” przyciąga miłośników historii dosłownie z całego kraju, a nawet z zagranicy. Od kilku miesięcy miałem telefony, czy będzie kolejna edycja. Planujemy ją zawsze w okolicach Narodowego Święta Niepodległości. Udało się.

– W tym roku przeważała tematyka obozowa.

– To efekt naszego projektu FIO (Funduszu Inicjatyw Obywatelskich), w którym chcieliśmy przywrócić społeczności lokalnej tożsamość historyczną Miłoszowa, miejscowości koło Leśnej, o ciekawej choć tragicznej historii z II wojny światowej. Dla wielu osób, nawet miejscowych, fakt istnienia tu filii hitlerowskiego obozu koncentracyjnego był nieznany. Teraz to się zmienia. Nasza najnowsza książka, widowisko „Karuzela”, rekonstrukcja historyczna w Leśnej i Miłoszowie czy „Spotkania z historią” zrobiły swoje. To cieszy, że wzrosła świadomość historyczna miejsca, w którym żyjemy. Wcześniej, bo już 15. lutego przypomnieliśmy pod leśniańskimi sztolniami 70-tą rocznicę rozpoczęcia marszu śmierci z obozu Hartmannsdorf aż do Buchenwaldu. Latem pojechaliśmy tam, złożyliśmy wieniec i zapaliliśmy znicze.

– Jak doszło do napisania tej książki?

– Sprawdziłem ostatnio, że wokół tego tematu „chodziłem” okrągłe 20 lat. Kiedy redagowałem jeszcze papierową wersję „Przeglądu Lubańskiego”, w 1995 roku wysłałem swojego dziennikarza na pierwszy materiał do Miłoszowa. Mariusz Junik odszukał ludzi i trochę napisał. Byliśmy pierwszą gazetą lokalną, która zainteresowała się tym tematem, co uzmysłowiłem sobie teraz, przeglądając redakcyjne archiwum. Potem odwiedziłem teren byłego obozu w Dachau, gdzie na ścianie muzeum wśród tabliczek z nazwami obozów ujrzałem tę z napisem „Hartmannsdorf”. Zainteresowałem się tym obozem głębiej i sam zacząłem zbierać materiały, coraz więcej. Publikowałem pierwsze teksty, poprzedzały je moje wcześniejsze kontakty z więźniami, rozmowy z nimi, wymiana listów. Na początku pomógł mi Leszek Adamczewski, dziennikarz z Poznania, który zamieścił mój apel w „Głosie Wielkopolskim” i sam popełnił kilka tekstów o obozie. Moja teczka „obozowa” robiła się coraz grubsza. Kilka razy byłem w Archiwum Muzeum Gross-Rosen w Wałbrzychu, za każdym razem pogłębiałem wiadomości, analizowałem dokumenty, przesłuchiwałem zgromadzone tam nagrania, czytałem relacje byłych więźniów. Jedna teczka to już było za mało. W końcu materiału nazbierało się tyle, że można było poważnie rozważyć wydanie publikacji książkowej. Wtedy złożyliśmy projekt do FIO i czekaliśmy na rozstrzygnięcie. Oczywiście, w tym czasie w Stowarzyszeniu podejmowaliśmy inne działania, o których już mówiłem.

– Współautorem książki jest…

O współpracę poprosiłem Panią dr Dorotę Sulę, historyka, pracownika naukowego Archiwum Muzeum Gross-Rosen. Nic o tym jeszcze nie wiedziała, kiedy składałem wniosek do FIO. Była trochę zaskoczona, jak zapoznałem ją z projektem książki, który będziemy zrealizować. Wcześniej nic jej nie mówiłem, bo konkurs na projekty nie był jeszcze rozstrzygnięty i nie chciałem wychodzić przed szereg. Znałem Panią Dorotę i jej wcześniejsze publikacje, w tym o filii Hartmannsdorf. To była właściwa osoba do współpracy przy tej książce. Potwierdziło się to w pracy, bo znakomicie zrobiła wprowadzenie do genezy obozu Gross-Rosen i opisu samej filii Hartmannsdorf. Konsultowaliśmy się przy wszystkich rozdziałach, nawet tych mojego autorstwa. Chyba nieźle to wyszło.

