Tablica ogłoszeń

Praca w regionie

Kino w Lubaniu

Nadchodzące wydarzenia

Gazeta Olszyńska ma już cztery lata

Właśnie minęły cztery lata od wydania pierwszego numeru powstałej z inicjatywy Burmistrza Olszyny Leszka Leśko “Gazety Olszyńskiej” – miesięcznika mieszkańców Miasta i Gminy Olszyna. Z tej okazji publikujemy wywiad z redaktorem naczelnym tego medium Arturem Danielem Grabowskim.

Cztery lata minęły…

“Gazeta Olszyńska” – miesięcznik mieszkańców Miasta i Gminy Olszyna powstała z inicjatywy Burmistrza Olszyny Leszka Leśko

O dziennikarstwie, pracy medialnej, pisaniu i osobistych pasjach rozmawiamy z Arturem Danielem Grabowskim, redaktorem naczelnym Gazety Olszyńskiej.

Minęły już cztery lata od pierwszego wydania Gazety Olszyńskiej. Jak przedstawia się dziś sytuacja na rynku wydawniczym?

– Przez cały czas staram się zadawać kłam idei, że internet to medium, które może zastąpić czy nawet wyprzeć słowo drukowane. I to się w pewnej mierze udaje. Gazeta, pomimo obaw pewnej grupy ludzi, wciąż się sprzedaje i, choć zmieniają się pewne elementy tej sprzedaży, wciąż jest w obiegu i czytelnicy na nią czekają.

Przygotowanie gazety to spore przedsięwzięcie…

– To prawda, że nie da się przygotować wydania gazety w jeden wieczór, choć ostatnio do takich cudów dochodzi. Na to potrzeba czasu i wsparcia ludzi, którzy chcą dla niej poświęcić choć odrobinę swojego czasu. Potrzeba determinacji i samozaparcia, a tego momentami może zabraknąć, jeśli są ludzie czy sytuacje, które, obiektywnie rzecz ujmując, nie ułatwiają pracy dziennikarskiej, a wręcz nawet ją utrudniają.

Najtrudniejsze tematy?

– Najtrudniej jest pisać po raz setny o wydarzeniu, które ma albo podobny przebieg, albo jest po prostu nijakie i zbyt często się w nim uczestniczy. I jeszcze znaleźć odpowiedni dla tekstu tytuł, który nie może się powielić – to duże wyzwanie.

Artur Daniel Grabowski – Redaktor Naczelny “Gazety Olszyńskiej”

Jak się to Panu udaje?

– Oczywiście ideałem byłoby, aby w naszej gazecie była tak ogromna różnorodność, która zadowoliłaby gusta najbardziej wyrafinowanych czytelników. Prawda jest jednak taka, że aby stworzyć dobrą gazetę, trzeba się jej poświęcić. Potrzeba czasu i odpowiednich warunków, aby móc stworzyć dobry artykuł, pójść na wywiad, spotkanie czy wziąć udział w inicjatywie, o której chce się napisać. Taka jest praca dziennikarza i redaktora naczelnego. To praca na pełen etat i z pełnym zaangażowaniem. Nie da się tego robić z doskoku, pomiędzy jednym, a drugim zleceniem. To nie zadziała. Pojawi się wypalenie, brak pomysłów i w efekcie zniechęcenie. Trzeba też zwrócić uwagę na specyfikę naszej gazety, gdzie jedna osoba w zasadzie zajmuje się nie tylko stroną organizacyjną, formalną czasopisma, ale także składem, łamaniem, przygotowaniem grafiki, zdjęć i szeregu artykułów, nawet jeśli część z nich pochodzi od współpracowników redakcji i ktoś inny zajmuje się jeszcze dodatkowo korektą tekstów czy przygotowaniem krzyżówki. To są rzeczy, które wymagają czasu i nie da się tego robić, jak to się mówi, po łebkach. Dobra gazeta, to gazeta dopracowana, na spokojnie i bez pośpiechu. Wtedy pod każdym względem można być usatysfakcjonowanym.

Co to znaczy być dziennikarzem?

