Wybory Parlamentarne 2019

Tablica ogłoszeń

Praca w regionie

Lokalny Samorząd

Kino w Lubaniu

Nadchodzące wydarzenia

Polowanie w Grabiszycach

 Zbigniew Kasperski

Zbigniew Kasperski

Grabiszyce Dolne to malownicza wieś położona w powiecie lubańskim. Urokliwe miejsce przyciąga wspaniałymi krajobrazami. Wydaje się, że życie tutaj jest prawdziwą sielanką. Niestety tak nie uważa pan. Jak twierdzi, jego hodowlę od jakiegoś czasu nawiedza drapieżny ptak. Jego zdaniem wypuszczany jest z położonej nieopodal posesji.

Pan Zbigniew ma 79 lat. Mieszka sam w niewielkim domu. Większość czasu spędza w jednym pomieszczeniu. Odkąd zmarła jego żona jedyną radość praktycznie sprawiają mu ptaki, którymi się zajmuje. W swojej hodowli posiada m.in. indyki, perliczki, gęsi oraz kury. Od jakiegoś czasu te ostatnie, zwłaszcza koloru białego, zaczęły ginąć. Jak twierdzi gospodarz, jest to wina drapieżnego ptaka.

Początkowo nie wiedziałem, co się dzieje. Gdy sytuacja powtarzała się co kilka dni, postanowiłem ukryć się za drzewami i obserwować. Pewnego razu zauważyłem drapieżnego ptaka. Płoszyłem go, jednak za każdym razem wracałopowiadał pan Zbyszek.

Początkowo myślał, że drapieżca upatrzył sobie jego hodowlę i przylatuje na pewny posiłek z daleka. Później jednak zaczął nabierać podejrzeń.

Jakiś czas temu sąsiadka pytała, po co hoduję ptactwo i do czego jest mi to potrzebne. Odniosłem wrażenie, że coś może jej przeszkadzać. Pomyślałem, że może to przez hałas, który powodują. Z drugiej strony koło naszych domów przebiega droga, którą regularnie jeżdżą ciężarówki z pobliskiej kopalni. Za jakiś czas zaczęły mi ginąć ptaki. W końcu zorientowałem się, że sytuacja powtarza się za każdym razem, kiedy z Platerówki przyjeżdża do niej siostra z mężem. Na gorącym uczynku dwukrotnie zaobserwowałem, że wypuszczają sprawcę moich nieszczęść. Ich ptak zabił mi już 21 kur – żalił się nasz rozmówca.

W rozmowie z nami pan Zbigniew Kasperski zaznaczył, że pomiędzy nim a sąsiadką doszło do małego zgrzytu. Chodziło o wodę, która pod własnym ciśnieniem wypływa w pobliżu kopalni. Korzystają z niej właściciele dziewięciu posesji położonych poniżej studni.

Jeżeli dwie osoby poniżej mojego domu odkręcą wodę, u mnie nie ma już ani kropli. Pewnego razu jedna z sąsiadek odkręciła zawór na pełny regulator. To koleżanka mieszkającej obok mnie pani, z której posesji nalot na moje kury robi „orlik”. Spadło ciśnienie, przez co nie mogłem zaspokoić potrzeb ptaków. Nie pomagały prośby, więc nie widząc innej możliwości, poinformowałem policję. Po interwencji funkcjonariuszy kilkanaście minut później woda już leciała. Później sytuacja jeszcze raz się powtórzyławspomina pan Zbigniew.

Nasz rozmówca chwyta się już wszystkich sposobów, by powstrzymać trzebież hodowanych przez niego kur. W tym celu zgłosił się nawet do Prokuratury Rejonowej w Lubaniu. Nasz rozmówca 23 sierpnia br. został poinformowany, że sprawa została skierowana do Komisariatu Policji w Leśnej. Postępowanie ma toczyć się z rozdziału poświęconego wykroczeniom przeciwko bezpieczeństwu osób i mienia. Konkretniej z art.77 kodeksu wykroczeń, który brzmi: Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

– Mam zięcia w Zarębie, który posiada gospodarstwo liczące 300 hektarów. Z uwagi na to, że nie ma ogrodzonego terenu zaproponował mi przetrzymanie ptactwa. Zgodziłem się, gdyż dzięki Bogu zdrowie mi dopisuje. Pomyślałem, że będę miał też zajęcie. Mam dwie córki, syna i 11 wnucząt, dla których te ptaki hodujęwyjaśnił pan Zbigniew.

Liczymy, że sąsiedzki konflikt uda się załagodzić, z hodowli pana Zbigniewa nie zniknie już żadna kura, “orlik” będzie syty, a sąsiedzi przestaną tracić czas na niepotrzebne waśnie.

beroAutor: Grzegorz Bereziuk