Tablica ogłoszeń

Praca w regionie

Kino w Lubaniu

Nadchodzące wydarzenia

Horror w Leśnej. Pies pogryzł chłopca który ledwo przeżył, a wyroku nadal nie ma!

Blizny na twarzy Dawida Tokarskiego, który ledwo przeżył pogryzienie przez psa zdążyły się zagoić, choć twarz nadal mu puchnie i chłopiec wciąż odczuwa skutki pogryzienia (foto:K. Matla)

Blizny na twarzy Dawida Tokarskiego zdążyły się zagoić, choć twarz nadal mu puchnie i chłopiec wciąż odczuwa skutki pogryzienia. Trudno zapomnieć o tragedii. Tym bardziej, że wciąż nie ma prawomocnego orzeczenia sądu w tej sprawie. Bez wyroku rodzina Dawida nie może domagać się odszkodowania za ból, straszne przeżycia dziecka, a także koszty leczenia chłopca.

– Nie poddam się – zapewnia Izabella Tokarska, mama Dawida. Jej synek i rodzina tyle już wycierpieli, tyle lat czekają na uznanie winy właściciela agresywnego psa, że nie ma mowy, by sprawę zostawili. Choć przyznają, że cierpliwości mają coraz mniej.

Zapamiętają ten dzień do końca życia

Ostatni dzień sierpnia 2015 roku Tokarscy zapamiętają do końca życia. Mieszkają w Szyszkowej, niewielkiej miejscowości pod Leśną. Tego dnia pani Iza sprzątała wraz z innymi mieszkańcami świetlicę wiejską, bo zbliżały się wybory. Zabrała ze sobą 4-letniego synka Dawida. Gdy po skończonej pracy panie wychodziły z budynku, usłyszały krzyk i zobaczyły straszny obraz. Dawidek leżał na ziemi, nad nim pochylał się, warczał i dyszał duży pies. Dziecko zalane było krwią. Pani Iza nie czekała na pogotowie. Razem z radną Marzeną Kajzer natychmiast zabrały chłopca do samochodu i zawiozły do szpitala w Lubaniu.
Dziecko było w bardzo ciężkim stanie. Lubańscy lekarze zaopatrzyli je tylko i karetką na sygnale odesłali do szpitala w Jeleniej Górze. – Módlcie się – usłyszała tam od lekarzy mama Dawidka.
Chłopiec przeszedł w ciągu trzech dni dwie operacje. Na rany założono mu ponad 30 szwów. Miał poszarpany policzek, rany wokół ucha, obrażenia niebezpiecznie blisko tętnicy szyjnej oraz ślady obrażeń w okolicy splotu słonecznego. – A gdyby pies rozerwał mu tętnicę szyjną, po 7 sekundach byłby koniec – pani Iza do tej pory przeżywa każdą chwilę sprzed czterech lat.

Chłopiec powoli dochodzi do siebie

Dawida pogryzł Fado, owczarek niemiecki, pies, który stale przebywał na sąsiedniej posesji. Na ogół był przypięty do łańcucha. Nie wiadomo, czy tego dnia się zerwał, czy też biegał wolno. Właścicielami agresywnego psa byli sąsiedzi pani Izy – policjant pracujący w miejscowym komisariacie oraz jego żona. Dlatego, gdy badaniem zdarzenia zajęła się policja i prokuratura w Lubaniu, pani Iza wystąpiła z wnioskiem o wyłączenie ich z prowadzenia sprawy.

– Miałam obawy, czy koledzy właściciela psa będą rzetelnie prowadzić dochodzenie – relacjonuje mama Dawida.
Ostatecznie sprawę dotyczącą nieumyślnego spowodowania narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia podjęła prokuratura jeleniogórska. Sprawa wydawała się szybka i prosta do zakończenia. – A tymczasem zaczęło się ciąganie nas po sądach – opowiada pani Iza. Boli ją także, że właściciele psa nie przyszli przeprosić, zapytać o to, jak czuje się Dawidek, jak mogą pomóc.
Chłopiec powoli dochodził do siebie. Jeszcze teraz twarz puchnie mu i robi się fioletowa przy zmianach pogody. Blizny są widoczne. Po okresie rozwijania się będzie wiadomo, czy konieczna będzie operacja plastyczna. Stan psychiczny Dawida dopiero teraz, po czterech latach od tragedii, zaczyna się stabilizować. Chłopiec chodzi do szkoły, uśmiecha się, bawi. Tylko od psów trzyma się z daleka.