JanuszSkowronski_2781

– Książka nie może być sprzedawana.

– To był warunek projektu FIO. Zaplanowaliśmy nakład jednego tysiąca egzemplarzy, który należy rozdać mieszkańcom i instytucjom powiatu lubańskiego, w tym Leśnej i Miłoszowa. Częściowego wsparcia finansowego udzielił nam także Urząd Miasta w Leśnej. Już martwię się, co będzie, gdy książek dla wszystkich chętnych nie wystarczy? Zapewne – wzorując się na książce o Bukowinie, przy której także pracowałem – wystąpimy w przyszłym roku z wnioskami o dodruk. Zobaczymy.

– A płyta, która wzbogaca książkę?

– Projekt zakładał sfilmowanie widowiska teatralnego „Karuzela” i umieszczenie filmu w internecie. Nie chciałem zaprzepaścić pracy wielu ludzi, choćby autora Zbyszka Rzońcy, reżysera Jacka Paruszyńskiego czy Marka Oleksego, czuwającego nad światłami, muzyką i dźwiękiem. No i wykonawców, zwłaszcza młodzieży gimnazjum w Leśnej, która zagrała w „Karuzeli”. I w międzyczasie napisałem drugi projekt, do fundacji bankowej BZ WBK, aby książkę uzupełniała płyta CD z filmem o tej tematyce. Ktoś zacznie od lektury książki, ktoś inny od obejrzenia filmu. Niech ma wszystko w jednym. Udało się, nasz projekt wygrał i otrzymał dofinansowanie. Filmy na płycie znalazły się nawet dwa – zarejestrowane cyfrowo widowisko teatralne i do tego dokument filmowy „Z Hartmannsdorfu do Miłoszowa”, z udziałem naszej grupy rekonstrukcyjnej i mieszkańców wsi Miłoszów. Realizatorzy Grzegorz Koczubaj i Rafał Gieroń wykonali kawał dobrej filmowej roboty, każdy może sam ocenić. Nowością były zdjęcia lotnicze znad obozu, wykonywane z drona. Robią wrażenie. Nasz projekt w konkursie „Tu mieszkam – tu zmieniam” zakłada także postawienie pamiątkowego obelisku w Miłoszowie, przypominającego o istnieniu tu w latach 1944-45 hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Zaplanowaliśmy odsłonięcie na wiosnę przyszłego roku.

– Od premiery książki upłynęło kilka dni. Czy są już jakieś sygnały od czytelników?

– Niemal codziennie. Wiele osób mówi mi teraz, że to był dla nich zupełnie nieznany temat i dziękuje, że został przypomniany. Od więźnia Romana Gierki otrzymałem trzy obozowe listy Władysława Nochowicza, kapo z Gross-Rosen. Przekazałem je do archiwum w Wałbrzychu. Powinny służyć badaczom. Kilka dni temu, już po „Zamkowych spotkaniach”, odnalazłem pod Krakowem rodzinę lekarza obozowego, więźnia Zygmunta Kuliga.

Dr Zygmunt Kulig - więzień lekarz obozu Hartmannsdorf.

Dr Zygmunt Kulig – więzień lekarz obozu Hartmannsdorf.

Przekazałem jej wydaną książkę. Syn wspominał mi, że doktor Kulig był z nim w 1969 roku w Miłoszowie. Lekarz załamał się, widząc brak pamięci o tym miejscu. Do końca życia niechętnie wspominał wojnę i sam obóz koncentracyjny Gross-Rosen. Zmarł w 1972 roku. Czynię starania, aby rodzina przyjechała na przyszłoroczne uroczystości do Miłoszowa. Właśnie otrzymałem kilka zdjęć z pamiątkami wojennymi po tym zacnym lekarzu – nieśmiertelnik obozowy, serwetę wyhaftowaną przez jego córkę, fotografie osobiste. Szkoda, że nie wcześniej, weszłyby do książki. Ale zweryfikowanie adresu rodziny możliwe było dopiero kilka dni temu.

