Wybory Parlamentarne 2019

Tablica ogłoszeń

Praca w regionie

Lokalny Samorząd

Kino w Lubaniu

Nadchodzące wydarzenia

Kwisa i Lubań – nierozłączne dzieje cz. III

Kwisa w Lubaniu oczywiście była wykorzystywana do celów rekreacyjnych. W rejonie obecnie budowanej elektrowni wodnej przy ul. Jeleniogórskiej istniało co najmniej od końca XIX wieku miejskie kąpielisko (Bade Anstalt). Stare pocztówki ukazują nam budynki, w których były przebieralnie, pomost kąpielowy, miejsce przyboju łódek. Nad kąpiącymi się miał nadzór ratownik (Bademeister). Dopiero w początku lat 30-tych XX wieku, w związku ze zbliżającą się letnią olimpiadą w Berlinie (1936 r.) zbudowano  basen na Kamiennej Górze. Nie zaprzestano jednak użytkowania kąpieliska nad Kwisą, które funkcjonowało do końca lat 60. XX wieku.

Kolejne dwa kąpieliska nad Kwisą, a także brodzik dla dzieci, zorganizowało w latach 1928-31 stowarzyszenie Christliche Verein Junger Männer (C.V.J.M). Powstały one jako obiekty towarzyszące, wybudowanemu także przez tą organizację, stadionowi sportowemu przy obecnej ulicy Ludowej. Dopiero regulacja rzeki w latach 70-tych XX wieku zniszczyła zakole rzeki, które służyło przez setki lat do uprawiania kąpieli. Mimo regulacji Kwisy w latach 70-tych XX wieku i całkiem innego układu rzeki, nadal ten odcinek przyciąga latem wielu amatorów kąpieli wodnych (zapewne z uwagi na spokojny nurt i piaszczyste dno).

 Rejon mostu na ul. Jeleniogórskiej z lokalizacją kąpieliska miejskiego (Bade-Anst.). Fragment mapy z 1903 r.

Kąpielisko miejskie nad Kwisą w okresie międzywojennym. Zb.J.Kulczyckiego.

Wspomniane stowarzyszenie C.V.J.M. zorganizowało już w XIX wieku wypożyczalnie kajaków. Można było je obserwować na Kwisie w pobliżu Lubania. W ramach niedzielnego wypoczynku mieszkańcy miasta uprawiali rekreację wodną, a następnie udawali się na niedzielny obiad w położonych nad Kwisą gospodach.  Dlatego też kajakarzy przedstawiano na pocztówkach koło gospody Trzy Róże w Uniegoszczy (Gasthaus zum Drei Rosen, dziś nieistniejąca) czy koło restauracji Insel Ansel przy ul. Różanej.

Nieistniejąca już gospoda „Drei Rosen” w Uniegoszczy. Pocztówka z roku 1906. 

Szkoda, iż nie doszło do realizacji ciekawego projektu szlaku kajakowego na Kwisie. Pamiętam, iż kilkanaście lat temu na spotkaniu w Leśnej omawialiśmy wówczas plany budowy przystani na Kwisie, także we współpracy z inwestorami prywatnymi. W tym celu w 2006 roku Wojewódzkie Biuro Urbanistyczne przygotowało nawet „Program turystycznego zagospodarowania szlaku kajakowego Kwisy”. Gminy szukały odpowiednich miejsc na utworzenie przystani, pól namiotowych, by podobnie jak przy wypożyczaniu rowerów w dużych  miastach, można byłoby wypożyczyć np. kajak w Leśnej i pozostawić go w Lubaniu. Niestety projekt nie doszedł do skutku, a wielka szkoda, warto do niego powrócić.

Restauracja Insel Alsen w okresie międzywojennym. Obecnie Różana 20. Zbiory J.Kulczyckiego.