Prokuratura umarza sprawę dwa razy

Jeleniogórska prokuratura dwukrotnie umorzyła śledztwo w sprawie domniemanego, niewłaściwego nadzorowania psa, który rozszarpał twarz 4-letniemu Dawidowi Tokarskiemu. Prokurator nie doszukał się bowiem w całej sprawie znamion czynu zabronionego. Jego zdaniem nie ulegało wątpliwości, że życie i zdrowie dziecka zostały zagrożone. Nie stwierdził jednak, by niebezpieczeństwo zostało sprowadzone przez właścicieli psa. Prokurator oparł się na zeznaniach świadków, którzy mówili, że pies był uwiązany, przebywał na prawidłowo oznaczonej posesji (tabliczki ostrzegawcze) i w bezpiecznej odległości od wejścia do świetlicy. A zatem zachowania właścicieli nie można uznać za nieodpowiedzialne, nieodpowiednie, ani nieostrożne. Dlatego prokurator umarzał dwa razy śledztwo.
Izabela Tokarska nie zgadzała się z tym stanowiskiem. Domagała się przesłuchania innych mieszkańców, którzy opowiadali o tym, że pies był agresywny i przed Dawidkiem gryzł też inne osoby. Ludzie twierdzili ponadto, że brama wjazdowa na posesję nie zawsze była zamykana i pies uciekał swoim właścicielom. Według nich tabliczka ostrzegawcza pojawiła się dopiero po tragicznym zdarzeniu.
Pani Iza odwołała się do sądu od decyzji prokuratury. Sąd Rejonowy w Lubaniu przychylił się do jej zdania. Nie miał żadnych wątpliwości, że decyzja o umorzeniu została podjęta przedwcześnie. Zdaniem sądu niezwykle ważne dla sprawy jest ustalenie, czy pies był agresywny, czy też spokojny. Bo zupełnie inaczej powinno wyglądać zabezpieczenie dużego psa, który zrywa się z łańcucha, ucieka i przejawia agresywne zachowania w stosunku do ludzi i zwierząt. Zaś zupełnie inaczej takiego psa, który nie przejawia opisanych zachowań.
Po drugie, niezwykle ważne było zdaniem sądu ustalenie, gdzie doszło do pogryzienia Dawida. Trzymanie psa na terenie wspólnym, ogólnodostępnym, na którym często przebywają dzieci, bez wątpienia wymaga od właścicieli szczególnej ostrożności. Jak tłumaczył sąd, tu należy się poważnie zastanowić, czy tabliczka i łańcuch były wystarczającym i właściwym zabezpieczeniem przed nieszczęśliwym wypadkiem. Sprawa wróciła zatem do prokuratury. Niedawno pojawiła się nadzieja, że wreszcie się zakończy.

Sprawa wreszcie na wokandzie

Agresywnego psa nie ma już na świecie. Jak wynika z dokumentów weterynarza, owczarek niemiecki nie przeżył kastracji. Jego dawni właściciele mają już nowe psy. Ich posesja jest ogrodzona. Na płocie wisi tabliczka ostrzegająca przed czworonogami.
W lutym 2017 roku sprawa pogryzienia Dawida doczekała się wreszcie rozprawy sądowej. 28 grudnia 2018 roku Sąd Rejonowy w Lubaniu uznał za winną właścicielkę owczarka niemieckiego. Nie zapewniła stałego i skutecznego dozoru i nie zachowała środków ostrożności zapewniających ochronę zdrowia i życia i innych zwierząt, poprzez niezabezpieczenie psa przed dostępem do niego osób postronnych i nieumieszczenie psa w kojcu, mimo iż miała taki obowiązek ze sprawowania nad nim opieki, w konsekwencji czego czteroletni Dawidek Tokarski został pogryziony przez psa i doznał licznych ran kąsanych lewej połowy twarzy, które to obrażenia naruszyły czynności narządów ciała i spowodowały rozstrój zdrowia na czas powyżej siedmiu dni – czytamy w wyroku. Sąd skazał Jolantę M. na zapłatę 20 tys. zł na rzecz małoletniego Dawida Tokarskiego tytułem zadośćuczynienia za doznane krzywdy oraz 843 zł odszkodowania. Oskarżona miała tez pokryć koszty sądowe. Wyrok jest nieprawomocny. I nie oznacza końca mordęgi rodziny Tokarskich. Oskarżona odwołała się bowiem od niego i wystąpiła o powołanie biegłego, który miał stwierdzić, czy pies był agresywny.