– Nie uważam siebie za jakiegoś wybitnego dziennikarza. Po prostu Bóg dał mi talent czy umiejętność pisania, parania się słowem. Jestem więc sługą słowa. Dla mnie jest to paradoks, którego nie potrafię wyjaśnić. Czasem trudno mi coś wypowiedzieć ustami, po prostu nie potrafię tego zrobić, odczuwam pewną barierę i często muszę sie przemóc. Ale napisać o tym już tak. To jest we mnie.

Jak zatem powinien wyglądać warsztat pisarza czy dziennikarza?

– Stephen King, znany amerykański pisarz, w jednej ze swoich książek pt. „Jak pisać. Pamitnik rzemieślnika” podaje swego rodzaju receptę na to, co zrobić, aby stworzyć dobry materiał: „Dużo czytać. Jeszcze więcej pisać. Nie poddawać się. Wyłączyć telewizor. Być uczciwym wobec siebie i swoich bohaterów. Nie bać się krytyków. Nie lekceważyć gramatyki. Oszczędzać słowa”. Na to potrzeba spokoju, wyłączenia się z bieżącego obiegu świata, zamknięcia natłoku zewnętrznych bodźców. Wtedy można, według słów mistrza, stworzyć coś wyjątkowego. To oczywiście nie jest reguła, bo każdy ma swoje sposoby. Jednak ja tak właśnie mam. Ta koncepcja do mnie przemawia i, bynajmniej w moim wypadku, sprawdza się.

Plakat zajawiający pierwszy numer “Gazety Olszyńskiej”

Nawet pomimo tego, że w zasadzie dziennikarz powinien być w centrum wydarzeń? Przecież nie da się uniknąć chaosu, napiętych terminów…

– Pomimo tego, a właśnie nawet wbrew temu. Oczywiście, dobra informacja to dzisiaj szybka informacja, jak to bywa w brukowcach czy dziennikach. Jednak uważam, że warto spojrzeć na taki czy inny temat spokojnie, z dystansu. Ja nie potrafię odnaleźć się w takim chaosie.

Jak to jest więc z tym pisaniem w Pana wypadku?

– To rzeczywiście ciekawe. Znają mnie niektórzy z ostrego języka czy celnych sformułowań, choć inni nazywają to po prostu dobrym piórem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Słowa same wychodzą spod moich rąk, a myśli jakoś tak same się formułują. Pisząc lepiej potrafię się wypowiedzieć, tak po prostu. Czasem rodzi się idea jakiegoś tematu, a czasem to jest po prostu męka. Nigdy nie jest tak samo.

Tak powstała Pana książka pt. „Testament Eleonory”?

– Tak. Zamykałem się na długie jesienne wieczory, włączałem Nokturny Chopina i pisałem. To była fantastyczna przygoda. Przeżyłem coś, czego nie da się porównać z niczym innym, co dotąd przeżyłem. Miałem wizję tego, o czym chciałem napisać, a słowa, kompozycja powieści i w ogóle atmosfera przychodziły same. Po prostu to wszystko żyło we mnie.

Będzie kolejna książka?

– Kolejna powieść jest w zasadzie w połowie napisana. Stanąłem na szesnastym rozdziale. To trochę brutalna historia… Brak mi jednak czasu, aby ten projekt doprowadzić do końca.

Czy się kiedyś ukaże drukiem?

– Nie wiem. Życie się tak dynamicznie zmienia, że trudno mi dziś powiedzieć, co będzie jutro, za miesiąc, dwa czy pół roku. Ale jest nadzieja…

Jako chłopiec marzył Pan o pisaniu?

– Ci, którzy znają mnie lepiej, wiedzą, że nie, choć nie dowierzają moim deklaracjom. Generalnie są dwie dziedziny, które mnie absolutnie pociągają: to teologia i historia. To moje życie, to coś, czemu gotów jestem poświęcić wszystko. Ludzie wydają pieniądze na papierosy i alkohol, poświęcają czas na majsterkowanie czy inne hobby. Ja inwestuję w książki i swoją relację z Bogiem, poświęcając się przy tym sprawom Kościoła, bo w wiarę i duchowość także trzeba inwestować, aby mieć solidne fundamenty.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Sylwia Karpińska

Leave a Reply