Nie można jednakże zapomnieć o groźnej stronie rzeki. Z jednej strony wylewy Kwisy użyźniały okoliczne łąki, z drugiej powodowały straty. Były one minimalizowane, gdyż nad rzeką było stosunkowo niewiele budynków. Kroniki miejskie dostarczają nam wiele przykładów jej niszczącej siły. Intensywne i długotrwałe ulewy, skutkujące wezbraniami rzek miały miejsce w latach 1315,1401,1486,1528,1579,1585,1588,1617,1560,1752 czy 1790.  Potężne wezbrania Kwisy miały miejsce w 1550, 1556, 1560 oraz 1591 roku, gdy rzeka zalewała nawet cmentarz przy kościele Św. Mikołaja (rejon pomiędzy Lwówecką a Pl. Śląskim). Kolejne wielkie wystąpienie Kwisy z brzegów miało miejsce 15-18 sierpnia 1692 roku (powódź zniszczyła 2 mosty). W XIX wieku natura nie ustępowała, powodzie miały miejsce  w 1804, 1806, 1824, 1839, 1858, 1871 i  1887 roku. Podczas tej ostatniej powodzi, 30 lipca, w rejonie ulicy Greifenberger Strasse (ob. Warszawska) utopiła się jedna rodzina,starzec oraz dwóch młodzieńców, uszkodzone było miejskie kąpielisko. Jeszcze groźniej było rok później. Dwudniowa powódź 3-4 sierpnia wyrządziła poważne szkody. Woda nie tylko objęła tereny położone na wyspach Kwisy i podmokłe łąki, ale zalała także domostwa przy dzisiejszej Robotniczej, Warszawskiej, dolnej części Lwóweckiej i Izerskiej, Rybacką, zerwała most na Jeleniogórskiej. Uszkodzenie wału na Księginkach spowodowało, iż woda wkroczyła do tej wsi, a także zalała dworzec kolejowy. W Młynie Górnym (przy dzisiejszej ul. Mostowej) podczas ratowania sprzętu utopił się czeladnik młynarza. Wydarzenia te przesądziły o budowie zapór na Kwisie. W 1905 roku oddano do użytku Zaporę Leśniańską, a w 1924 roku Zaporę Złotnicką. Na kamieniu węgielnym tej pierwszej umieszczono napis w tłumaczeniu – “Dolinom na ochronę, odmętom na przekór, wszystkim na pożytek”.

Kwisa płynąca kilkusetmetrowej szerokości korytem na wysokości oczyszczalni ścieków w Lubaniu podczas powodzi 2010 roku. Fot. T.Bernacki.

Wraz z rozwojem przemysłu w XIX wieku nastąpił także głód na tanie grunty. Dawne manufaktury – młyny czy bielarnie już w drugiej połowie XIX wieku przebudowano na nowoczesne, murowane zakłady. W końcu XIX wieku na podmokłych gruntach powstała fabryka tekstylna przy obecnej ul. Robotniczej-Przemysłowej (1880-90). Natomiast nowością było wkroczenie z zabudową mieszkaniową. Zwłaszcza w pierwszej kolejności budowano wielorodzinne budynki czynszowe potrzebne dla rosnącej liczby robotników pracujących w sąsiednich fabrykach. W ten sposób na przełomie XIX i XX wieku powstały budynki czynszowe przy ul. Robotniczej, Warszawskiej, Przemysłowej czy Hutniczej. Budowa zapór spowodowała uspokojenie obaw mieszkańców i władz miasta o bezpieczeństwo terenów nadkwiskich, co skutkowało dalszym rozwojem urbanizacji doliny. W latach 20-tych przy obecnej ul. Różanej pomiędzy pierwszym i drugim mostem powstał zespół wysokich budynków wielorodzinnych. Wielce ryzykownym posunięciem była budowa w latach 30. XX wieku osiedla robotniczego domków jednorodzinnych przy obecnej ul. Wyspowej (nowsza, z końca XIX wieku, nazwa niemiecka tej wyspy – Sturm Insel nie pochodzi bynajmniej od „Burzowej Wyspy” lecz od nazwiska właściciela gospody).

Kolejne duże inwestycje w pobliżu Kwisy miały miejsce dopiero od drugiej połowy lat 70. XX wieku, po znaczącej przebudowie koryta Kwisy, w tym likwidacji wielu jej meandrów i kanałów. Od tej pory obie młynówki z szerokich odnóg Kwisy stały się bardziej kanałami ściekowymi, które można przeskoczyć. Wówczas zrealizowano choćby zabudowę wielorodzinną przy ul. Mostowej, zintensyfikowano także zabudowę na dawnym Przedmieściu Mikołajskim (rejon tzw. Manhattanu, choć wbrew nazwie zabudowa nie jest położona na wyspie).