Przed walką o odszkodowanie

Biegły stwierdził, że w przypadku żadnego psa nigdy z całkowitą pewnością nie można stwierdzić, czy dany pies nigdy nie ugryzie. Każdy pies może przejawiać zachowania agresywne, dlatego to właściciel musi redukować niebezpieczeństwo agresywnego zachowania psa. Biegły, analizując dokumentację medyczną i krotność ugryzień, określił poziom zagrożenia dla życia 4-letniego dziecka jako bardzo poważne, a nawet śmiertelne.
Sprawa odwoławcza wyznaczona została na 8 marca w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze.
Pani Iza czeka na ostateczny wyrok z ogromną niecierpliwością. Jeśli zapadnie, będzie początkiem kolejnych spraw. Tym razem z powództwa cywilnego. – Będziemy domagać się 200 tysięcy odszkodowania od oskarżonej – zapowiada mama Dawida. Planuje także walczyć z ubezpieczycielem. Chłopiec chodził w tym czasie do przedszkola i powinien być ubezpieczony. Ale okazało się, że placówka nie miała stosownej umowy (podpisano ją dopiero po tragedii), więc ubezpieczenie Dawidowi nie należało się. Ubezpieczona była natomiast świetlica wiejska, którą w czasie tragedii sprzątała pani Iza. Jest więc szansa na otrzymanie zadośćuczynienia. Ale do dalszego działania pani Iza musi mieć wyrok w ręku. Na razie ma straszne wspomnienia i synka z bliznami na twarzy.

Autor: Alina Gierak Nowiny Jeleniogórskie

27 komentarzy Horror w Leśnej. Pies pogryzł chłopca który ledwo przeżył, a wyroku nadal nie ma!

  • Mart

    Oczywiscie ze jest to ogromna tragedia, ale czy nie bylo tak ze to chlopczyk wszedl na posesje sasiadow ? To nie pies zaatakowal go na jego podworku, czy na ulicy. Mozna tylko wspolczuc, ale winni sa w duzej czesci rodzice.

    • Agata

      Mart.a co gdyby Twoje dziecko byloby w tym czasie? Gdyby Twoje dziecko zostalo zaatakowane? Powiedzialabys ze to Twoja wina ? I zadnej sprawy by nie bylo ? Ciekawe …🙈

      Wszystko wszystkim, ale nie wyobrazam sobie zeby jakis obcy pies pogryzl moje dziecko i właściciel nie byl Za to odpowiedzialny. To byl jego pies, a skoro byl taki agresywny to powinien miec jakis specjalny kojec a nie łańcuch😂 Dziecko jest tylko dzieckiem..kazde inne dziecko moglo wpasc pod kly tego psa i tez bylaby wina rodziców?

    • Kolo

      W artykule jest napisane że pies był na terenie wspólnym.
      “Po drugie, niezwykle ważne było zdaniem sądu ustalenie, gdzie doszło do pogryzienia Dawida. Trzymanie psa na terenie wspólnym, ogólnodostępnym, na którym często przebywają dzieci, bez wątpienia wymaga od właścicieli szczególnej ostrożności”.

      • Kataryna

        Pani Zorientowana. Po pierwsze czytanie że zrozumieniem się kłania. Po drugie właśnie… SPRAWIEDLIWOSCI,A nie piżamie dupy sąsiadam i naklanianie ich do nie prawdziwych zeznań, na co również są paragrafy, A po 3 jeśli piesek biega nawet po podwórku, A brama bądź bramka są nie zamykane od tego jest kaganiec. Mam nadzieję że sprawiedliwości stanie się zadość i winni zostaną ukarani,

        • Zorientowana

          Też mam taką nadzieję. Pies uwiązany, dziecko małe 4 letnie i mama, która nie dopilnowała dziecka, a teraz chce 320 tys zł odszkodowania. Pani mamo nie ma sobie pani nic do zarzucenia?

  • Zorientowana

    Sporo przekłamań widzę. Przede wszystkim podstawowe pytanie, gdzie była mama jak dziecko weszło na sąsiedni teren? A gdyby poszło nie w prawo, a w lewo prosto na ulicę? W kk jest coś takiego jak niedopilnowanie dziecka. Ewidentnie mama dziecka chce wywrzeć wpływ społeczny na sąd poprzez media. Wyrok ma zapaść 8 marca. Nie z przypadku pokazuje się on w Nowinach Jeleniogórskich, na terenie gdzie ma zapaść wyrok tuż przed jego ogłoszeniem. Dziecka bardzo szkoda, ale taka presja ze strony mamy jest bardzo nie w porządku. Tutaj potrzeba sprawiedliwości, a nie wyrku

    • Aga

      http://www.polsatnews.pl/wideo-program/interwencja-pies-dotkliwie-pogryzl-dziecko-nie-ma-winnych_6706960/