Miałem także spotkanie autorskie w Miłoszowie, teraz kolejne w Leśnej. W ludziach coś drgnęło pozytywnego. Ciągle powtarzają się pytania o uratowanie pamiątek po więźniach, które kiedyś były w szkolnej izbie pamięci w Leśnej a dziś są rozproszone. Byłoby dobrze, aby wyeksponować je w jednym miejscu. W Leśnej, może w Miłoszowie? Powinno pomóc Muzeum Regionalne w Lubaniu, może w Rogoźnicy? Powraca też temat miejsca po obozie Hartmannsdorf, zachwaszczonego i zapomnianego. Tak dalej być nie może. Niektórzy widzą szansę na rozwój wsi poprzez udrożnienie miłoszowskich sztolni za fabryką i udostępnienie do zwiedzania. O tych sprawach będę chciał porozmawiać z burmistrzem Leśnej i przewodniczącym rady. Oni są gospodarzami tego miejsca, powinni podejmować właściwe decyzje. Także w kwestii oznaczenia miejsca i przeprowadzenia badań terenu obozu. Harcerze z Platerówki oczyścili kilka metrów obozowego muru. Chwała im za to ale co dalej? Muszą zapaść konkretne decyzje. Mamy przecież do czynienia z miejscem pamięci narodowej

Nieśmiertelnik - pamiątka wojenna dra Zygmunta Kuliga.

Nieśmiertelnik – pamiątka wojenna dra Zygmunta Kuliga.

– Czy książka wyczerpuje temat?

Chciałbym mieć nadzieję, że ktoś, może z młodych, zainteresuje się badaniami historycznymi. Jakie były dalsze losy Polaków, więźniów Hartmannsdorfu? A przebywali tu późniejsi naukowcy, politycy a nawet żołnierze wyklęci, którzy po wojnie chwycili za broń. A inni więźniowie? Byli kilku narodowości. Nie wszystko mogłem opisać a tematów do rozwiązania wciąż nie brakuje. To ciekawy przyczynek na szkolne konkursy historyczne, prace licencjackie czy nawet magisterskie. Nasza książka może być do tego impulsem. Chętnym pomogę, wskażę kierunki poszukiwań badawczych. Chciałbym także, aby gimnazjum w Leśnej mogło odbywać wyjazdy śladami więźniów Hartmannsdorfu aż do Buchenwaldu. I nawiązywać kontakty z tamtejszą młodzieżą, rozmawiać o przyszłości i pamiętać o historii. By nigdy więcej – jak napisaliśmy w przedmowie do książki – nie musiała ona zataczać dziejowego koła.

5. okladka_Operacja FALA– Wiem, że masz w planach kolejną książkę.

– Już nie w planach, już napisaną. Za kilka tygodni ukaże się drukiem. Nosi nazwę „Operacja FALA. Lubań niepokorny”. Napisana została trochę inaczej niż dotychczasowe moje książki. Jak? – na razie nie zdradzę. Będzie odsłaniała kulisy działania lubańskiej bezpieki w latach siedemdziesiątych wobec lubańskiej młodzieży. Niepokornej, protestującej w sposób odważny na tamte lata, bo wywieszającej flagę hitlerowską na lubańskim ratuszu. I to w noc poprzedzającą święto 1 Maja. Tajemnicza historia, która wpłynęła na życie kilku młodych osób. Właśnie z wydawnictwa otrzymałem ostateczny projekt okładki.

– Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję na kolejną, przy okazji „Operacji Fala”.

– Jesteśmy umówieni!

Rozmawiał Andrzej Ploch

1 comment to Rozmowa z Januszem Skowrońskim o nowej książce „Arbeitslager Hartmannsdorf”

  • Jarosław Ludowski

    Szacunek i gratulacje dla p. Janusza.

    Czekam z niecierpliwością na nową książkę i przy okazji pytanie
    czy jest jeszcze jakakolwiek możliwość pozyskania tej o obozie?

    Jak dotąd posiadam chyba wszystkie poprzednio wydane 🙂
    pzdr