Pomimo budowy zbiorników przeciwpowodziowych, Kwisa nadal jest kapryśną rzeką. Głód taniej ziemi nie ustał. W wielu miejscach zabudowa spowodowała zawężenie doliny oraz podniesienie terenów. Maksymalne utwardzanie terenów, obudowywanie brzegów, prostowanie koryt dopływów i samej Kwisy przyśpiesza spływ wód powodując gwałtowne powodzie nie tam, gdzie powinny mieć miejsce. Do tego dokłada się jeszcze likwidacja i ograniczanie nadbrzeżnych łąk, dawne pastwiska zamieniane są na cele orne, co powoduje przy każdej powodzi zabieranie żyznych mad i zamulanie rzeki. Efektem tych działań niestety jest tylko powolne niszczenie uroków Kwisy i jej naturalnego piękna. A powodzie jak były tak są nadal. Wnioski nasuwają się same, iż w terenach o małej urbanizacji czasem zamiast ponosić ogromne inwestycje w sferę infrastruktury przeciwpowodziowej i walczyć z rzeką, taniej i lepiej jest pozostawić krętą rzekę i poldery zalewowe.

Współcześnie wiele osób, niestety także decydentów, myśli o Kwisie głównie w kategorii zagrożenia i szkód,  niestety pewnymi działaniami je potęgując. Próby do jak najszybszego pozbycia się wody z pól, rzeczek może i poprawiają sytuację powodziową w jednym miejscu, niestety pogarszając ją kilka kilometrów dalej. Skutki szybszego spływu wód to także wymierne szkody gospodarcze – obniża się poziom wód głębinowych, studnie wysychają, pogorszy się jakość ujęć głębinowych wody, spadną plony z upraw. W takiej sytuacji moim zdaniem trzeba przewartościować podejście do naszych rzek i starać się wykorzystać ich walory, zarówno krajobrazowe, zasoby rybne (zadaję sobie pytanie czemu np. w Lubaniu czy okolicy nie można zjeść świeżej ryby w gospodzie), a także rekreacyjne. Ewentualne przyszłe przebudowy koryta, chociażby Kwisy czy Siekierki, nie należy zawężać wyłącznie do celów przeciwpowodziowych, lecz poszerzyć o funkcje rekreacyjne czy ekologiczne.

 Ujście Potoku Starolubańskiego do Kwisy. Fot. T.Bernacki.

Oczywiście przedstawione przeze mnie dzieje wykorzystania Kwisy nie dają pełnego obrazu roli tej rzeki w życiu mieszkańców dawnego Lubania. Z pewnością można jednak stwierdzić, iż nad jej brzegami niegdyś życie tętniło zdecydowanie mocniej. Uniezależnienie się od dobrodziejstw rzeki, jej stopniowa regulacja, a w końcu zanieczyszczenie spowodowało, iż Lubań i jego mieszkańcy odwrócili się przysłowiowymi plecami od Kwisy. Można mieć nadzieję, iż jej coraz czystsze wody spowodują ponowne zwrócenie się do niej twarzą, chociażby w sferze rekreacji. Kwisa czy Potok Starolubański to nadal dobra do wykorzystania w rozwoju i promocji miasta, tym bardziej, iż w Lubaniu w 1992 roku powołano do tego celu Związek Gmin „Kwisa”.

Pierwsza cześć artykułu: KLIKNIJ TUTAJ

Druga część artykułu:      KLIKNIJ TUTAJ

Tomasz Bernacki jest znanym lubańskim regionalistą. Zawodowo pełni funkcję Naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Przestrzennej Urzędu Miasta Lubań.

Autor: Tomasz Bernacki

1 comment to Kwisa i Lubań – nierozłączne dzieje cz. III

  • Lubaniak

    Bardzo ciekawe artykuły. Tylko że to nie mieszkańcy Lubania odwrócili się plecami od Kwisy,tylko władze miasta. Aby ożywić tereny nadkwiskie musi być jakaś infrastruktura (ścieżki pieszo-rowerowe,kąpieliska,przystanie kajakowe itp). Obecnie nie ma możliwości przejechać rowerem czy nawet przejść na piechotę wzdłuż Kwisy.