      Hmm, z tego co rozumiem dziecko bylo caly czas z matka. Kiedy wychodzila ze swietlicy, wracajac ma chwile z powrotem w tym czasie dziecko zostalo pogryzione. Wiec Panstwo mondralscy uwazacie, ze jest to matki wina bo nie dopilnowala ? I jakims dziwnym trafem po calej sprawie z Dawidem po kilku mies. Pies umarl przy sterylizacji ? I znalaz sie na jego miejscu inny pies ? Ciekawe czy to zbieg okoliczności? Po drugie 3 swiadkow przesluchano i sami przyznali ze pies byl agresywny. Wiec w kazdej chwili mogl zaatakowac kazdego z nas. Po trzecie wlascieiel psa powinien zrobic kojec a ewentualnie ogrodzic swoj teren aby pies nie stwarzal zagrożenia dla otoczenia. Z tego co widac swietlica a teren wlasciciela psa nie jest w zaden sposób ogrodzony. Wiec ewidentnie wina wlasciciela za niedopilnowanie swojego czworonoga lub nie stworzenie warunkow do tego aby pies nie stwarzal zagrozenia . Tym bardziej, ze kolo 2budynkow znajduje sie przedszkole.

      • Zorientowana

        Nie manipuluj Aga, bo pies nie zaatakował. Był na łańcuchu, a dziecko weszło na jego teren. Nie zaatakowałby każdego z nas, bo ja do psa na łańcuchu nie podchodzę, a swoje dzieci pilnuję. Mamie nie potrzeba sprawiedliwości tylko kasy. Ludzie, którzy byli przy Jaworowcz słyszeli, że dziecko czuje się dobrze, a mama walczy o 320 tys zł odszkodowania. Powtarzam, co byłoby gdyby dziecko poszło w stronę rzeki, a nie psa? Rzeka tez powinna być ogrodzona, bo mama spuściła dziecko z oczu?

        • Www

          Ludzie którzy byli przy Jaworowicz słyszeli dużo min.padło pytanie od samej Jaeorowicz czy Pan M .. nie wkopuje przypadkiem żony.Ciekawe pytanie prawda????.Najlepsze w tym wszystkim jest to że przed kamerami nie było żadnego świadka ze strony państwa M którzy do tej pory zeznawali.Pojawiły się po prawie czterech latach osoby które twierdzą że dużo wiedzą. Więc pytanie nasuwa się samo.. Dlaczego do tej pory Prokurator nie przesłuchał tych odważnych ludzi którzy Tak chętnie występowali Przed Panią Jaworowicz.Zapewne program będzie ciekawy.Dajcie znać kiedy będzie emitowany.

        • Tttt

          Pani Zorientowana chyba by się Paani jakieś leczenie przydało.i to pod szczególnym nadzorem.

        • Mieszkaniec

          Nie manipuluj zorientowana jak pies nie zaatakował to kto kot? Teren na tamtą chwilę był ogólnodostępny tak że każdy mógł znaleźć się w takiej sytuacji.

  • Mieszkaniec

    A dzisiaj Pani Jaworowicz była pod świetlicą tam gdzie pogryzione zostało dziecko.Z tego co wiem to na życzenie Pani Jolanty M. Więc krótko mówiąc że co? Presji ze strony oskarżonej nie ma???

  • Rr

    Dlatego przedszkole nieubezpieczyło dzieci o czasie? Czy w ogóle by ubezpieczyli gdyby nie tragedia?

  • Zz

    Ooo! A matka wspominała coś o łańcuchu . W interwencji Prokuratura też😆będzie wesoło.

  • Tttt

    Pani Zorientowana chyba by się Paani jakieś leczenie przydało.i to pod szczególnym nadzorem.

  • zsp

    Szkoła nie ma obowiązku ubezpieczania uczniów w ramach NW. Ubezpieczenie jest dobrowolne i zależy od decyzji rodziców.Obowiązek ubezpieczenia jest wtedy, gdy szkoła organizuje np. wycieczkę.W naszych szkołach od dawna już tak jest i jest to zgodne z prawem. Myslę, że te same zasady dotyczą przedszkoli.

  • Ktoś

    Pani Zorientowana- widać jest Pani kimś bliskim z oskarżoną, była Pani z nimi jak Jaworowicz była , to dlatego takimi tekstami Pani sypie. gratuluję.Było chociaż was tam dużo ? Nie wyda się?

    • Sąsiad

      W tamtym czasie i długo jeszcze po nim Pani M nie była osobą bezrobotną .Wioska w której mieszkamy jest mała .Wszyscy się tu znamy i też dobrze wiemy że Pani M […]

      Anonimowo nie można.
      Moderator

  • Ziee

    Zgłosić tą sprawę do Polsatu PAństwo w Państwie.Może pomogą 7

  • Zoeientowana

    Po pierwsze mama tego chłopca nie pilnowała go tylko wolała plotkować z Sasiadka pozatym pies był na łańcuchy i gdyby mama dziecka była w chwili obecnej i pilnowała dziecka dziecko by nie podeszło do przywiązanego psa… wiec ta matka tez powinna ponieść konsekwencje nie dopilnowania dziecka… ale jak widać jak zawsze ma ważniejsze sprawy niż pilnowanie ale żeby wziąć kasę z odszkodowania to pierwsza leci.. nienormalne babako niech bierze się za porządne pilnowanie dziecka .. a chłopcu współczuje bo to straszne co mu się stało ale gdyby mama była i powiedziała ze nie wolno podchodzić do psa napewno by się to nigdy nie wydarzyło

  • Konkret

    Medal ma dwie strony. Pierwsza to taka, że matka chłopca idąc sprzątać świetlicę, nie powinna zabierać go ze sobą. Jeśli nie miała z kim zostawić dziecka, to nie iść. Idąc gdziekolwiek, dziecko trzyma się za rękę i nie wypuszcza ani na chwilę. A szczególnie idąc ulicą, oraz koło miejsc szczególnie niebezpiecznych. Obcy pies, do którego był dostęp, to spore niebezpieczeństwo. W momencie wypadku dziecko było bez opieki. Dziecko na podwórku, matka w świetlicy.
    Druga sprawa (strona medalu), to zabezpieczenie psa. Duży pies, nie ważne, czy jest spokojny, czy nie, powinien być w porządnym kojcu bez dostępu do niego osób postronnych, a nie na otwartej przestrzeni, do której ma dostęp każdy. Właściciel powinien mieć tego świadomość. Owczarek niemiecki, takiej rasy był ten pies, jest psem dużym, silnym i trzeba było przewidzieć również tą ewentualność, że może do niego podejść małe dziecko.

    • Ooo

      Nie uważam aby świetlica wiejska była miejscem ,,szczególnie niebezpiecznym “Za to trzymanie psa przy takim miejscu było szczególnie nieodpowiedzialne!!!

  • Zzzzz

    Z tego co wiem nigdzie nie ma przepisu że pies musi być w kojcu. Z tego co jest tu napisane dziecko nie było pod opieką matki więc równie dobrze mógł by otworzyć kojec i wypuścić psa lub włożyć rączkę przez oczko w siatce i również zostać pogryziony i wtedy dalej była by wina właściciela że nie zamkną kojca na kłódkę lub dał za duże oczka w siatce. Do ulicy też nie jest daleko a gdyby dziecko wyszło na nią i zostało potrącone to czyja była by wina kierowcy że tamtędy jechał. Jest prawda że dziecko to tylko dziecko i właśnie od tego jest matka żeby wytłumaczyć co można a co nie i od tego żeby trzymała dziecko przy sobie i pod stałą opieka. Pies był na łańcuchu i na swoim terenie nikt nie wie co tak naprawdę dziecko zrobiło tem psu. Może chciał go uderzyć lub cokolwiek innego i pies zaatakował w samoobronie. Nikt tak naprawdę tego nie wie więc nie osadzajmy.

  • Konkret

    Tak, czy siak, pies powinien być zabezpieczony na maxa. Właściciel powinien był przewidzieć różne sytuacje z psem w roli głównej. To tylko zwierzę i różnie może zareagować. Jakiś gwałtowny ruch osoby będącej w pobliżu i zwierzę reaguje agresywnie. Dobre zamknięcie kojca, odpowiednia siatka na podmurówce, nawet podwójna siatka, zasiatkowanie od góry. Kojec w miejscu niedostępnym dla postronnych. Owczarek niemiecki, to nie kanapowiec, czy zabawka. Natomiast matka mogła tłumaczyć dziecku,że nie wolno, a ono i tak spróbuje zrobić swoje. To był tylko czterolatek, małe dziecko czujące się bezpiecznie, bo w pobliżu była mama. Powinna pilnować, pilnować i jeszcze raz pilnować.

  • Zorientowana

    Sąd Okręgowy uniewinnił dziś właścicielkę psa. Współczuję dziecku, a mama mam nadzieję, że zrozumie czym jest odpowiedzialność podczas sprawowania opieki. Liczę też, że Redakcja napisze o rozstrzygnięciu sądu odrębnie. Tak jak pisała tutaj o “horrorze w Leśnej”!

Leave a Reply